Skip to main content

Full text of "Zapiski o polskich spiskach i powstaniach 10"

See other formats


Prof. Mikołaj Berg 


ODPOWIEDZIALNY ZA REDAKCYĘ WE LWOWIE 

EDMUND KOLBUSZOWSKI. 

Adres wydawnictwa: Lwów, Plac Uaryackl I. 4 . 

Pieniądze na prenumeratę należy nadsyłać wprost do Admimstracyi 






















Prof. Mikołaj Berg 


CF==D 

ZAPISKI 0 POLSKICH SPISKACH 

i powstaniach 


PRZEKŁAD Z ROSYJSKIEGO 


CZĘŚĆ X. 


WARSZAWA 

DRUK ED. NICZA i S-ki, NOWY-ŚWIAT 70 

1906 
















€ 


4 


% 


i 


Gdy Wisła stanęła, z Galicyi wkroczyło po¬ 
nownie kilka oddziałów, sformowanych tam z me- 
słychanemi trudnościami. Przeciw nim operowały 
z mniejszem lub większem powodzeniem liczne ro¬ 
syjskie partyzanckie kolumny ’). Nakoniec naczel¬ 
nicy okręgowi donieśli namiestnikowi, że Królestwo 
Polskie jest już oczyszczone z powstańczych oddzia¬ 
łów. W tym samym czasie hr. Berg ostatecznie 
porozumiał się z ministrem wojny co do zaprowa¬ 
dzenia w Królestwie Polskiera wojskowo-policyjnego 
zarządu, a chcąc sprawdzić, czy istotnie kraj już 
zupełnie jest uspokojony, wysłał do różnych guber¬ 
ni* oficerów ze swego sztabu: pułkownika Annen- 
kowa i kapitana barona Medema, którzy na miej¬ 
scu mieli się przekonać, czy można już bez prze¬ 
szkód przystąpić do zorganizowania wspomnianego 
powyżej zarządu. 

Annenkow pojechał w północne strony Króle¬ 
stwa Polskiego za Bóg i Wisłę, Medem zaś do gu¬ 
berni! południowych. Pierwszy wkrótce wrócił, 
stwierdzając, że w guberniach: płockiej, augustow- 


l ) Dziennik spraw wojskowych nr 5 i 6 z 1864 r. 
Podawane tam jednak siły powstańców zdają się być wszędzie 
przesadzone. 


6 


* 


* 


skiej i we wschodniej części gubernii warszawskiej 
panuje już zupełny spokój i śladu nawet niema ja¬ 
kichkolwiek oddziałów powstańczych. Modemowi 
jednak zaraz w Warszawie radzono, by nie puszczał 
się w drogę bez silnej eskorty. Do Kielc towarzy¬ 
szyły mu dwa szwadrony dragonów. W Kielcach 
generał Czengery oświadczył mu, że okolica wcale 
jeszcze nie jest uspokojona; że kilka dni temu o 17 
wiorst od Kielc, w lasach Daleszyckich, Bosak od¬ 
był przegląd nowozorganizow^anego korpusu po¬ 
wstańczego, mającego do 3,000 ludzi różnego gatun¬ 
ku broni. Udając się więc do Miechowa, Me dem 
wziął z sobą kompanię piechoty i szwmdron drago¬ 
nów z Miechowa zaś miała wyjść do granicy po¬ 
wiatu na jego spotkanie inna kolumna w r ojska. Przy¬ 
bywszy jednak na punkt umówiony,: gdzie go miała 
oczekiwać świeża eskorta, wysłannik namiestnika 
otrzymał zapewnienie, że w t powiecie zupełny spo- 
kój i że książę Szachowskoj, naczelnik wojenny po¬ 
wiatów miechowskiego i olkuskiego, oddawna już 
jeździ bez żadnej eskorty, gdyż o powstańcach ani 
słychać. 

W istocie Medem najspokoiniej pojechał ekstra- 
pocztą naprzód do Miechowa, a potem do Olku¬ 
sza, nigdzie przez nikogo nie zaczepiany. Książę 
Szachowskoj przyjął wysłańca ozięble i widocznie 
był nierad z jego przybycia. 

Baron Medem nie uznał za bezpieczne objeż¬ 
dżanie innych okolic kraju, zresztą i tak już był 
dostatecznie poinformowany o warunkach bezpie¬ 
czeństwa, panujących na południowych kresach Kró¬ 
lestwa Polskiego, z Olkusza więc udał się wprost 
do Dąbrowy i ztamtąd koleją powrócił do Warsza¬ 
wy, gdzie zdał namiestnikowi dokładne sprawozda¬ 
nie o swych spostrzeżeniach. 

Namiestnik wezwał do Warszawy wszystkich 
naczelników okręgowych i. z wyjątkiem generała 
Lszakowa, wszystkim podziękował za uspokojenie 



7 


kraju. Uszakowowi zaś dał ostrą naganę za nie¬ 
prawdziwe przedstawienie istniejącego w jego okrę¬ 
gu stanu rzeczy. 

Generał Uszakow ze swej strony zarzucił, że 
kapitan Medem przedstawił położenie w fałszywem 
świetle: że młody, niedoświadczony oficer lada dro¬ 
bnostkę uważa za rzecz ważną, i pod wrażeniem 
podnieconej fantazyi, Bóg wie jakim poddaje się 
obawom!... Nie zaprzecza, że jeszcze gdzieniegdzie 
wałęsają się oddziałki powstańczej żandarmeryi, 
lecz niepodobna uważać ich za poważne oddziały i 
mówić o niepokojach w kraju! 

V\ r tym samym jednak czasie, gdy generał 
Uszakow tak stanowczo zapewniał o zupełnem uspo¬ 
kojeniu swego okręgu, podwładny jego, generał Czen- 
gerv otrzymując w Kielcach coraz bardziej alarmu¬ 
jące doniesienia o korpusie Bosaka pod Daleszyca¬ 
mi, postanowił wyrusz} ć przeciw niemu w sile dwu¬ 
dziestu kompanii piechoty z odpowiednią jazdą. Ce¬ 
lem jednoczesnego, dośrodkowego działania, roze¬ 
słał cyfrowane rozkazy do wszystkich dowódców, 
którzy mieli w wyprawie wziąć udział. 

Pułkownik Żwierow w stopnicy, skoro tylko 
otrzymał dotyczące go rozkazy, zaraz wysłał do 
Opatowa zwykłą depeszę, powołując jedną kompa¬ 
nię piechoty, tam stojącą załogą, do tej wyprawy. 
Depeszę tę przejęli powstańcy, o ezem Zwierow 
zaniedbał zawiadomić generała Czengerego, zado- 
wolnił się tylko wysłaniem drugiego gońca, którego 
również przychwycili powstańcy T ). 

W ten sposób Bosak przyszedł w posiadanie 
najdokładniejszego planu zamierzanej przeciw niemu 
wyprawy, a wiedząc, że w Opatowie pozostały ty ¬ 
ko trzy kompanie piechoty, dnia 21 lutego 1864 ro- 


i) Wiadomość zaczerpnięta w sztabie 7-ej dywizyi pie¬ 


choty. 



8 


ku całemi swemi siłami uderzył na Opatów. Za¬ 
wrzała bitwa, wśród której Zwierzdowski rozkazał 
zapalić dzielnicę miasta, zamieszkałą przez Żydów, 
chcąc tern zmusić wojsko do wyjścia z miasta w o- 
twarte pole. Gdy jednak otrzymali wiadomość, że 
na odgłos strzałów kilka kompanii piechoty forso¬ 
wnym marszem pośpiesza z Cisowa do Opatowa, 
powstańcy opuścili miasto i byli już daleko, gdy 
Rosyanie nadciągnęli. Wojska, nie tracąc ani chwili 
czasu rozpoczęły uporczywy pościg, wśród którego 
zabrały do niewoli przeszło 700 ludzi. Bosakowi 
udało się umknąć, lecz Zwierzdowski został przy¬ 
trzymany w samym Opatowie i za wyrokiem Czen- 
gerego, dnia 23 lutego powieszony na dymiącej się 
jeszcze belce w jednym ze spalonych z jego rozka¬ 
zu domów. Była to ostatnia, nieco ważniejsza, bi¬ 
twa w powstaniu 1863 i 1864 roku 1 ). 

Po odebraniu raportu z tej wyprawy, namie¬ 
stnik zdecydował się nareszcie na usunięcie generała 
Uszakowa z dowództwa. Znaleźli się, jak zwykle, 
obrońcy generała, którzy twierdzili, że należy pozo¬ 
stawić starego sewastopolskiego bohatera na zajmo- 
wanem stanowisku, gdyż może być wkrótce potrze¬ 
bnym do poważniejszych zadań. Ktoś się wyraził, 
„że nie należy pluć do wody, którą może wypadnie 
wypić”. Eh! mon eh er, odpowiedział na to namie¬ 
stnik. rous netes pas politiąue. Crachez dans le 
pnit et si vous avez soij , huvez/ 

Tenże sam kapitan Medem otrzymał polecenie 
udania się do Radomia i oświadczenia generałowi, 
że namiestnik jest niezadowolony z jego działań i 
radzi mu dobrowolnie zażądać uwolnienia. Dla osło¬ 
dzenia pigułki dano mu do wyboru przy dymisyi: 


b GUItr tom I, str. 53 powiada, że przez czas półto¬ 
rarocznej walki stoczono do tysiąca bitew i potyczek, na prze¬ 
strzeni od Prosny do Dniestru. 



» 

albo awans na generała broni, albo też odpowiednią 
dotację. Uszakow wybrał to ostatnie i usunął się 
do Petersburga, gdzie wkrótce został powołany na 
członka rady wojennej i uzyskał stopień generała 
broni, poczerń jeszcze głośniej zaczął mówić, niż 
zwykle. 

Naczelnikiem radomskiego okręgu został za¬ 
mianowany generał-porucznik Belgard 2-gi i jeszcze 
blisko dwa miesiące musiał się uganiać za różnymi 
drobnymi oddziałkami, nim się ostatecznie kraj uspo¬ 
koił. 

Oddział Rudowskiego, w formacyi Bosaka pułk 
Opatowski dywizji sandomierskiej, trzymał się do 
13 marca lb<54 r., poczem Rudowski z kasą swego 
pułku, wynoszącą 5,000 rubli sr. uszedł zagranicę. 

Inne oddziały, zwane pompatycznie przez Bo¬ 
saka pułkami, trzymały się do połowy kwietnia. 

Jak się okazuje z niektórych dokumentów', Bo¬ 
sak od czasu do czasu zjawiał się wśród różnych 
oddziałów', dla dodania wmlczącym ducha. Wyjątko¬ 
wo, wbrew' przestrzeganej dotychczas zasadzie, rząd 
narodowy rozszerzył jego wdadzę i na cywilną orga- 
nizacye w krakow r skiem i Sandomierskiem wojewódz¬ 
twie (o co swego czasu daremnie dobijali się Pa- 
d lewak i i Calłier). Lecz i to już pomódz nie mo¬ 
gło; sprawy powstania z każdym dniem przybierały 
coraz gorszy obrót; organizacja, czy to cywilna czy 
wojskowa, rozluźniały się coraz bardziej; „korpus” 
topniał, jak śnieg pod promieniami wiosennego słoń¬ 
ca. Ostatniemi oddziałkami w Opatow r skiem dowo¬ 
dzili: Krzywda i Bogusz, którzy, objąwszy dowódz¬ 
two nad resztkami oddziału Chmielińskiego, po po¬ 
gromie bodzecbowskiin zręcznie unikali spotkania 
z coraz gęściej krążącemu po kraju w r oj skand i mieli 
pod sobą do półtora sta ludzi. Nakoniec i oni przy¬ 
szli do przeświadczenia, że nie można trzymać się 
dalej i że zresztą nie miało to już żadnego celu. 
Jednak nie chcąc jeszcze i teraz samowolnie po- 


10 


stąpić, wysłali do Warszawy nader sprytnego ofice¬ 
ra, Sulimę, z poleceniem, by koniecznie dotarł do 
rządu narodowego i zażądał dalszych instrukcyi. 

Sulima dostał się szczęśliwie do Warszawy, 
zobaczył się z Traugutem i otrzymał rozkaz trzy¬ 
mania się, bądź co bądź, do wiosny. Oddziałki włó¬ 
czyły się więc dalej po lasach, ale położenie sta¬ 
wało się coraz trudniej,szem. krzywda wysłał po¬ 
nownie Sulimę po dalsze rozkazy i to do Bosaka, 
o którym mówiono, że jest jeszcze w kraju. 

Sulima, zachowując nadzwyczajną ostrożność, 
skierował się w T okolice Sandomierza, i zrobiwszy 
konno lub pieszo przeszło 20 mil drogi nie każde¬ 
mu znanemi, a tern mniej dostępnemu drożynami i 
ścieżkami, nakoniec w jednej w si dowiedział się, że 
-generał” znajduje się w pobliskim lesie. Poszuku¬ 
jąc dalej, dotarł do jakiegoś szlachcica we dworze, 
który go zapewniał, że nikogo podobnego w okoli¬ 
cy nie było i niema, że i poszukiwania widocznie 
fałszywie są skierowane. Jednak, gdy się przypa¬ 
trzył Sulimie i bliżej z nim rozmówił, wyznaczył mu 
czas i miejsce ponownego spotkauia. Po niejakim 
czasie na oznaczony punkt przyjechał wózkiem osta¬ 
tni krakowsko sandomierski w r ojewoda, Markówski, 
znający osobiście Sulimę. Po serdeoznem powita¬ 
niu zabrał go z sobą na wózek i razem pojechali 
do lasu. Ńa małej polance, przed chatą leśnika, 
wózek zatrzymał sie. Markowski z Sulimą weszli 
do chaty i tu ten ostatni spotkał znanego mu do¬ 
brze -generała”. Na razie nie mógł go poznać, tak 
się zestarzał i zmienił. Tw r arz obrzmiała mu, wzrok 
przygasł, wyglądał dziko i ponuro, zrozpaczony... 
ubrany był w r czarną czamarkę podbitą lisami i 
w' długich palouych butach. Co za różnica między 
tym człowiekiem a owym świetnym generałem z pod 
Dzierzgowa, gdy dnia 7-go października 1863 roku 
przemawiał z zapałem do otaczającego go, licznego 
zastępu zbrojnych powstańców... 



11 


Sulima zdał sprawę generałowi ze wszystkiego 
eo widział i wiedział. „ Walczyć niepodobna; trzy¬ 
mać się dalej, przechodzi prawie siły ludzkie; wło¬ 
ścianie każdego powstańca uważają za wroga, na¬ 
ruszającego ich spokój i bezpieczeństwo, zaprzestali 
udzielać wszelkiej pomocy, a nawet miejscami gorsi 
są i niebezpieczniejsi, niż sami Kosyanie. Co czy¬ 
nie więc nadal 71 ? 

Po chwili Bosak oświadczył, że ma pewne 
wiadomości od rządu narodowego, że w innych oko¬ 
licach kraju powstanie z wiosną na no.wo się oży¬ 
wia i szerzy. Trudno było przetrwać zimę, lecz te¬ 
raz z nastaniem wiosny rzeczy pójdą łatwiej! 

— I na .wiosnę tak samo głód dokucza jak 
zimą—odpowiedział Sulima—a żywności dostać nie 
możemy. Z dworów już się nie wycisnąć nie da,, 
a chłopów daremnie prosić o cokolwiek! 

— Gdzie powitanie się rozwinie, tam muszą 
się znaleźć i środki utrzymania oddziałów — odparł 
Bosak. 

— Lecz gdzież się ono rozwija? Generał wie 
doskonale, że w r szetkie wiadomości o powstawaniu 
nowych oddziałów*, to istna blaga, której już dzi¬ 
siaj nikt nie wierzy. Powstanie dogorywa, jeżeli 
już nie upadło zupełnie. Możemy z czystem sumie¬ 
niem powiedzieć, że już nie istnieje. 

Bosak, widząc, że dalsza rozmowna do niczego 
nie doprowadzi, oświadczył wysłańcowi, że „jeżeli 
położenie w r istocie jest takie, jak przedstawiasz, to 
ja nie chcę brać na swoje sumienie dalszych, bezce¬ 
lowych cierpień współbraci. Robiliśmy, cośmy mogli, 
lecz ciężaru po nad siły człowieka, unieść nie po¬ 
trafimy! Nie chcę, by mi potem zarzucano, żem 
niszczył kraj bez potrzeby i podniecał nadzieje, ni- 
czera nie uzasadnione. Rozejdźcie się więc i niech 
każdy myśli o sw T em ocaleniu 71 ! 

Sulima poprosił o odnośne polecenie na piśmie. 



12 


Bosak wręczył mu żądany dokument i z rozrzewnie¬ 
niem najserdeczniej pożegnał odważnego wysłańca. 

Sulima ukrył otrzymane polecenie w podeszwie 
od buta i rozważnie to uczynił, gdyż w powrocie 
miał bez porównania więcej przeszkód, niż w cza¬ 
sie podróży swych do Warszawy i Bosaka. Często 
go zatrzymywano, rewidowano, raz nawet kazano 
mu zdjąć buty. Sam się przyznaje, że wówczas 
mrowie go przeszło i już się miał za zgubionego 1 ). 

Gdy wreszcie po przezwyciężeniu wszelakich 
przygód i niebezpieczeństw dotarł do miejsca osta¬ 
tnich obozowisk Krzywdy i Bogusza, nie było już 
komu doręczać tych, prawdopodobnie ostatnich, roz¬ 
kazów generała. 

Krzywda, rozgromiony pod Oksą, rozpuścił 
swych towarzyszy, których mu zaledwie 20 pozo¬ 
stało, sam zaś w przebraniu uszedł do Krakowa. 
Pozostawieni na los szczęścia rozbitki, skupili się 
koło jakiegoś Anderlinpego i włóczyli się pewien czas, 
aż do spotkania się z Boguszem, przy którym było 
jeszcze 40 ludzi. Sulima okazał Boguszowi rozkaz 
generała, zwalniający wszystkich z przysięgi i obo¬ 
wiązku dalszej walki. 

— Dobrze mu pisać gdzieś w bezpiecznem 
ukryciu, rozejdźcie się i niech każdy troszczy się 
o własne bezpieczeństwo, lecz w naszem położeniu 
nie tak łatwo to wykonać — powiedział Bogusz. 

Zwołał jednak swych ludzi i odczytał im otrzy¬ 
many rozkaz naczelnego wodza. Nikt nie chciał 
zastosować się do otrzymanego polecenia. Chociaż 
w tak szczupłej gromadce, razem zebrani czuli sic 
bezpieczniejszymi w lesie, niż wracając pojedynczo 
do miejsc rodzinnych. Kozackie rozjazdy, chociaż 
w rzeczywistości nie tak bardzo straszne, trwogą 
przejmowały ostatnie szczątki powstańców. 


Pamiętnik powstańca , strona 154 —157. 


13 


Jak długo Anderlini z Boguszem tułali się 
jeszcze po lasach, dowodów na to niema. W adomo 
tylko, że Anderlini pierwszy potrafił szczęśliwie do¬ 
stać się za granicę. Bogusz w jakiś czas potem 
został straszliwie rozgromiony pod Jędrzejowem i 
także szukał schronienia w Galicyi. W kraju po¬ 
został jedynie uparty i pełen charakteru Karkow¬ 
ski, wojewoda dwóch województw. Ten to, ukrywa¬ 
jąc się po dworach, to w r przebraniu za pastucha 
tułając się po polach i lasach, utrzymywał jeszcze 
pewne stosunki z rządem narodowym, lecz ostate¬ 
cznie przytrzymany w pewnej karczmie pod Opato¬ 
wom przez chłopów, został wydany w ręce władzy. 
Poniąważ znaleziono przy nim mnóstwo pism i aktów, 
kompromitujących go w najwyższym stopniu, ode¬ 
słano go niezwłocznie do Radomia. Wiedząc co go 
czeka i unikając indagacji, Markowski dostał od 
kogoś po drodze wielką igłę, używaną do zaszywa¬ 
nia worków i tą kilkakrotnie przebił się w kierunku 
serca, w r skutek czego po dwugodzinnych strasznych 
męczarniach umarł, nie doszedłszy do Radomia. 
Działo się to już w kw ietniu 1864 roku. Taką tra¬ 
giczną a wcale niemądrą śmiercią skończył ostatni 
Mohikanin, ostatni krakowsko-sandomierski wojewoda 
o którym, jako jedyna pamiątka, pozostało tylko 
wspomnienie w Pamiętnikach Sulimy (strona 161— 
1 7 3). 

W województwach podlaskiem i lubelskiem, 
oprócz oddziału jazdy wojewody Wróblewskiego, 
mającego do 200 koni, istniały jeszcze oddziały, 
którymi dowodzili: Krysiński, Kucki, Eytminowiez, 
Poniński, Ćwiek (Cieszkowski)... Większa część tych 
oddziałów doirwała do końca 1863 roku, ścierając 
się bezustannie, czasem nawet wcale pomyślnie ze 
ścigającemi je kolumnami, jak naprzykład dnia 11 
listopada 1863 roku między Roszoszą a Łomazami 
na Podlasiu, a dnia 18 listopada pod Kolanem. 

Zimę przetrwały już tylko oddziały Buckiego 



14 

S 

i Wróblewskiego, chroniąc się w tak zwanym „li- 
pniku r wśród błot i gęstych lasów, w urządzonych 
szałasach. Dnia 19 stycznia lb64 roku, Wróblew¬ 
ski przechodząc z Tyśmienicy do Jedlanki, spotkał 
rozjazd kozacki podpułkownika Zankisowa. \V cza¬ 
sie bitwy Wróblewski cięty w głowę i ramię spadł 
z konia, lecz cudem prawie uszedł niewoli i schro¬ 
nił się za granicę. 

W Kaliskiem przez całą zimę z 1865 na 1864 
rok trzymał się oddział pułkownika Franciszka Ko- 
pernickiego 1 ). 

Na Żmudzi przetrwał zimę oddział pułkownika 
Knszlejki 2 ). 

Ostatnim oddziałem w powstaniu 1863 i 1864 
roku dowodził fanatyczny ksiądz, Stanisław Brzózka, 
na Podlasiu, który przy pomocy włościan i zaścian¬ 
kowej szlachty trzymał się do końca kwietnia 1864 
roku, posługując się przy tern naj radykalniejszym te- 
roryzmem. 

Napróżno Zankisow przez cały marzec i kwie¬ 
cień uganiał za nim ze swymi kozakami. Wysłano 
w końcu w tamte strony jednego z najzręczniejszych 
szpiegów. Ten przy pomocy kobiety, (gdzie dyabeł 
nie poradzi tam babę pośle), odkrył ks. Brzózkę 
we wsi Sypitkach szlacheckich, ukrywającego się 
w domu pewnego kowala za podwójną ścianą. 
Uwięziono go dnia 29 kwietnia 1864 r!, jednocze¬ 
śnie prawie z jego adjutantem, Franciszkiem Wil¬ 
czyńskim, mieszczaninem Łukowskim. 

Po przeprowadzonem śledztwie obaj zostali po- 


') Umarł w Stanisławowie w 1892 roku. (. Przypisek 
tłómnczd). 

~) Opis jego wypraw zamieściła Gazeta A środowa 
z 1879 roku w numerach 90—100. 



wieszeni w miasteczku Sokołowie, dnia 23 maja 1804 
roku u godzinie 11 przed południem. 

Należy także wspomnieć, że na wiosnę 1864 
roku pułkownik Callier zaczął organizować oddział 
w Poznańskicm, z zamiarem wkroczenia do woje¬ 
wództwa płockiego. Uwięziony jednak przez wła¬ 
dze pruskie w miasteczku Zieleńcach, był następnie 
wraz z innymi sądzony w Berlinie 1 J. 


/ 


i 


1) Gifler, tom II, strona 281. 




DODATEK. 


PRZYPISKI DO KSIĘGI X. 

Depesza rządu narodowego do księcia Włady¬ 
sława Czartoryskiego. 

Rząd Narodowy 
Wydział spraw zagranicznych. 

L. 3857. 

Warszawa, dnia 0 grudnia 1863 r. 

Do Obywatela 

Władysława księcia Czartoryskiego 

agenta dyplomatycznego w Paryża; 

Po otrzymaniu depesz z dnia J1 i 12 listopa¬ 
da do liczby 2D i 30, llząd narodowy polecił prze- 
dewszystkiem wygotować depeszę z powodu mowy 
tronowej cesarza Napoleona i kongresu, która prze¬ 
słano księciu za... ] ). Zgadzając, się na wiele my- 


l ) W oryginale próżne miejsce na dwa słowa. ( Przyp . 
iłómacza)] 

Biblioteka.—T. 463. 


2 



18 


śli i wyrażeń, zawartych w nadesłanym nam przez 
księcia projekcie, Rząd narodowy uważałby jednak 
za stosowne skrócenie zamieszczonego w projekcie 
wywodu historycznego, na który nie wszyscy mo¬ 
gliby jednako zapatrywać sic. Również cytaty lite¬ 
rackie nie nadają sic do oficjalnego dokumentu, 
który w tym mianowicie wypadku szczególnie po¬ 
winien być ścisły i treściwy. 

Co się tyczy samej treści, Rząd narodowy 
uważałby za najbardziej konieczne szczere omówie¬ 
nie mowy Cesarza, jako zwrotu do zasad uświęco¬ 
nych w społeczeństwie, a dla nas szczególnie zbaw¬ 
czych. Ton, w ustępie omawiającym działania pro¬ 
jektowanego kongresu, jest naszem zdaniem, zanadto 
stanowczy,' Wyrażenie replatrage scms regle mo¬ 
rał jest i obraziiwe i prawie grożące, co w naszem . 
położeniu jest zupełnie niestosowne. Stanowcze po¬ 
stawienie żądania, by Polska była reprezentowaną 
na kongresie, w chwili, gdy niema najmniejszej pe¬ 
wności, czy kongres w ogóle zbierze się, utrudniło¬ 
by tylko stanowisko Cesarza, wrogom zaś naszym 
dałoby broń do ręki tak przeciw nam, jak i prze¬ 
ciw samej inięyatywie kongresu. Nie można nawet 
marzyć o bezpośrednim przedstawicielu Polski na 
kongresie przed ukończeniem kroków wojennych. 
Być jednak może, iż z czasem wypadnie nam wy¬ 
stąpić z tern żądaniem, chociażby dla sparaliżowa¬ 
nia wrogich nam działań na kongresie, jeżeli w ogó¬ 
le kongres przyjdzie do skutku. Wolno przypusz¬ 
czać, że jedna Fralicya poparłaby nasze żądanie 
dla zaszachowania przeciwników i niedopuszczenia, 
by sic ewentualnie kongres rozszedł bez rezultatu. 
Dlatego byłoby bardzo do życzenia, byś Książę po¬ 
starał się o nawiązanie stosunków z panem Mein- 
dingerem. Z podobnem żądaniem można wystąpić 
tylko, mając zapewnione poparcie Franeyi, dlatego 
w depeszy przedmiot ten pominięto, tak jednak, by^ 
w razie potrzeby można było z nim wystąpić w sto- 


19 


sowitym czasie i miejsca, Nam w żadnym razie 
nie wypada odzywać sic o idei kongresu lekcewa¬ 
żąco i obraźliwie, a tem mniej wypowiadać powąt¬ 
piewanie co do skuteczności. Nie naszą rzeczą wy¬ 
kazywanie niepraktyczności myśli cesarza, pozo¬ 
stawmy to naszym wrogom. 

Ze kongres prawdopodobnie skończy sic na 
niczem, o tem musi najlepiej wiedzieć cesarz Napo¬ 
leon, lecz gdy mimo to wystąpił tak stanowczo ze 
swym projektem, nam nie wypada sprawy tej trakto¬ 
wać inaczej. 

Z drugiej strony niema absolutnej pewności, 
czy Europa nie przyjmie podjętej myśli kongresu, 
chociażby warunkowo. Gdyby się ten zebrał, za¬ 
daniem naszych wrogów będzie postarać się o to, 
ażeby się rozszedł na niczem. Dla zapobieżenia 
możliwym ztąd szkodom, mamy dwojaką drogę dzia¬ 
łania, albo zażądanie bezpośredniej reprezentacj i na 
kongresie lub też zażądanie zawieszenia broni na 
czas trwania kongresu. Na to ostatnie Rząd naro¬ 
dowy wskazał w depeszy z dnia 20 listopada, gdzie 
jest mowa o przyjęciu w zasadzie myśli kongresu, 
pod warunkiem, by nas nie tępiono w tak okrutny 
sposób. Myśl ta jednak nie została wypowiedzianą 
w sposób stanowczy, a to w tym celu, by zawsze 
pozostawić sobie otwartą furtkę, czy to w dzisiej¬ 
szych okolicznościach, czy na przyszłość. 

W chwili tak uroczystej Rząd narodowy nie 
może pominąć milczeniem ustępu mowy cesarza, 
gdzie się wspomina o obopólnych nadużyciach. Nie 
potrzebujemy dodawać, jak gorzko dotknęła nas ta 
uwaga cesarza, wywołana zapewne dla różnorod¬ 
nych politycznych względów, A gdy w rzeczywi¬ 
stości nie może być mowy o porównaniu wydarza¬ 
jący^ 1 się czasami nadużyć z naszej strony z na¬ 
dużyciami stale powtarzającemi się Rosy i, uważali¬ 
śmy za konieczne podniesienie tego ustępu mowy, 
by naszego milczenia nie poczytywano za przyzna- 


nie, chociażby tylko do pewnego stopnia, słuszno¬ 
ści wypowiedzianym poglądom cesarza. Z naszej 
strony dokładamy wszelkich możliwych usiłowań: 
drukiem, pismem, słowem i wydawanemi zarządze¬ 
niami, ażeby zapobiedz wszelkim nadużyciom. Nie 
cofniemy się nawet przed najostrzejszemi środkami 
represyi, jeżeli się okaże smutna tego potrzeba. By¬ 
łoby do życzenia, aby na działania rządu narodo¬ 
wego w tym kierunku wskazano i położono nacisk 
w prasie europejskiej. 

Obecne położenie powstania jest wcale zada- 
waluiające, szczególnie )eśli się zważy na niesły¬ 
chanie trudne warunki działania i niezwykłe cier¬ 
pienia narodu. Rząd narodowy żywi uzasadnioną 
nadzieję, że przez zimę powstanie przetrwa. Nie¬ 
wątpliwe i to, że wściekłość Rosy i z każdym dniem 
wzrasta i przechodzi wszelką miarę, ztąd ponoszone 
przez nas porażki złowrogo się odbiją na przyszłych 
losach naszej Ojczyzny, Niezawodnie każdemu z nas 
obecnie najbezpieczniej jest w obozie. Codzienne, 
gromadne zsyłki na Sybir wyniszczają żywotne siły 
kraju. Oczekujemy' nowej branki w rodzaju stycz¬ 
niowej; mówią o poborze 20000 ludzi. Mają także 
zarządzić ogólną konfiskatę majątków i zsyłkę oby¬ 
wateli ziemskich. Wszystko to napełnia serca na¬ 
sze goryczą, nie powstrzymując od ofiar. W ielki 
już czas, by nasze straszne nieszczęścia i bezprzy¬ 
kładne barbarzyństwo Rosyi, spowodowały stanow¬ 
cze wystąpienie Francy i. Jak się zdaje, Rosya 
i Prusy obecnie dosyć skłonne są do zwoła¬ 
nia kongresu, w rzeczywistości atoli służy to tylko 
za dogodny płaszczyk dla szatańskiej polityki, pro¬ 
wadzonej u nas i na naszych karkach przez prapor- 
szczyków rosyjskich. Politycy ci zamierzają pra¬ 
wy brzeg Wisły poddać pod rządy Murawiewa na 
równi z Litwą i Rusią, 
sakom. 

Właśnie teraz rosyjskie liberaiy projektują po¬ 


lewy zaś brzeg ustąpić Pru- 



21 


\ 


łączenie województw płockiego i augustowskiego, 
i jest uzasadniona obawa, że im się to może udać. 
Wiadomo, co Murawiew dokazuje w Augustowskiem, 
jak aresztuje i masami zsyła na Sybir; jak podżega 
włościan, zaprowadza rosyjskie urządzenia i jak kon- 
trybucyaim i sekwestracyami bez liku doprowadza 
kraj do ostatecznego zniszczenia. Książę powinie¬ 
neś zwrócić szczególną uwagę rządu francuskiego 
na tę politykę i jej straszne następstwa. W kraju 
nikt sie nie namyśla nad ofiarami, lecz wszyscy po¬ 
wtarzamy sobie, że jeśli Polska będzie, to zostanie 
ziemia, woda i powietrze, ale ludzi w niej nie sta¬ 
nie. My nie narzucamy się z naszemi prośbami po¬ 
mocy, ale też bez ubliżenia godności narodowej, 
możemy wskazać na grożące krajowi niebezpieczeń¬ 
stwo. Pomimo walących się na nas klęsk wszel¬ 
kiego rodzaju, mamy nadzieję, że walka nie usta¬ 
nie, a być nawet może, że im gorzej będzie w kra¬ 
ju, tern dłużej przeciągać się będzie ta walka, Aie 
możemy jednak nie zwrócić uwagi Francy i na tę 
okoliczność, że jeśli nic pośpieszy nam z pomocą, 
to znajdzie tylko same rumy, a na popiołach urą¬ 
gających wrogów. Wszystko to należy przed¬ 
stawić w przyzw T oity i nikogo nie poniżający sposób* 
a z możliwa ścisłością i dobitnością. 

w W s 

Stanowisko Rządu narodowego nabiera coraz 
więcej znaczenia i siły w kraju, skoro raz stanął 
na silnej podstawie. Ofiarność kraju zawsze jedna¬ 
ka, zaufanie się nie zmniejsza. W obeenej chwili 
rząd narodowy był zajęty przeprowadzeniem refor¬ 
my miejskiej organizacji. Zrozumiano nakoniee, że 
źródło nierozumnej i szkodliwej agitacyi było 
w Warszawie i ztamtąd rozszerzało się po całym 
kraju, paraliżując spokojne i pożyteczne dla spra¬ 
wy działanie. Ale też zarazem zrozumiano, że wszel¬ 
ka gwałtowna zmiana nie osiągnęłaby zamierzonego 
celu, lecz dałabj nowy powód do dalszej bezmyśl¬ 
nej agitacyi, którą należało zwalczać jedynie 



w ł as nem szaleństwem. Zanim się atoli to stało, c/as 
jakiś musiano przez palce patrzeć na popełniane 
nadużycia. Tein się dadzą wytłumaczyć niektóre 
nieporządki, zaszłe już za czasów działalności obe¬ 
cnego Rządu narodowego. Dopiero w chwili, gdy 
anarchia doszła do swego szczytu i wydala swe 
zgubne, dla sprawy, owoce, można było położyć sku¬ 
tecznie jej kres z nadzieją na lepszą przyszłość. 

Rząd narodowy, upatrzywszy stosowną i od¬ 
powiednią chwilę, przeprowadził zmianę miejskiej 
organizaeyi. Kilku bezmyślnych, a teraz już bez¬ 
silnych krzykaczy, ciągle jeszcze wzywa do prze¬ 
wrotu, lecz przeciw nim świadczą głośno nietyłko 
ich dotychczasowe nieodpowiednie czyny, lecz i pe¬ 
wne osobiste, wcale niezaszczytne przywary, naj¬ 
bardziej zaś wykryte w wielu razach nadużycia po¬ 
łożonego w nich zaufania przy spełnianiu powierzo¬ 
nych im obowiązków. 

Obecnie, w skład miejskiej organizaeyi, "a 
stanowiska naczelne weszli ludzie wypróbowanego 
charakteru i patryotyzmu. Zdaje się, że, o ile to; po 
ludzku rzeczy biorąc, możliwe, Rząd narodowy sta¬ 
nowczą położył tamę bezmyślnej i szkodliwej agita¬ 
cji, która już nam tyle złego wyrządziła, i rzy- 
szłość okaże, o ile było usprawiedliwione to ciche 
i ukryte działanie. Rząd narodowy jest w prawie 
oczekiwania jaknajlepszych skutków, a zarazem żą¬ 
da poparcia i zupełnego zauiania; ma to prawo, 
gdyż najmocniej jest przeświadczony, że okazane 
mu poparcie i położone zaufanie nie będą daremne. 
Żąda więc też, by wszelkie jego zarządzenia były 
wykonywane z największą dokładnością, bez ża¬ 
dnych zmian z ezyjejkolwiekbądż strony. 

Częste zmiany w składzie osobistym organiza¬ 
cji, na które Książę uskarżasz się w swej ostatniej 
depeszy, są koniecznym wynikiem wiadomego księ¬ 
ciu pogromu, w T części zaś były nieuniknione dla 
uchylenia nieporządków, jakie się zakradły. Rząd 


I 


23 

i 

narodowy zna dokładnie położenie i swoje, siły; 
i stosownie do tego przeprowadza odpowiednie 
zmiany, jeżeli zaś niezbędna konieczność tych zmian 
nie zawsze jest zrozumiałą dla osób zdała stoją¬ 
cych, to tylko pochodzi ztąd, że nic wszyscy mogą 
być dokładnie wtajemniczeni w każdoczesne pobud¬ 
ki, kierujące działaniami Rządu narodowego. Rząd 
narodowy może zapewnić księcia i wszystkich, któ¬ 
rych to obchodzi, że w wyborze osób działa oglę¬ 
dnie i ostrożnie, nawet wtedy, gdy chodzi tylko 
o prostą zamianę zajmowanych stanowisk. 

Przechodząc do szczegółów, Rząd narodowy 
oświadcza, że niema żadnego powodu do obawiania 
się jakichkolwiek nieporozumień na Wschodzie w sku¬ 
tek zmiany w r osobie agentów. Jordan został uwol¬ 
niony ze służby przez władze tureckie. Zawezwali¬ 
śmy go do Warszawy, gdyż nam tutaj jest potrze¬ 
bny, Na jego miejsce został zamianowany stałym 
agentem obywatel Oksza 1 ). Co się tyczy generała 
Edmunda R. 2 ), misya jego, wyjątkowa i czasowa 
polega głównie na jego Wojskowem doświadczeniu 
i znajomości stosunków na Kaukazie. Rząd narodo¬ 
wy nie podziela także obaw co do następstw' rnisyi 
obywatela H. Ł. w Rzymie. 3 ), która była nieunik¬ 
niona z powodów" nie dających sic tu wyłożyć. 
Rząd narodowy liczył, że książę Konstanty Czarto¬ 
ryski udzieli swego poparcia obywatelowi Ł. w speł¬ 
nieniu danego mu przez nas polecenia i pisaliśmy 
o tem do... Księcia. 

w 

Uw r agi Rządu narodowego co do położenia 
spraw naszych, a także żądanie jaknajściślejszego 
wykonywania poleceń Rządu narodowego raczy 
Książę udzielić do wiadomości obywatelom: Gałęz., 


ł ) Tadeusz Oksza-OrzócUowski. 
2 Edmunda TJóżyckieffo. 

3 ) Henryka Łnninwskieg«. 



24 : 


Ord. i K?d), oni zaś niech to zakomunikują drugim, 
komu uznają za potrzebne, poczyniwszy, ma się ro¬ 
zumieć, odpowiednie ograniczenia i komentarze. 

Rząd narodowy dowiedział się z wielką rado¬ 
ścią o skutecznej działalności obywatela M. W., co 
do wyjaśnienia naszych spraw w prasie angielskiej. 
Książę zechce wyrazić panu W. 2 ) uznanie Rządu 
narodowego i zarazem wezwać go, by nie ustawał 
w swej dobroczynnej pracy. Sprawozdanie wydziału 
prasowego agencyi paryskiej Rząd narodowy przyj¬ 
muje do wiadomości. 

1_ znając w' zupełności niezbędność wykazanych 
potrzeb na koszta depesz telegraficznych, Rząd na¬ 
rodowy upoważnia Księcia do pobierania na ten 
cel z komisyi długu narodowego w miarę potrzeby 
aż do 2,00(3 franków miesięcznie po nad zwykły bu¬ 
dżet agencyi. 

Francuska depesza z dnia października zo¬ 
stała ogłoszoną nie dla odparcia oszczerstwa jak 
na to pozornie odwołano się , lecz dla podtrzyma¬ 
nia zachwianego stanowiska Rządu narodowego 
i okazania, że tenże w niczem nie odstąpił od za¬ 
sad, zapewniających mu ufność w calem społeczeń¬ 
stwie. 

W wyjaśnieniach przedstawionych o powodach 
ogłoszenia depeszy z dnia 15 sierpnia, Rząd naro¬ 
dowy nie znalazł podniesionych niektórych zasadni- 
czo-ważnych okoliczności. Rząd narodowy niema 
zamiaru wdawać się w polemikę, poglądy zaś swo¬ 
je co do tych okoliczności dostatecznie już Księciu 
wy łuszczył. Przedwczesne ogłoszenie adresów li¬ 
tewskich spowodował W ; dział litewski, który tern 
pragnął dać publiczne zadosYĆuczynienie obrażone¬ 
mu sumieniu narodowemu. Oryginalne adresa mają 


*) Gałozowski, Ordęga i Klaczko. 
2 ) Waligórskiemu. 



25 


być przesłane zagranicę, przesyłka ta jednak w obec -1 
nej chwili napotyka na niesłychane trudności wsku¬ 
tek obostrzonych zarządzeń władz rosyjskich, wyda¬ 
nych zaraz po ogłoszeniu adresów. 

Ozy doszło do rąk Księcia cyfrowane ostrze¬ 
żenie z dnia 2(J października? 

Policy a już dawno otrzymała polecenie zebrania 
dokładnych intbnnacyi co do pani Zawadzkiej i pa¬ 
na Feideau. W iadoiuo jednak, z jakim trudem po¬ 
łączone jest obecnie uzyskanie jakichkolwiek wie¬ 
ści. Kie ulega jednak najmniejszej wątpliwo¬ 
ści, że przytoczone w Niepodległości fakta są zu¬ 
pełnie pewne. Zawadzka jeszcze z czasów askie- 
wicza jest politycznie podejrzaną. W każdym zaś 
razie list pana de Calonnę był tak nieprzyzwoity, 
że w tej formie nie należało go przyjmować. ►Szcze¬ 
góły tej sprawy później księciu zakomunikujemy. 

Na adres z Chelsea wkrótce nastąpi odpo¬ 
wiedź. Szkoda, że Rząd narodowy nie otrzymał 
chociażby odpisu tego adresu. 

Nałion donosi, że Rząd narodowy traci na 
wpływie, nietylko, że nie jest słuchany, lecz prze¬ 
ciwnie natrafia na bierny opór w społeczeństwie. 
Należy koniecznie zbić takie fałszywe pogłoski. 

Dowiadujemy się także, że w Constituiionel u 
ukazała się jakaś wroga nam korespodeneya z kra¬ 


ju. Zwracamy na to uwagę Księcia. 

Rosy a przez swych agentów ponaby wała w ró¬ 
żnych redakcyach autografy przesyłanych artyku¬ 
łów o Polsce. Teraz porównywają je z pismem ró¬ 
żnych wybitniejszych osobistości, a nawet z pisma¬ 
mi, zachowanemi w aktach śledczych. Na przyszłość 
potrzeba i pod tym względem mieć się na ostrożno¬ 
ści i zachować te ostrożność nawet w archiwach 


naszych ageneyi. 

Jak widzimy z raportu pełnomocnego komisa¬ 
rza dla Galicy i, w Paryżu dotychczas nie otrzyma¬ 
no urzędowego zawiadomienia o dymisyi gen. Miero- 



26 


sławskiego; którą tenże d. 6 października otrzymał. 
Zawiadomienie to wysłano w należytym czasie wraz 
z poleceniem, by komisya długu narodowego we¬ 
zwała generała do złożenie rachunków z wydatków 
i zażądała zwrotu pozostałych funduszów", komi¬ 
sarzowi zaś Rządu narodowego K. R. *) polecono 
odebranie od generała rządowej pieczęci. 

kie otrzymaliśmy dotychczas rachunków Ko¬ 
misy i uzbrojenia w r Liege, które miały być złożone 
Komisyi długu narodowego. 

Ńakońiec prosimy Księcia o zarządzenia naj¬ 
pilniejszego śledzenia pana N. N., który o coś za¬ 
biega w W iedniu wspólnie z Zygmuntem W ielopol- ' 
skim, a teraz udaje się do Baden Badem Obaj ci 
panowie starali się nawiązać stosunki, ze szlachtą 
galicyjską. W ogóle jest to sprawa niejasna, i ma¬ 
my nadzieję, że Książę zdoła wykryć te niecne in¬ 
trygi i o wszystkiem Rząd narodowy Zawiadomi. 

Ostrzegamy, by nadal zaniechać kiucza, uży¬ 
wanego do września, gdyż klucz ten w tych dniach 
zatracił sic i jest obawa, czy sic nie dostał w t ręce 
niepowołane 2 ). 

(L. 8.) Pieezęć wydziału spraw zagranicznych. 

(L. 8.) Wielka pieczęć rządu narodowego. 


kr 3845. Warszawa, dnia 5 grudnia 1863 r. 

Rząd narodowy mianuje nmiejszem obywatela, 
Wacława Przybylskiego, nadzwyczajnym swym ko¬ 
misarzem po za granicami rosyjskiego zaboru. 


1 ) Karol Kupreclit. 

1) Powyższa depesza została przejętą w drodze i jest 
dołączona do aktów sprawy Traugrufa i jego towarzyszy. Bar¬ 
dzo t»yć może, że pozostała ona nieznaną księciu Czartory¬ 
skiemu, jeżeli rząd narodowy nie wysłał jej powtórnie. 


« 

■V ' 

27 

(L. S.) Wielka pieczęć rządu narodowego. 

(L. S.) Pieczęć sekretarza stanu. 


L. 3840. 


liząd narodowy. 

W arsżawa, dnia 7 grudnia 1863 roku. 


Do nadzwyczajnego komisarza za granicami rosyj¬ 
skiego zaboru. 

1NS TK U K C Y V. 

Rząd narodowy naznaczając Cię, Obywatelu, 
nadzwyczajnym komisarzem po za granicami rosyj¬ 
skiego zaboru, poleca najdokładniejsze zbadanie dzia¬ 
łalności władz narodowych i zdanie nam następnie 
sprawozdania o wyniku takowego. 

Polegając na doświadczeniu Twem, nabytew 
w czasie zarządu różnemi gałęziami organizacy i na¬ 
rodowej, Rząd narodowy jest przekonany, że potra¬ 
fisz odpowiedzieć postawionym żądaniom i że przed¬ 
stawisz dokładny obraz obecnego położenia i do¬ 
tychczasowej działalności władz narodowych, i że 
równie przedstawisz swe spostrzeżenia i wnioski 
co do zmian, ktorebyś uważał za konieczne do 
przeprowadzenia, czy to co do składu osobistego, 
czy też co do zakresu działania poszczególnych 
urzędów. 

Czynność więc Twoja mieć będzie charakter 
ogólnej kontroli nad zachowaniem się i działalno¬ 
ścią komisarzy pełnomocnych, komitetów, agencyi 
i innych władz, jak 'również skontrolow ania wszel¬ 
kich przez nich poczynionych wydatkowy począw¬ 
szy od dnia 22 stycznia 1863 roku. 

Na mocy udzielonego Ci pełnomocnictwa masz 
prawo żądania od wszystkich wyżej wymienionych 
władz i urzędów przedstawienia sobie sprawozdań ust- 


✓ 


4 



28 


n\ cli lub na piśmie, również sprawdzania i po¬ 
twierdzenia poczynionych wydatków. W razach 
wątpliwych możesz czynić swoje uwagi dotyczącej 
władzy, o ostateczną zaś decyzję odwołać się do 
Rządu narodowego. 

Rachunki zbadane i potwierdzone przez Cie¬ 
bie należy niezwłocznie odsyłać do izby obrachun¬ 
kowej. 

Rząd narodowy, pozostawiając Ci najzupełniej¬ 
szą swobodę co do czasu i porządku czynności, 
poleca: 

A) W zaborze austryaekim: 

1. W Krakowie zawezwiesz pełnomocnego komisa¬ 

rza. by r towarzyszył Ci do Lwowa i Wiednia, 
dla współdziałania i pomocy przy dalszych 
Twych czynnościach. 

2. W całej Galicyi urządzisz stosunki prasowe. 

3. Zorganizujesz wydawnictwo i redakcyę Pisma 

ludowego , niemniej innych drobnych odezw 
i wydawnictw 7 , mogących szerzyć wpływ dobry 
między wiejską ludnością. 

L Uporządkujesz redakcyę Wolności i wskażesz 
kierunek najodpowiedniejszy zamiarom Rządu 
narodowego dla wydawnictw**-, wychodzącego 
pod opieką organizaeyi narodowej, 
o. Zorganizujesz biuro korespondencyjne dla pism 
zagranicznych- gdyby zaś takowe istniało, 
wskażesz mu kierunek żądanej działalności. 
Również urządzisz stałą komunikacyę przez 
Galicję z Wilnem i Rusią. 

0. Zbadasz dokładnie miejską organizację miasta 
Krakowa, a uwzględniając znajomość stosun¬ 
ków" miejscowych komisarza pełnomocnego, 
naradzisz się nad zmianami, którebyś uważał 
za konieczne do zaprowadzenia w tej organi- 
zacvi. 

7. Dalszą rewizyę w zaborze austryaekim możesz 
odłożyć do czasu sposobniejszego, gdyż obe- 




y 



29 


cnie po doznanych niedawnych wstrząśnieniach. 
tamtejsza organizacya zaledwie słabe daje 
oznaki życia, potrzebuje więc pewnego czasu, 
by się wzmocnić i wejść na właściwą drogę 
działania. 

8. W całej swej działalności staraj się tak urzą¬ 
dzić, Obywatelu, by w niczem nie naruszyć 
znaczenia komisarza pełnomocnego, posiadają¬ 
cego zupełne zaufanie Rządu narodowego. 

B) W pruskim zaborze wezwiesz miejscowe¬ 
go pełnomocnego komisarza do udzielenia Ci pomo¬ 
cy w spełnieniu poruezonego zadania, a po wspól- 
nem przeprowadzeniu rewizyi, przedstawisz Rządowi 
narodowemu swe spostrzeżenia i wnioski, zwracając 
szczególniejszą uwagę na: 

1. Zbadanie działalności komitetu od samego po¬ 

czątku. 

2. Kontrolę dotychczas poczynionych wydatków na 

sprawę narodową w pruskim zaborze i zbada¬ 
nie obecnej skarbowości, 

3. Organizacyę narodową, jej miejsca pobytu i jej 

znaczenie w społeczeństwie. 

4. Urządzenie stałych stosunków z Warszawą. 

5. Działalność komisarzy broni, a szczególnie po¬ 

starać się należy' o najdokładniejsze wykazy, 
ile zakupiono i wyprawiono do kraju i jakiej 
broni, ile z tego po drodze przechwy cono ze 
strony władz pruskich, i czy możliwa jest 
jeszcze dostawa broni do kraju przez Prusy, 
jakiemi drogami i na jakich w arunkach. Szcze¬ 
gólnie zaś zwróćcie wraz z komisarzem pełno¬ 
mocnym najusilniejsze starania na urządzenie 
pewnych dróg, wyszukanie doświadczonych 
ekspedy torów do województwa augustowskie¬ 
go i do pogranicznej łatwy, które tylko przez 
Prusy w broń i inne potrzeby mogą być zao¬ 
patrywane. 


30 


6. Nie wchodząc w powody zaznaczamy fakt, że 

Rząd narodowy jest pozbawiony dokładnych 
sprawozdań o toku spraw narodowej organi¬ 
zacji w zaborze pruskim za ostatnie miesiące. 
Należy więc wspólnie z komisarzem pełnomo¬ 
cnym zebrać, o ile to możliwe, w r szelkie po¬ 
trzebne daty, na podstawie których wygotuje¬ 
cie wspólne sprawozdonie dla Rządu narodo¬ 
wego, które obaj macie podpisać. 

7. Po porozumieniu się z komisarzem pełnomocnym 

przedstawisz Rządowa narodowemu kandyda¬ 
tów na agentów policyjnych w Berlinie, Byd¬ 
goszczy i Aleksandrowie, i ułożysz dla nich 
tymczasową instrukcję, oraz wskażesz im 
drogi dla porozumienia się z policyą war¬ 
szawska. 

S. Przedstawisz kandydata na tajnego agenta w Po¬ 
znaniu, któremu Wydział policji warszawskiej 
prześle odpowiednią instrukeyę. 

\ C) W Dreźnie zawezwiesz agenta skarbowe¬ 
go do zdaniu Ci liczby ze składek, wnoszonych 
przez przebywających tam Polaków. Złożoną sumę 
odbierzesz i pokwitujesz z niej agenta, pozostawia¬ 
jąc do jego dyspozycji 1000 złp. na utrzymanie 
agenta policyjnego. 

W Lipska przejrzysz i sprawdzisz rachunki 
drukarskie, które prowadzi agencja prasy, zapła¬ 
cisz co będzie potrzeba z sum podjętych w T Dreźnie, 
resztę zaś pieniędzy wniesiesz do komisji długu 
narodowego. 

D) Z Drezna udasz się do Liege i jeśli tam 
zastaniesz obywatela Gottrego, dowiesz się od nie¬ 
go, czy komisja uzbrojenia złożyła już komisji dłu¬ 
gu narodowego rachunki. Jeżeli nie, sprawdź i pod¬ 
pisz sam te rachunki i prześlij je do izby obra¬ 
chunkowej, robiąc tylko z nich treściwy wyciąg* dla 
wydziału wojny. 


i 


Następnie zawezwiesz obywatela Demontowi- 
eza, by zdał Rządowi narodowemu dokładną spra¬ 
wę o ekspedycji szwedzkiej, przyozem zapewnisz 
go] że Rząd narodowy ocenia jego zasługi i poświę¬ 
cenie dla sprawy narodowej i bynajmniej nie obwi¬ 
nia go o zły wynik ekspedycyi. — Zapytasz go 
w końcu imieniem Rządu narodowego, jaką czyn¬ 
ność uwalałby dla siebie za najodpowiedniejszą'- 

Ej W Paryżu zgłosisz się do komisarza peł¬ 
nomocnego, i wykazując się swem pełnomocnictwem, 
poprosisz go o udzielenie Ci informacji i danie po¬ 
mocy dla aknajprędszego spełnienia danych Ci 
poleceń. A mianowicie. 

1. Rewizji komisji długu narodowego. 

2. Sprawdzenia działalności komitetu polskiego, 

oraz sum przez tenże wydatkowanych. W tein 
w ielka Ci pomocą będzie prezes tego komite¬ 
tu, obywatel Ordęga. 

o. Zbliżenie si« z agentem i sprawdzenie działań 
agencji odnośnie do instrukcji*, wydanej przez 
wy dział spraw zagranicznych. Również prze¬ 
prowadzisz kontrole wydatków agencji, na 
podstawie ogólnych zasad. 

4. Obeznanie &ię ze sprawami agencji policyjnej 

i urządzenia poboru osobistego po 10 złp. od 
przebywających w Paryżu Polaków', przedsta¬ 
wienie budżetu, jaki uznasz za konieczny dla 
podtrzymania stosunków z policją francuską. 

5. Rozpatrzenie się w sprawcach agencji wojskowej, 

spraw dzenie sum wydanych i oznaczenie przy¬ 
szłych potrzeb agencji. 

F) Obywatel Ordęga udzieli Ci potrzebnych 
wskazówek w sprawie zakupu? broni w T Szwajcaryi 
i działalności komitetu szwajcarskiego i agencji 
włoskiej, które przy sposobności zwiedzisz i Rządo¬ 
wi narodowemu zdasz sprawę o stanie, w jakim je 



znajdziesz. Tara się poznasz z obywatelem Ostrow¬ 
skim i porozumiesz co do wydawnictwa, przezna¬ 
czonego dla Francy i. 

G) Jeśli wskutek wiadomości otrzymanych od 
agentów wojskowego lub dyplomatycznego, okaże 
się potrzeba udania się do Londynu, to zażądasz ud 
władz narodu wy cli w Paryżu, aby Cię skierowali 
do kogo znającego dobrze miejscowe stosunki. Toż 
samo odnosi się i co do Włoch. 

//) W Wiedniu doręczysz agentowi dyploma¬ 
tycznemu odezwy Rządu narodowego wy stosowane 
do niego, i na mocy posiadanej instrukcji' przepro¬ 
wadzisz rewizję tej agencji według zasad, przyję¬ 
tych i dla innych agentur. 

2. Postarasz się o ustanowienie w Wiedniu taj¬ 

nych policyjnych agentów i wskażesz im kie¬ 
runek ich działalności, a także drogi dla zno¬ 
szenia się z wydziałem policji warszaw¬ 
skiej. 

3. Rozpatrzysz się w T rachunkach agenta uzbroje¬ 

nia, a po sprawdzeniu i podpisaniu takowych, 
odeślesz je do izby obrachunkowej. Wiado¬ 
mość zaś o stanie kasy agenta, a także o ilo¬ 
ści gotowej i zamówionej broni prześlesz do 
wydziału wojny. 

4. Po zebraniu potrzebnych informacji o agencyi 

w Pradze, udasz się do Pragi i zbadasz na 
miejscu, o ile agencja ta jest potrzebną i ja¬ 
ką korzyść istnienie jej przynosi spraw ie umy¬ 
słu w^ ej. 

I) W Galieyi przeprowadzisz rewizję na ogól¬ 
nych zasadach, niemniej zbierzesz jaknajdokładniej¬ 
sze wy kazy o ilości brom i amunicji przechwyco¬ 
nej przez władze austryackie, oraz ile czego wpro¬ 
wadzono do kraju. W końcu zobaczysz się z ge¬ 
nerałem Edmundem Różyckim i zasięgniesz jego zda¬ 
nia, co by można było skutecznego przedsięwziąć 
na Wschodzie? 



33 


A) W Turynie i Florencji, kierując się wska¬ 
zówkami obywatela Ordęgi, przypatrzysz się miej- 
-scowym pracom i zdasz o nich sprawę Ja z ą do w i na¬ 
rodowemu. 

W Rzymie wyjaśnisz agentowi dyplomatycz¬ 
nemu wszelkie kwestye, odnoszące się do stanowi¬ 
ska duchowieństwa katolickiego wobec schyzmy 
i doręczysz memoryał, który wkrótce otrzymasz. 

L) W Konstantynopolu wezwiesz agenta dy¬ 
plomatycznego na W schodzie, by ci dopomógł zba¬ 
dać i zestawić szczegółowe sprawozdanie dla Rzą¬ 
du narodowego o działalności naszych agentów 
w Konstantynopolu i Księstwach Naddunajskićb, 
a to od początku powstania aż do chwili obecnej. 

2. Rozpatrzycie kwestyę organizacji nowych od¬ 

działów' w Księstwach, również przyczyny rze¬ 
czywiste, dla których się nie powiodła wypra¬ 
wa Zygmunta MiłkowskiegO. Zarazem wy¬ 
wiesz sic, co się stało z resztą broni i amuni¬ 
cji i czy nie dałoby się korzystnie takowjch 
użyć. 

3. Zbierzesz dokładne dane o położeniu na Kauka¬ 

zie i o ile Polacy biorą udział w toczącej się 
tam walce, a także czy i nadal mogą tam być 
czynni? 

4. Rozpatrzysz się w czynnościach wiadz narodo¬ 

wych i wydatki dotychczasowe sprawdzisz. 

5. Zniesiesz się z kapitanem l i przedstawisz 1 'za¬ 

dowi narodowemu jego plany, zamiary i ży¬ 
czenia. 

M) Wydział wojny zakomunikuje Ci oddzielną 
instrukcję, na co jeszcze masz zwTÓcić sw~ą baczną 
uwagę. 

N) Nie ograniczając się jednak na otrzyma^ 
nych instrukcjach; zwracać będziesz uw r agę i dono¬ 
sić Rządowi narodowemu o wszystkiern, co według 
Twego, Obywatelu, mniemania, mogłoby być ko- 
rzystnem lub szkodliwem dla wspólnej nam sprawy. 

3 


Bibiotcka. T.—4Ó3. 



34 


O) Rząd narodowy udziela Ci niniejszem pra¬ 
wa zwracania" się w jego imieniu do wszystkich 
władz narodowych, istniejących po za granicami ro¬ 
syjskiego zaboru z żądaniami wszelkich wyjaśnień, 
zdawania sprawy z ich tajemnych działań, planów 
i zamiarów, o których wraz ze swemi spostrzeże¬ 
niami zawiadamiać będziesz Rząd narodowy. 

P) Na koszta podróży, utrzymanie dzienne 
i możliwe nieprzewidziane wydatki Rząd narodowy 
uchwałą z dnia 29 listopada b. r. przeznaczył do 
Twej dyspozycyi 10,000 złp.—a mianowicie: 

1. Na koszta podróży, do wyrachowania się 

5,000 złp. 

2. Dy ety po 30 złp. dziennie, na dni 80 
2,400 złp. 

3. Na nieprzewidziane wydatki do wyracho¬ 
wania 2,600 złp. 

Na rachunek tej sumy wyasygnowano Ci 
z głównej kasy narodowej 3,333 złp. 10 gr., resztę 
zaś 6,666 złp. 20 gr., czyli cztery tysiące franków 
otrzymane z kasy długu narodowego w Paryżu, któ¬ 
ra jednocześnie otrzymuje odnośne zarządzenie z wy¬ 
działu skarbu , ). 

(L. S.) Wielka pieczęć Rządu narodawego. 

(L. S.) Pieczęć sekretarza stanu. 

✓ " . 


b Oryginał tej instrukcyi znajduje się w aktach spra¬ 
wy Trauguta. Dla bezpieczeństwa Przybylski, wyjeżdżając za 
granice nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Nominaeyę 
i instrukcyę wysłano zwykłą pocztą i te zostały przychwyco¬ 
ne. Zapewne rząd narodowy, gdy się o tern dowiedział, wy¬ 
słał duplikaty. 




KSIĘGĄ XI. 


t 

Ostatnie chwile rządu narodowego szóstego składu.—Waszkow- 
ski mianowany naczolnikiem miasta.—Aresztowania. — Wykry¬ 
cie rządu narodowego.—Ostatnie tegoż zarządzenia — Podawa¬ 
nie adresów. 1 —Bal dla namiestnika w imieniu miasta Warsza¬ 
wy.— Ogłoszenie uwłaszczenia włość an. — Uwięzienie Traiigu- 
ta. — Działalność Waszkowskiego i Brzezińskiego. — Stracenie 
Traugnta i jego współtowarzyszy.—Ostatnia odezwa naczelni¬ 
ka miasta W arszawy.—Uwięzienie, tegoż.—Jego korespondencja 
z więzienia!—Zesłanie i ucieczka Jarosława Dąbrowskiego. — 
Zesłanie Pawła Landowskiego.—Stracenie Waszkowskiego i Sza- 
iarczyka.—Przybycie Milutina i księeia Cz» rkaskiego.—Pierw¬ 
sze ich zarządzenia.—Dymisya Koszefewa, naczelnego dy rek¬ 
tora komisji ‘-.karbu.—Namiestnik sprowadza z Paryża francu¬ 
ską trupę aktorów.—Powrót do kraju Leopolda Kronenberga.— 
Droga żelazna warszawsfco-terespolska. — Przybycie paryskich 
emisary uszów.—Komisy a dla wykrycia katakumb. — Założenie 
klubu strzeleckiego.—Choroba Milutina i dymisya Czerkaskie- 
go. — Nepotyzm namiestnika.—Przyjazd Pogodina do Warsza¬ 
wy".—Książę Bariatyńskij w Skierniewicach.—Jubileusz służby 
sześćdziesięcioletniej namiestnika.—Choroba i śmierć hrabiego 

Berga. 

W końcu i dla cywilnych bojowników powsta¬ 
nia, którym pióro starczyć musiało za broń wszel¬ 
ka, z nieuniknioną fatalnością koniec sic zbliżał. 

' C im fc. 


36 


Nie przestawali oni pisać, od rana do późnej 
nocy pióra ich pracowały nad podtrzymaniem du¬ 
cha' w coraz bardziej rozprzedającej się organiza¬ 
cji, bądź to przedstawieniami o lada chwila mają¬ 
cej nastąpić zmianie w kierunku ogólnej polityki eu¬ 
ropejskiej. bądź zapewnieniami o zwołaniu kongre¬ 
su o zbrojnej interwencji mocarstw zagranicznych... 
Jednem słowem, powtarzano na różne tony jedną 
i tę samą piosenkę, której w dodatku nik już nie 
wierzył. 

Rząd narodowy oddawna już stracił wszelką 
nadzieje na pomoc zewnętrzną, mimo to zbierał się 
codziennie na posiedzenia w mieszkaniu Trauguta 
i codziennie miał o czem się naradzać i pisać, pi¬ 
sać bez końca. 

stanowisko cywilnej organizacyi było o wiele 
trudniejsze i niebezpieczniejsze, aniżeli ich współ¬ 
braci. walczących z bronią w reku. Tamtym w każ¬ 
dej chwili służyły za mniej lub więcej bezpieczną 
osłonę lasy, błota i niedostępne wertepy, zresztą 
Galicya i Poznańskie... przed sobą zaś mieli tylko 
jednego wroga — wojsko rosyjskie. Odwrót, a ra¬ 
czej ucieczka za granicę, była najzwyklejszym ma¬ 
newrem ich taktyki wojennej. Inna rzecz dla ho¬ 
lowników cywilnych, chroniących i ożywiających 
powstanie, zasilających je wszelkiemi potrzebami, 
a przebywających stale w r jednem i tern samem 
miejscu, w* samem centrum kraju pod okiem 
wroga, przed którym nie można było schronić 
się ani do lasu, ani po za słupy graniczne. Opu¬ 
szczenie stanowiska okrywało hańbą w r oczach 
całego narodu i prowadziło za sobą wstrząśniecie 
całej organizacyi powstańczej. A nadto oprócz wspól¬ 
nego wroga Rosjanina, mieli jeszcze do wałczenia 
z kilkoma innymi wrogami, swoimi i obcymi; z mnó¬ 
stwem party i i koteryi, tak dobrze w T YS arszawie, 
jak Krakowie, Lwowie, Poznaniu lub nad brze¬ 
gami Sekwany i Tamizy; musieli przemawiać do 



37 


zdrowego rozsądku ludzi najmniej rozsądnych pod 
słońcem. A walczyli oni z zadziwiającą odwagą 
i spokojem, zużywając w tej walce niezmierny za¬ 
pas sił młodych, niesłychanie energicznych i zaiste 
godnych lepszej doli. 

Należy oddać tu sprawiedliwość, że Traugut, 
Krajewski, Toczyski, Źuliński i Jeziorański byli to 
ludzie znakomici, wytrwali, zdolni i odważni do na j- 
wyższego stopnia... 

Gdyby ci, którzy ich sądzili ostro i obwiniali 
nieraz o błędy, o niedające się urzeczywistnić ma¬ 
rzenia i poglądy, gdyby ci wszyscy wiedzieli, ile 
oni musieli staczać walk wewnętrznych, a często¬ 
kroć bardzo zaciętych z zarozumiałością, pychą 
i nieznającemi granic wymaganiami swych podwła¬ 
dnych, żądnych nagród, wyszczególnień, marzących 
o wyższych stanowiskach, o dyktaturze... i to v> T chwili 
gdy przepaść, mająca wszystkich pochłonąć, już się 
otwierała pod nogami, chcących choćby na chwilę, 
zabłysnąć przed współbracia, zapisać się na karcie 
dziejów nie jako prosty szeregowiec; dążących, by 
jeżeli przyjdzie zawisnąć na szubienicy, zawisnąć 
na niej jako wybitniejszy członek organizacyi, lub 
paść poił kulami jako wyższy wojskowy!... 

Takim niespokojnym i niezem nienasyconym 
intrygantem był miedzy innymi W aszkowski, czło¬ 
nek miejskiej organizacyi, tego źródła wszystkich 
niepokojów i zamachów, tego wiecznego status tn 
słatu. Waszkowski, znany już czytelnikom ze swych 
wystąpień w początkach powstania, miał uzasadnio¬ 
ną podstawę do oburzania się na swych przełożo¬ 
nych, którzy przez dłuższy czas trzymali go na pod¬ 
rzędniejszym stanowisku, przyjmując wszelkie jego 
usługi i starania dziwnie chłodno i obojętnie, jako 
rzeczy zwykłe, łatwe i zupełnie naturalne! 

Od kwietnia 1863 roku aszkowski w~ciąż po¬ 
zostawał ua stanowisku pomocnika naczelnika wy¬ 
działu w miejskiej organizacyi. W końcu zabrakło 



/ \ 

38 

mu cierpliwości, widząc, jak wszyscy jego współ- 
koledzy posunęli się naprzód w hierarchii powstań¬ 
czej, a jemu groziło zapomnienie w szeregach naj¬ 
zwyklejszych sług powstania. Rozgoryczony więc 
zaczął intrygować i podburzać rozmaite kółka; zwią 
zał się z podobnymi sobie ambitnymi ludźmi, i gło¬ 
śno a otwarcie zaczął krytykować postępowanie 
i zarządzenia rządu narodowego. Zapewne, narażał 
się na r sprzątnięcie,” lecz w rządzie narodowym 
nie chciano się zdecydować na ten krok stanowczy, 
gdyż Waszkowski mimo wszystkich swych wad, był 
bardzo pożytecznym w organizacji, sprytny, prze¬ 
myślny i niezmiernie odważny, a przytem, gdzie 
chodziło o fundusze narodowe, do najwyższego sto¬ 
pnia sumienny i oszczędny. Tracował ile sil star¬ 
czyło; nie pytał czy rzecz możliwa do wykonania 
lub nie, cudów prawdziwie dokonywał, jak naprzy- 
kład owo wykradzenie, wśród białego dnia, milio¬ 
nowych funduszów z głównej kasy warszawskiej, 
z której to sumy dla siebie literalnie ani grosza nie 
użył. Rachunki przez niego składane z wydatków, 
którymi dysponował, odznaczały się dokładnością, 
i jasnością, zawsze odpisane czysto i porządnie, jak- 
gdyby sporządza! je nie gdzieś dorywczo i pokryjo- 
niu na podddaszu, lecz w wygodnie urządzonem biu¬ 
rze bankierskiem. — Żadna ręka nie odważyła się 
uderzyć takiego człowieka, chociaż nie jednemu był 
mocno niedogodnym. 

Nąjmnie) zaś Traugutowi zależało na usuwa¬ 
niu takich ludzi; owszem dokładał wszelkich usiło¬ 
wań, by się porozumieć z Waszkowskim i jemu po¬ 
dobnymi, oświadczał im zadowolenie i uznanie rzą¬ 
du narodowego, podnosił ich prace, poświęcenie 
i ofiarność, przyrzekając, że to wszystko przy pierw¬ 
szej sposobności zostanie uwzględnione. 

Obietnice te jednak słaby tylko odnosiły sku¬ 
tek i gdyby nie terorystyczne zarządzenia namiest¬ 
nika, przejmujące wszystkich obawą o własne bez- 



39 


pieczeństwo, można na pewne ręczyć ; że rządy Trau- 
guta skończyłyby się w podobny sposób, ja k 'zady 
narodowego trzeciego składu, który upadł pod za¬ 
machem Chmielińskiego. aka sama burza a a - 
gnełaby z Krakowa i tak samo wywróciłaby gmach, 
na pozór tak mocno ufundowany przez księcia Czar- 
toryskiego. A pokuszeń na nowy zamach stan n e 
brakło! 

Jakoś ku samemu końcowi listopada zjawił sic 
w Warszawie znany już czytelnikom sekretarz Mie¬ 
rosławskiego, Kurzyna, chcąc się osobiście przypa¬ 
trzeć stosunkom i zbadać, czy nie dałoby się co 
zmienić na korzyść sw r ego mistrza i wodza. Aa ra¬ 
sie jednak nie dało się nic zrobić, poprzestał więc 
U Iko na zawiązaniu tajnego rewolucyjnego komite¬ 
tu. mającego wszelkiemi możliwemi sposobami prze¬ 
ciwdziałać ugruntowaniu się rządu dyktatora i jego 
dyrektorów. Komitet został złożony z Bronisła a a 
Brzezińskiego, urzędnika w komisyi skarbu, jako 
przewodniczącego, oraz z Teofila Bojeckiego i Wła¬ 
dysława Kellera, jako członków ij. Panowie ci je¬ 
dnak, mimo swych najszczerszych chęci i usiłowań, 
nie wiele zaszkodzili Traugutowi w t jego działaniach. 
Kurzyna i za granicą starał się zebrać koło siebie 
kółko r malkontentów , 71 lecz i te zabiegi skończyły 
sic stanowczem fiasco. 

Traugut bacznie śledził kroki Kurzyny i dzia¬ 
łanie zawiązanego komitetu, starając się usilnie 
uspakajać wybuchy wygórowanej ambicyi u osobi¬ 
stości, zajmujących wybitniejsze stanowiska w miej¬ 
skiej organizaeyi, gdyż oni to przeważnie dawali 
posłuch podszeptom komitetu Mierosławczyków i kó¬ 
łek tej samej barwy w Krakowie i we Lwowie'^ 
Wreszcie wyjazd Wacława Przybylskiego za gra¬ 
nico, umożliwił Traugutowi zaspokojenie jednego z naj- 


A 


T ) Zeznania Daniłowskiego. 



40 


niecierpliwszych członków miejskiej organizacyi, mia¬ 
nowicie Waszkowskiego ] ). Traugut zamianował go 
naczelnikiem miasta, pozostawiając mu nader szero¬ 
ki zakres działania. Waszkowski z żelazną energią 
zabrał się do pracy, chcąc przeprowadzić oddawna 
już przemyślane i niejako skrystalizowane w jego 
umyśle plany działania. Przedewszystkiem zreorga¬ 
nizował radę miejską i przekształcił ją w tak zwa¬ 
ną „właściwą miejską organizacyę. Mówiono tak¬ 
że, że zawiązał główny rewolucyjny komitet (rząd 
w rządzie Kurzyny; z własuą pieczęcią, przedsta¬ 
wiającą dwie połączone ręce z napisem w otoku: 
-Naprzód z ludem! Główny komitet rewolucyjny 
w \\ arszawie. ” 

Skład tego komitetu nie został wykryty. Do 
nowej zaś rady miejskiej weszły następujące osobi¬ 
stości: Bolesław Borzęcki na naczelnika 1 wydziału, 
Władysław Epstein do II., Hipolit Niezabitowski do 
III., Zarzycki zaś i Dryll do P . wydziału. 

Na początku stycznia 18<>4 roku rada miejska 


x ) Przybylski w początkach października wrócił z Trau- 
gutem z Paryża do Warszawy i zajął dawne swe stanowisko 
naczelnika miasta. Na czas jego nieobecności miejsce to za¬ 
stępowali, z początku Andrzej Stra zcwicz, starczy naczelnik 
wydziału, potem zaś Adolf Pepłowski, starszy nauczyciel szkół 
powiatowych z Częstochowy. Powtórny ton pobyt Przybylskie-; 
go w Warszawie był połączony % ciągłą trwogą i największein 
niebezpieczeństwem. Ciągle był zmuszony zmieniać miejsce 
pobytu, ukrywał się po klasztorach, noce spędzał u znajomyeh, 
ostatecznie zaś rząd narodowy wysłał go za granicę jako nad¬ 
zwyczajnego komisarza, a z danej mu instrukoyi, zamieszczo¬ 
nej w przypiskn do księgi-X., w idoczne jest, że w grudniu 
18G3 roku organizacya narodowa istniała we wszystkich trzech 
zaborach i miała swą sieć rozszerzoną po całej Europie.— 
W t3'in samym ezasie Karol Rupreeht został zamianowany peł¬ 
nomocnym komisarzem przy komisy i długu narodowego, oraz 
przy polskim komitecie w Paryżu. Dalsze losy Ruprechta au¬ 
torowi pozostały nieznane. Przybylski zaś, przejeżdżając z mia¬ 
sta do miasta, dnia 25 grudnia 1872 roku umarł w Bukaresz¬ 
cie w wielkim niedostatku. 



41 


w nowym składzie zebrała się u Zarzyckiego na 
Lesznie, w gmachu komisy i skarbu. Waszkowski 
odczytał zebranym dekret wydziału skarbowego rzą¬ 
du narodowego „o wzmocnionej pożyczce narodo¬ 
wej, n gdyż się okazało, że pożyczka zagraniczna 
pożądanego skutku nie odniosła. 

Nową pożyczkę rozpisano w następującym sto¬ 
sunku: 1% od majątku nie przewyższającego 100-000 
zip.; 1 , / 2 7 o od 100 do 300 złp.; 2% od 300 do 
600.000 złp.; wyżej zaś w stosunku 3%. 

Zaraz też wręczył Waszkowski każdemu po 
100 sztuk blankietów poborowych, polecając im wy¬ 
pełnienie nazwiskami z wyrażeniem odnośnych kwot 
pożyczkowych. 

Na następne posiedzenie, które również u Żarz) e- 
kiego się odbyło, Waszkowski nie przybył, gdyż był 
silnie tropiony przez policyę. Zastępca jego zapy¬ 
tał zebranych o blankiety. Nikt nie odezwał się 
z odpowiedzią, jedynie Epstein przedstawił kilka 
głośniejszych nazwisk bankierskich z oznaezonemi 
obok cytrami po 100 i 200.000 złp... wszyscy uś¬ 
miechnęli się. 

Na trzeciem zebraniu, które się odbyło u Epstei- 
lia, przy ulicy królewskiej w domu Dubarle go 
zrobiono umiarkowany rozkład poboru i ściągnięto 
nawet od niektóry cli rozłożone na nich kwoty przy¬ 
musowej pożyczki. Wielu ludzi, dziś spokojnych 
i poważnych osobistości, nachodziło mieszkania zna¬ 
jomych i nieznajomych sobie osób, a pokazując ukryty 
pod sukniami rewolwer, żądało uiszczenia przepisanej 
kwoty, lłzecz naturalna, że nie obeszło się przy 
tern bez różnych zajść skandalicznych. 


l ) Ktoś doniósł poii, że vr domu Dubarlego istnieje 
skryte wyjście na ulicę przez jakiś sklepik. Wskutek tego 
przed tym domem prz'*z czas jakiś stawał na czatach p. M., 
oficer pruskiego pułku grenadyerów, przebram za żołnierza. 
1Sic jednak nie podpatrzył i nikogo nie chwycił. 



42 


Dalsze zebrania rady miejskiej odbywały się 
albo u Epsteina, albo u Dąbrowskiego na Nowoli¬ 
piu. Nigdy nie bywały one pełne; przybywający 
na narady byli przeświadczeni w głębi ducha, że 
trud ich bezskuteczny, a narażenie się bezużytecz¬ 
ne dla sprawy, lecz fałszywy wstyd nie pozwalał 
z tem odezwać się przed kolegami. Jeden z człon¬ 
ków rady miejskiej sam wyznał później: „po co nas 
zwoływał Waszkowski, gdy wiedział, że nic się nie 
robi i robić nie da! gdy zaufanie do władz narodo¬ 
wych ustało; gdy już nie było oddziałów”, a na każ¬ 
dym kroku dawał się u czuwać niedostatek i brak 
środków do prowadzenia dalszej walki; gdy sam na¬ 
czelnik miasta żył na koszcie jakiegoś księdza i do 
tego stopnia był tropiony przez policyę, że po kil-* 
ka dni nie rozbierał się, nie zmieniał bielizny i, jak 
sam to opowiadał, przychodził na zebrania nieumy- 
ty. Któż na to odpowie? Ambicya kazała mu zwo¬ 
ływać zebrania, na których, bądź co bądź, przewo¬ 
dniczył, wydawał polecenia i rozkazy, bawił się 
w władzę, bez której jakoby miasto nie mogło się 
obyć...” 

Aż ku końcowi stycznia 1804 roku już nietyl- 
ko zebrania „rady miejskiej” musiały być zawieszo¬ 
ne, lecz cała organizacya została wstrząśnięta w sw ych 
posadach, a to wskutek na pozór mało znaczącego 
wydarzenia. 

Dnia 24-go stycznia 1864 roku przechodzące¬ 
mu ulicą gimnazyaliśoie; Łyszkie wieżowi, zgasła la¬ 
tarka, bez latarek aresztowano i odprowadzano do 
cyrkułu, gdzie poddawano ich najściślejszej rewizyt* 
Toż samo spotkało i Łyszkiewicza, przy którym 
znaleziono notatkę, naprowadzającą na ślad jego 
stosunków z organizacya. Badany w* komisyi śled¬ 
czej, zkąd wracał, gdy został aresztowany, poda! 
nazwisko osoby, której nie można było odszukać. 
Wzięty na surow r szą indagacj ę zeznał w końcu, że 
wieczorem dnia 24 stycznia był u Władysława Bo- 


gusław r skiegp, studenta Szkoły Głównej. Dokonana 
niespodzianie rewizya u Bogusławskiego dostarczy¬ 
ła władzy te nić Aryadny, za pomocą której został 
w końcu wykryty sam rząd narodowy. 

Pierwszy został uwięziony Lmil Lauber, po¬ 
mocnik naczelnika policyi rewolucyjnej. Ten wska¬ 
zał kilka, mniej lub więcej znaczących, osobistości 
z organizacji. Niektóre z nich potrafiono przychwy¬ 
cić; Ci dostarczyli nowych wskazówek. Zaczęły 
się aresztowania na wielkie rozmiary, lecz w miarę 
jak docierano do samych źródeł spisku, rzecz szła 
coraz bardziej oporem. Ludzie ci odznaczali się 
niezwykłą mocą charakteru i wytrzymałością, przy¬ 
najmniej w pierwszych chwilach. Ani łagodne, ani 
najsurowsze obchodzenie się z więźniami wyższych 
stopni w organizacyi, nie doprowadzały do żadnego 
rezultatu. Jeden z więźniów przez 71 dni trzyma¬ 
ny był w piwnicy obok lodowni bez ciepłego je¬ 
dzenia. Zachorował i omal nie umarł, lecz tajemni¬ 
cy nie zdradził '). 

Uwięziono prawie wszystkich współpracowników 
w różnych wydziałach rządu narodowego, bez któ¬ 
rych maszyna rządowa już się poruszać nie mogła. 
Przychwycony i samych dyrektorów, lecz naczelnik 
rządu narodowego, djktator, jak go niektórzy na¬ 
zywali, uchodził rąk poszukującej go władzy. Upły¬ 
nęło przeszło dwa miesiące, nim natrafiono na pierw¬ 
sze jego ślady. 

Około osoby Trauguta tliły jeszcze ostatnie 
iskierki powstania. Były jeszcze pióra, które coś 
pisały, a to • coś 77 rozchodziło się jeszcze różnemi 
drogami po Królestwie Polskiem i po Europie. 

Traugut, jak zwy r kle, wstawał o godzinie 10 


*) General 1*. Lebiediew’, wysłany przez eesarz i na re- 
wizyę więzień w Królestwie Polskiem i na Litwie, opowiadał 
autorowi, że on dopiero zarządził, aby więźnia tego przepro¬ 
wadzono do inego więzienia. 



44 


przed południem i zawsze z jednakim apetytem spo¬ 
żywał śniadanie, przyrządzone przez Majewską. 

Dla coraz dotkliwszego braku współpracowni¬ 
ków w niektórych wydziałach rządu narodowego, 
które jeszcze iako tako funkcyonowały, a także 
wskutek w zmocnionego dozoru policyi, Traugut mu¬ 
siał zaprowadzić niejakie zmiany w organ i żacy i wy¬ 
działów. Najsamprzód zniósł sekretaryat w dotych¬ 
czasowej jego organizacyi i rozdzielił w r kilku punk¬ 
tach miasta zkąd ocalałe resztki rządu narodowe¬ 
go znosiły się z pozostałemi resztkami organizacyi. 

Jednym z takich punktów" był sklepik pierni- 
karza Wróblewskiego, przy ulicy Kapitulnej, gdzie, 
wszelkie ekspedyeye narodowe przyjmowała i za¬ 
łatwiała osiemnastoletnia córka tegoż, Aleksandra, 
w organizacyi nosząca imię Karoliny. 

Siostry Guzowskie oraz dwie jeszcze osoby 
podobnego charakteru i usposobień: Ostrowska i Pła- 
checka. a czasem ktoś z mężczyzn, przynosili i za¬ 
bierali od Wróblewskiego przesyłki, zaopatrzone 
różnerai znakami i numerami *). Zgłaszający się 
po ekspedyeye wymieniali swój numer lub literę. 
Płachecka przynosiła pakiety różnie znaczone, lecz 
zabierała tylko ekspedyeye noszące litery A lub Aa. 
Emilia Guzowska zabierała literę D. Po literę E 
załaszal się kleryk, Artur Wołyński, sekretarz dy¬ 
rektora spraw zagranicznych. 

Dalej przynoszono ekspedyeye do apteki Mu- 

-*-— 

O Ostrowska, pobierająca 25 rubli sr. miesięcznie, od 
lutego 1864 roku nosiła ekspedyeye naczelnika miasta na Pod¬ 
wale, za sztachety do dra Janikowskiego; na ulicę W aliców, 
do pani PluszCzyfiskiej; na ulicę Jasną, do stacyi omnibusów; 
na Chłodną, na Orlą, do domu narożnego z Lesznem; na Na¬ 
lewki do pani Okrętowej. W tych punktach już po uwięzie¬ 
niu Traugnta zbierały się jakieś posiedzenia rządu narodowego 
i jeszcze na Senatorskiej u Kaz mierzą Sikorskiego, i na Mio¬ 
dowej w pałacu arcybiskupim, u księdza Franciszka Kołaczow- 
skiego.—(Z aktów komisyi śledczej). 


45 


klano wieża, na rogtf Marszałkowskiej i Świętokrzys¬ 
kiej ulicy, które przyjmowano, gdy przynoszący 
powiadał, że to dla p. Wincentego. Ekspedycje 
te zabierała zwykle nazajutrz Płąchecka, zapytując 
„czy niema czego dla pana Wincentego? 

W ten sposób radził sobie rząd narodowy, za¬ 
mierający już wprawdzie, lecz nie myślący wcale 
dobrowolnie umierać, przeciwnje, wciąż jeszcze roz¬ 
prawiający o interwencyi i kongresie!... Książę Czar¬ 
toryski wciąż przysyłał z Paryża hasło: „trwać 
i trzymać sic, dopokąd tleje choć jakaś iskierka 
życia, i nie przestawać daw r ania oznak życia w r obee 
Europy! “ 

Pod w r pływ*em tych wezwań, albo może też 
wyprost wskutek otrzymanych bezpośrednich wska¬ 
zówek, Trauguf wydał podówczas dziwną odezwę, 
nakazującą „pospolite ruszenie" ł ), czując zapewne, 
że go nikt nie usłucha, liardzu i bardzo niewielu 
oglądało ten dziwny dokument, stanowiący dziś bi¬ 
bliograficzną rzadkość między ówczesnymi drukami 
• rządu narodowego. Odezwa zrobiła najzupełniejsze 
fiasko - Kraj już myślał tylko o jaknajprędszera 
uspokojeniu się i pogodzeniu z wiadzą, i o niczern 
innem już słyszeć nie chciał. 

Już w' listopadzie 1863 roku biali zaczęli za¬ 
stanawiać się, jakby raz położyć koniec tej rozpa¬ 
czliwej walce i wypływającym z niej nieszczęściom 2 ), 
tłumnie poddając się postanowieniom władzy. Za¬ 
ledwie nieliczne wyjątki szukały schronienia za 
granicą. 

Zna nem jest, jak prądy będące na czasie, 
szybko przenikają ogół społeczeństwa. Dnia 2 listo¬ 
pada 1863 roku zjawił się adres mieszkańców uad- 


J ) Giller , tom I, atr. 77. 
2 ) Giller, tom I. str. 97. 



46 


granicznego miasteczka Nieszawy J ) ; poczeui adre¬ 
sy sypały się jeden za drugim do kwietnia 1864 
roku. Dziennik Powszechny drukował je sumien¬ 
nie, ze wszystkiemi podpisami, wynoszącymi dzie¬ 
siątki tysięcy nazwisk 2 ). W adresach tych nazy¬ 
wano monarchę: „ojcem i dobroczyńcą 14 . Adres 
mieszkańców liadomia zaczynał się od słów: „Naj¬ 
jaśniejszy Cesarzu! Najmiłościwszy Królu i Ojcze 
najukochańszy! Panie i Dobrodzieju nasz!' Naj¬ 
prostszy w wyrazach, lecz najwymowniejszy był 
adres, podany w imieniu mieszkańców miasta War¬ 
szawy 3 ). 

Składanie adresów było faktem niezaprzeczo¬ 
nym i wskazującym wymownie, że ostatnie nadzie¬ 
je powstańców upadły.' Czyż dawne to czasy, gdy 
o czeinś podobnem nikt by się naw^et pomyśleć nie 
odważył!... Waszkow^ski żądał od Trauguta wydania 
dekretu, zabraniającego podpisywania adresów, lecz 
Traugut sprzeciwił się temu stanowczo, słusznie do- 
wodząc. że wszelkie wydawanie rozporządzeń, o któ¬ 
rych z góry wiadomo, że nie zostaną wykonane, 
kompromituje tylko rząd narodowy i władzę!.. 

Waszkowski nie mógł jednak pozostać obo¬ 
jętnym wobec faktu podawania adresów, wydał więc » 


») Pierwszy adres podano w Wilnie dnia 27 lipca f8 
sierpnia) 1863 roku z okazyi imienin cesarzowej. Adres nosił 
200 podpisów. Marszałek gubermalny, Pomeyko, jako inieya- 
tor adresu, został przez Murawiewa przedstawiony do nagro¬ 
dy. To skłoniło rząd rewolucyjny do skazania go na 
śmierć, jakoteż dnia 10 sierpnia wykonano zamach na jego 
życie, w jego własne n mieszkaniu. Zamachnie udał się, skoń¬ 
czyło’ sie na ranie, zadanej sztyletem w ramię. W pierwszej 
chwili zabójca zdołał się ukryć, lecz po niejakim czasie został 
wykryty i powieszony. (Zanim się to stało, powieszono siedmiu 
innych, iako rzekomych zabójców Domeyki. — Preypisek tłó- 
macza). 

2 ) Patrz Dziennik Powszechny z 1864 roku, Nr 11 do 

137. 

3 ) Patrz Dziennik Powszechny , numer 26. 


47 


od siebie, jako naczelnik miasta, odezwę drukowa¬ 
na, wzywając „w imię godności i miłości ojczyzny 
mieszkańców wszelkich klas społecznych, by się 
wstrzymywali od podpisywania adresów, jako rze¬ 
czy zdrożnej i uwłaczającej godności narodowej! 7 ’ 
Odezwę tę mało kto dostał do ręki i nie powstrzy¬ 
mała ona bynajmniej napływu adresów. 

Na Litwie zaś, już w pierwszych dniach listo¬ 
pada 1863 roku odbywały sic publiczne bale 1 ). 

A\ styczniu 1864 roku prezydent miasta War¬ 
szawy, generał Witkowski, postanowił dać bal dla 
namiestnika w pałacu namiestnikowskim, rzekomo 
w imieniu mieszkańców Warszawy. 

Zaiste, łatwiej było zebrać podpisy pod adre¬ 
sem, pod dziesięciu nawet adresami, aniżeli wyna¬ 
leźć grono obywateli, którzyby w takich jeszcze 
nieustalonych stosunkach, gdy dochodziły wiadomo¬ 
ści z kraju o istniejących jeszcze oddziałach i sta¬ 
czanych z nimi krwawych walkach; gdy w stolicy 
Królestwa Polskiego istniał i funkcyonował jakiś 
rząd narodowy, zdecydowali się osobiście pokazać 
na balu, dawanym jakoby, przez miasto reprezentan* 
towi najwyższej władzy. Szczególniejszą zaś tru¬ 
dność przedstawiało zebranie grona „dam polskich^. 
Wiadomo atoli, że wszędzie i na wszystko jest spo¬ 
sób, wiedział o tem i prezydent Witkowski i dlate¬ 
go odważnie zabrał sie do urządzenia balu. 

<7 im b 

Dzień balu oznaczono na 9 lutego 1864 roku. 
Od rana podwójny kordon policyi otaczał pałac na¬ 
miestnikowski. Od godziny drugiej po południu 
nie wpuszczano przez krat- na dziedziniec nikogo, 
kto nie posiadał biletu i speeyalnej odznaki. Nad¬ 
to na dole wewnątrz pałacu ustawiono posterunek 


l ) Pierwsza halo urządzono w guberni i grodzieńskiej; 
w Brześciu Litewskim, w Bielsku i w Grodnie. 



wojska. W ogrodzie ukryto licznych policyaritów 1 ). 
Za ogrodem, na ulicy Browarnej, ustawiono pogo¬ 
towie straży ogniowej. Pomimo największych wy- 
sileń, Waszkowskiemu i Pieńkowskiemu nie udało 
się wprowadzić do pałacu nikogo z organizacyi na¬ 
rodowej, dla urządzenia gościom niespodzianki 2 ). 
Przecież w r końcu żandarmi powstańczy, Tadeusz 
Fogt i Teofil Kuciński, kierowani przez swego dzie¬ 
siętnika. Hochhausera, dostali się do lewego skrzy¬ 
dła gmachu i zlali schody zapalnym płynem. Dzia¬ 
ło się to o godzinie 4 po południu, w sam dzień 
balu. Schody się zajęły, lecz nadbiegła z ulicy 
Browarnej straż ogniowa w jednej chwili stłumiła 
wszczynający się pożar, tak, że niewiadomo naw r et, 
czy namiestnik wiedział o całem zajściu, gdy przy¬ 
był na bal o godzinie 11 przed północą. Prezy¬ 
dent, w otoczeniu kilku mało znanych obywateli 
miasta, spotkał namiestnika w przedsionku u wej¬ 
ścia na schody i powitał go polską przeuiow r ą, któ¬ 
rą mu następnie wręczył ozdobnie spisaną na per¬ 
gaminie. Przesunęło się potem osiem kobiet w nie¬ 
możliwych strojach, mających reprezentować „damy 
polskie!” Były to, jak się zdaje, żony niższych urzę¬ 
dników', którym z urzędu nakazano być na balu. 
Przesunęły się one po salonach i usiadły gdzieś po 
kątach. Z obecnych nikt na nie nie zwracał 
uwagi 3 j. 


*) Szczegóły te opowiadali autorowi: prezydent miasta 
Witkowski i ówczesny ober-po 1 icmajster, general-niąior Fre- 
derfks. 

2 ) Naczelnik policyi powstańczej Pieńkowski wkrótce 
potem musiał uciekać z Warszawy, miejsce jego objął Irene¬ 
usz Turzański, noszący w organizacyi miano „admirała”. Pień¬ 
kowski umarł dnia 30 czerwca 1807 roku w Paryżu, na ane 
wryzm serca. (Patrz Dodatek do Pamiątki dla rodzin pol¬ 
skich. Kraków 1808 rok, strona 48 i !9>. 

3 ) Autor był naocznym świadkiem wszystkiego, eo opi 


49 


Bal się rozpoczął przy udziale rosyjskich ofi¬ 
cerów, przeważnie z pułków gwardyi, stojących 
załogą w Warszawie, z licznie zaproszonemi Rosyan- 
kami. 

Po tańcach nastąpiła kolacya, przy której ofi¬ 
cerowie zajęli jedną stronę stołów, a nieokreślonej 
kwalifikacji obywatelstwo warszawskie zasiadło po 
drugiej, kupiąc się koło prezydenta. Z jednej stro¬ 
ny toczyły się głośne i ożywione rozmowy w języ¬ 
ku rosyjskim, po drugiej rozlegał się język polski. 
Lecz i tam rosyjski bas nieraz się wyrywał, by ja¬ 
ko gość nieproszony zaraz umilknąć *). Korki od 
butelek pękały, pod koniec wszystkim było dosyć 
wesoło. 

Obecny na sali od samego początku balu kuryer, 
dla przekonania się naocznie, do jakiego stopnia 
wszystko składnie poszło, zaraz po balu pośpieszył 
do Petersburga, by zdać sprawę monarsze z tego 
ważnego wypadku!... Potrzeba było zrobić chociaż 
taki początek. 

W miesiąc potem, to jest dnia 7 marca 1864 
roku, generał adyutant hrabia Baranów, w otocze¬ 
niu heroldów^ i licznej świty, ogłaszał na głównych 
placach Warszawy, ukazy cesarskie o nowem urzą¬ 
dzeniu stosunków włościańskich w Królestwie Pol- 
skiem 1 2 * 4 ). 


1 ) Mowa tu o poprzebieranych policyantaoh, dla któ¬ 
rych fraki wypożyczono z garderoby teatralnej. Złośliwi twier¬ 
dzili, że po balu dyrekcya teatralna nie doliczyła się jednego 
wypożyezonego fraka... 

2 ) Tekst tych ogłoszeń podaje Dziennik Powszechny, 

Nr $4.—Ogłoszenie powinno było nastąpić dnia 3 marca 1864 
roku, jednocześnie z takiemi ogłoszeniami w całej Eosyi, lecz 
namiestnik nie dawał się przekonać i wciąż zwlekał. General 
Annszyn (następnie od 1866 do 1880 roku gubernator radom¬ 
ski, a potem generał-gubernator wschodniej Syberyi) opowia¬ 
dał autorowi, że był świadkiem sceny, gdy hrabia Berg, sprze¬ 
czając się z generał-adyutantem Kauftnanem, przysłanymi umyśl- 

4 


Biblioteka.—T. 4^3* 



50 


i 


Takie samo ogłoszenia uroczyście obwieszczo¬ 
no w całym kraju. 

Naczelnik miasta i powstańcza policya zagro¬ 
zili śmiercią osobom, któreby się podjęły obowiąz¬ 
ku heroldów. Postrachy te jednak już nie skutko¬ 
wały i łatwo znaleziono ochotników. Traugut w to 
wszystko już się nie mięszał. Był już przygotowa¬ 
ny i tylko oczekiwał bliskiego końca tragedyi. 

Gdy jego główny orędownik, oraz nadzieja 
i podpora, książę Władysław Czartoryski, po oświad¬ 
czeniu cesarza Napoleona III, „że wszelkie jego sta¬ 
rania, dążące do skłonienia Anglii i Austryi do 
wspólnego wystąpienia w sprawie Polski, spełzły na 
niczenT ł ), podał się do dymisyi, Traugut także wy¬ 
śpiewał ostatni swój tren łabędzi. Dnia 18 mar¬ 
ca 1864 roku wydał i ogłosił „Odezwę Polaków do 
Europy 71 , i oczekiwał, kiedy go zaaresztują. {Stało 
się to w kilka dni potem, o godzinie 2 w nocy. 
Gdy go przebudzono, spojrzawszy na otaczających 
go wojskowych, wyrzekł jedno tylko słowo: „już 1 ! 2 ). 

We trzy dni potem uwięziono i starą Majew¬ 
ską z córką, lecz te miały czas ukryć akta i pie¬ 


nie do Warszawy dla zarządzenia tych ogłoszeń, tak sic uniósł, 
ie zerwał z siebie mundur i cisnął go o ziemię. Podobne wy¬ 
buchy gniewu u hrabiego Berga były niezmiernie rzadkie i ja¬ 
ko rzecz nadzwyczajną; opowiadano, że raz rozgniewany na 
adyutanta skrzydłowego, Annenkowa, schwycił go za epolet 
z cyfrą cesarza, krzyczane: „skoro zechcę, to i to z ciebie 
zerwę!” 

*) Aspiracye polityczne , strona 255. 

2 ) Aresztowania powinien był dokonać naczelnik miej¬ 
scowego cyrkułu, Skulski, z którym zwykle Traugut wieczora¬ 
mi grywał w preferansa. Skulski zdał jednak ten niemiły obo- . 
wiązek na pewnego młodego oficera od ułanów, wielkiego lu- 
bownika podobnych misyi.—Autor Dwóch chwil powiada, że 
Trauguta i ostatni rząd narodowy wydał Karol Przybylski, 
brat Wacława. (Patrz Dziennik Poznański Nr 214, z 18fi8 
roku).— Giller, tom I, strona 98, także uważa go za zdrajcę 
i stawia na równi z Morawskim, Lauberem i Aweydą. 



ł 


51 

i 

ćzęcie rządu narodowego. Wkrótce potem sekretarz 
stanu, Janowski, chroniąc się za granicę, wręczył 
te pieczęcie Bronisławowi Brzezińskiemu, przewod¬ 
niczącemu w komitecie rewolucyjnym Kurzyny 1 ). 
Lempke, uchodząc z Warszawy, obowiązki intenden¬ 
ta i organizatora zdał Hawełkiewiezowi 2 ). Gałę- 
zowski także się ulotnił. 

W Warszawie pozostał już tylko cień rządu 
narodowego, a raczej pieczęcie tegoż rządu, z któ- 
remi Brzeziński nie wiedział co zrobić, a tylko sta¬ 
rannie ukrył przed Waszkowskim. Temu nadzwy¬ 
czaj chodziło o dostanie tych pieczęci w swe ręce, 
gdyż przez to samo stałby się rządem, używał też 
najrozmaitszych wybiegów, by cel ten osiągnąć, je¬ 
dnak żadne prośby ani groźby nie pomagały, i Brze¬ 
ziński pozostawał głuchy na wszelkie przedstawie¬ 
nia. W końcu zmęczony tą walką, a nawet oba¬ 
wiając się o własne życie, Brzeziński w maju czy 
też w czerwcu 1864 roku napisał do Guttrego, do 
Drezna, opisując szczegółowo katastrofę, jaka spot¬ 
kała ostatni rząd narodowy, i swe kłopoty 
oraz proponując przeniesienie centralnej władzy 
dogorywającego powstania za granicę i objęcia ta¬ 
kowej, gdyż w przeciwnym razie przejdzie ona w rę¬ 
ce zwariowanego Waszkowskiego, a ten najnieza- 
wodniej ucieknie się do teroryzmu, który już tyle 
zaszkodził sprawie narodowej. 


*) Giller , tom I, strona 133. 

2 ) Lempke został aresztowany w kwietniu 18G4 roku 
w Kijowie, na rekwizycyę warszawskiej śledczej komisyi, 
i otruł się zaraz. Opowiadają, ze u niego na stole zawsze 
stały dwie szklanki z silną trucizną, rozpuszczoną w małej 
ilości bczfeolbrowego płynu, obok zaś karatka z limoniadą. 
Gdy zjawił się u niego oficer żandarmerj i, by go uwięzić, 
.Lempke napełnił szklankę lemoniadą i chwytając się za 
głowę ze słowami „ach, jak pali mię głowa! gorąco!” wy¬ 
chylił do dna płyn w szklance zawarty. Częstował i oticera 
limoniadą, lecz ten się wymówił. Odwieziono go do wiezienia 
i tam zaraz źyeia dokonał. 


f 


52 


List ten prześlizgnął się za granicę szczęśliwie, 
uniknąwszy oka Waszkowskicgo, jak niemniej i po- 
licyi rosyjskiej. Odpowiedź zaś Guttrego była mniej 
szczęśliwą, przechwycił ją Waszkowski. 

Guttry wymawiał się, że naczelnego kierunku 
organizacyi narodowej przyjąć nie może, gdyż na¬ 
potkałby na najstraszliwszą opozycyę w calem stron¬ 
nictwie Kurzyny, zajmującem na emigracyi dosyć 
wybitne stanowisko. Ale i stronnictwo ^arystokra¬ 
tyczne” także mu nie dowierza i uważa za radyka¬ 
ła i czerwieńca. Zresztą wyraża swe zdanie, że 
rząd narodowy i pieczęcie winny być w kraju. Gdy¬ 
by jednak mimo wszelkie przeciwne względy oka¬ 
zała się konieczność przeniesienia centralnej wła¬ 
dzy po za granice kraju, to na głównego naczelni¬ 
ka takiej organizacyi uważałby za najodpowiedniej¬ 
szego Kurzynę, tylko w takim razie byłby zdania, 
by mu powierzono zupełną i nieograniczoną władzę. 
Co do Waszkow T skiego, gdyby ten nie pizestaw r ał 
bruździć, to rząd narodowy zawsze potrafi wynaleźć 
środki do usunięcia i uczynienia nieszkodliwym te¬ 
go niespokojnego człowieka. 

Waszkow T ski z listem tym zjawił się u Brze¬ 
zińskiego. Nastąpiło wyjaśnienie, po którem obaj 
uznali za skuteczniejsze pogodzić się i działać dalej 
w jaknajściślejszem porozumieniu. Przędewszyst- 
kiera postanowi*! zaofiarować Kurzynie stanowisko 
„główmego pełnomocnego dyrektora za granicą”, 
i Brzeziński napisał do niego z propozycyą i proś¬ 
bą, aby w razie, gdy zgodzi się na przyjęcie tych 
obowiązków, zorganizował, nie zwlekając, izbę obra 
chunkową, która by sprawdziła dotychczasowy obrót 
funduszów. Waszkowski ze sw r ej strony zajął się 
natychmiast zbieraniem materyałów r , usprawiedliwia¬ 
jących poczynione wydatki i przepisał swein nad^ 
zwyczaj pięknem i wyraźnem pismem, całą księgę 
rachunkową, pozostałą po Traugucie i jego rządzie. 

W ten sposób powstał w Dreźnie nowy za- 


53 


graniczny wydział rządu narodowego już siódmego 
składu, przybierając miano „Towarzystwa polskich 
patryotów”. W skład jego weszli: Generał Bosak, 
Aleksander Guttry, ksiądz kanonik Kasper Kotkow¬ 
ski i Jan Kurzyna-Pelszewski jako przewodniczący. 

Izba obrachunkowa została złożona z siedmiu 
członków, lecz tylko nazwiska d-ra Seweryna Ga- 
łęzowskiego, Władysława Daniłowskiego i Sewery¬ 
na Elżanowskiego są nam znane. 

Wkrótce potem Kurzyna wysłał do Warszawy 
„Manifest 71 w liczbie 100 egzemplarzy, które Wasz- 
kowski dla niewiadomych powodów wszystkie 
spalił. 


Gdy się to działo, gdy za granicą zawiązywa¬ 
ły się dziwaczne wydziały nowego rządu narodo¬ 
wego, rządu raczej fantastycznego niż rzeczywiste¬ 
go, w r AY arszawie rozstrzygał się los ostatniego istot¬ 
nego rządu upadłego powstania, ostatni akt drama¬ 
tu Romualda Trauguta i jego dyrektorów. 

Dnia 5 sierpnia 1854 roku na stoku warszaw¬ 
skie] cytadeli, na tern samem miejscu, na którem 
przed dwoma laty byli traceni Jaroszyński, Ryli 
i Rzońca, wystawiono rusztowanie z wielką, wspól¬ 
ną szubienicą. Do belki poprzecznej przymocowa¬ 
no pięć kółek żelaznychz przeciągniętcmi już strycz¬ 
kami. O godzinie 8-ej rano wojska otoczyły plac 
egzekucyi, a o godzinie 9 ukazała się w bramie cy¬ 
tadeli ponura procesya z katem na czele. 

Skazani jechali każdy oddzielnie, na jednokon¬ 
nych, drabiniastych wózkach, używanych zwykle do 
wywożenia gnoju. Jechali z odkrytemi głowami, 
mając każdy po prawej ręce księdza Kapucyna 
w charakterystycznym brązowym płaszczu zakon¬ 
nym. Po obu zaś stronach wózków jechali w peł¬ 
nej gali, w lśniących hełmach, na siwych, ogrom¬ 
nych koniach żandarmi z obnażonemi pałaszami, 
oraz postępowało kilku plutonów piechoty. 



54 


Pierwszy jechał Traugut. Ubrany tak, jak go 
aresztowano, w długim, granatowym, ciepłym pal¬ 
tocie, oblamowanym szeroką taśmą. 

O trzydzieści kroków przed rusztowaniem ska¬ 
zanych zsadzono z wózków i ustawiono po lewej 
stronie rusztowania. Oticer polowego audytoryatu 
odczytał wszystkim wspólnie prawomocny już wy¬ 
rok śmierci. 

Najmniej zważał na odczytywany wyrok Trau- 
gut. Nie przestawał ani na chwilę rozmawiać z to¬ 
warzyszącym mu księdzem, i widocznem było, że... 
nie o przyszłcm życiu była tam mowa!... 

Następnie Traugut z dziwnym spokojem wdział 
na siebie śmiertelną koszulę, co za nim uczynili in¬ 
ni. Nie wiadomo z czyjego rozkazu żadnemu z nich 
nie związano rąk, jak się to zwykle czyni przy 
egzekucyach. Skazańcy więc mieli zupełną swobo¬ 
dę ruchów, z czego korzystając, gdy wprowadzono 
wszystkich na rusztowanie i postawiono na małych 
schodkach pod stryczkami, Krajewski mógł wydo¬ 
stać z pod stryczka i poprawić swą długą i piękną 
brodę; Soczyski schwycił stryczek do ręki, pocało¬ 
wał go i także wydobył z pod niego swą brodę; 1 ). 
Najmniej spokoju okazywmł Jeziorański, zwracał się 
* głową na praw r o i na lewo, w oczach matowiała się 
trwoga; widocznie nie pokończył jeszcze swych ra¬ 
chunków życiowych, nie pożegnał się z różnemi ma¬ 
rzeniami i nadzieją, i jakby nie dowierzał, że od¬ 
czytany mu dopiero co wyrok jest niecofniony 
i w zupełności wykonanym zostanie.., tw T arz jego 
była trupio blada, a włosy, niegdyś piękne i gęste, 
teraz znacznie przez czas więzienia przerzedzone, 
wzburzone i zjeżone. W chwili tracenia tak był 
zmieniony, że kto go znał przedtem, teraz z trudno¬ 
ścią mógł go poznać. 

*) Autor wszystkie te szczegóły widział doskonale 
z oddalenia najwyżej 30 do 40 kroków. 



55 


Traugut tracony był pierwszy. \Y r ostatniej 
chwili złożył ręce i podniósł oczy do nieba. Tak, 
z podniesioną głową pozostał na stryczku nawet 
jeszcze wówczas, gdy po skonstatowanej śmierci 
trójkątna przepaska została mu z oczu zdjętą... 

Powtarzano, że jedna z sióstr Żulióskiego szła 
za wózkiem aż pod samo rusztowanie. Gdy ją od¬ 
dalono, odchodząc zawołała: „odwagi bracie!” 1 ). 

Nazajutrz po egzekucyi zjawiła się odezwa na¬ 
czelnika miasta, wydrukowana pięknie i na dobrym 
papierze, jak się później dowiedziano, w drukarni 
Nowakowskiej. W odezwie tej powiedziano: „...od¬ 
dajmy cześć męczennikom i uświęćmy ich pamięć, 
nie łzą rozpaczy, lecz męskiem postanowieniem wstę¬ 
powania w ich ślady... starajmy się na wzór ich 
utrzymać moc swoją i charakter do końca. Jak oni, 
walczmy do ostatniego tchnienia... a prochy nasze 
spoczną w wolnej ojczyźnie!” 

Odezwa ta zrobiła w Warszawie niemałe wra¬ 
żenie, szczególnie zaś zaniepokoiła policyę, gdyż 
Oddawna już nic podobnego nie zdarzyło sią w mie¬ 
ście, gdzie wszystkie tajemne drukarnie rządu na¬ 
rodowego zostały powykrywane 2 ). 

1 ) Generał Lebiediew zezwolił Krajewskiemu na wi¬ 
dzenie się przed śmiercią z żoną i trzyletnim synkiem, któ¬ 
rego matka przyniosła do X pawilonu. Z początku pozwolił 
otworzyć tylko okienko w drzwiach, prowadzących do każni, 
i widzenie odb} r walo się przez kratę. „Generale! czy nie 
moźnaby bez kraty?”—przemówił Krajewski takim tonem, że 
odmowa była niepodobną... zresztą, dlaczego? było to na parę 
godz.n przed wyruszeniem na miejsce stracenia!.. Lebiediew ka¬ 
zał otworzyć drzwi, wpuścił żonę i dziecko do więźnia, a po¬ 
tem i sam wszedł do więziennej celi. Krajewski trzymał syna 
na kolanach, gładził go po głowie, całował, przeżegnał i za¬ 
płakał, nic jednak nie mówił. Lebiediow, opowiadając tę sce¬ 
nę, m*ał głos zmieniony ze wzruszenia i pełne łez oczy. 1 ] 

2 ) Mąż i syn tej Nowakowskiej za drukowanie rewolu¬ 
cyjnych odezw i proklamacji zostali zesłani na Sybir. — Nie 
zważając na to, gdy t} Iko Nowakowska objęła zarząd drukar¬ 
ni, najgorliwioj służyła rządowi narodowemu. 




5(5 - 


...^Namiestnik, któremu odezwa ta także nade¬ 
słaną została, zapyta! ókerpolicmajstra i prezesa 
śledczej komisyi „co to za nowa Swawola?* Odpo¬ 
wiedzieli mu, że to najprawdopodobniej rzecz prze¬ 
mycona z zagranicy, i na tern się skończyło. 

Lecz dnia 27 września 1864 roku zjawiła się 
ponowna odezwa naczelnika miasta *) f oznaczona 
liczbą 32 i wydrukowana równie czysto i wyraźnie. 
Odezwa ta dzieliła się na dwie części. W pierw¬ 
szej powiedziano: „Dobiega już sto lat, w ciągu 
których dzień każdy przynosi coraz nowe cierpie¬ 
nia braciom naszym, każda zaś noc pokrywa nowe 
zbrodnie naszych ciemiężców... Mimo to wytrwali¬ 
śmy w walce aż do doby obecnej... nie zapomnie¬ 
liśmy o obowiązkach, przekazanych nam z pokole¬ 
nia w pokolenie przez braci naszych ze szczytów 
szubienic lub z głębi kopalń sybirskicli... wśród 
śmierci samej potrafiliśmy zachować życie. Naród 
nasz nie umarł!... Walka za Macierz naszą, za świę¬ 
te prochy ojców... nie ustanie, dopókąd nie wywal¬ 
czymy sobie niepodległości; dopókąd na nieprzej- 
rzanem pobojowisku Polski nie wzniesie się palma 
czci dla przeszłości i nie zostanie utwierdzoną cho¬ 
rągiew' braterstwa i swobody dla przyszłości. Obec¬ 
nie praca nasza i trud muszą być większe, niż kie¬ 
dykolwiek. Zmienione stosunki wymagały także 
zmiany w ustroju organizacji narodowej i w t oso¬ 
bistym jej składzie. Zmiany te zostały dokonane 


*) Długą tę przerwę można wytłumaczyć clij ba tern, 
że przez cah ten czas Waszkowski był zajęty prowadzeniem 
bardzo obszernej korespondencji z Kurzyną, w sprawie usta¬ 
nowienia w Dreźnie „towarzystwa patryotycznego i izb} obra¬ 
chunkowej", dla której, jak widzieliśmy, własnoręcznie prze- 
sywał rachunki ostatniego rządu narodowego. Prócz tego 
częste spory z Brzezińskim, wojna o pieczęcie, a zresztą^ cią¬ 
gła obawa o własne życie, nie zostawiały naczelnikowi miasta 
dostatecznego pokoju dla prowadzenia dalszej walki z władza¬ 
mi rosyjskiemi. 



V 


57 

dopiero dnia IG września, o czem zawiadamiając, 
mieszkańców, ogłaszani co następuję: 

1. Członkowie organizacji, zgłaszający się 
do kogokolwiek z mieszkańców w mojem imieniu, 
winni się wykazać pełnomocnictwem ze znaną 
wszystkim pieczęcią, które nadto jest ważnem tyl¬ 
ko przez czternaście dni od daty wystawienia. 

2. Z początkiem bieżącego miesiąca ustał po¬ 
bór ofiary narodowej za pokwitowaniami niebieskie¬ 
go koloru. Pożyczka zaś narodowa i nadal będzie 
ściąganą podług rozkładu przez osobno ku temu 
upoważnionych poborców. 

3. Ponieważ mnóstwo osób zostało uwięzio¬ 
nych jedynie wskutek nieostrożnie powtarzanych 
gawęd i plotek roznoszonych po mieście, zakazuję 
pod najsurowszą odpowiedzialnością wymieniania 
nazwisk lub stanowisk, zajmowanych według mnie¬ 
mania przez tego lub innego ze znajomych, nale¬ 
żących do organizacji. Zalecam naczelnikowi po- 
licyi, by szczególniejszą zwracał baczność na nie¬ 
stosujących się do tego zakazu, i aby w innych nie¬ 
zwłocznie pociągał do odpowiedzialności 7 ’. 

W drugiej części odezwy oznajmiano o róż¬ 
nych wypadkach i wypowiadano przypuszczenia co 
do najbliższej przyszłości na podstawie obiegają¬ 
cych pogłosek, oraz niektórych dokumentów', będą¬ 
cych w posiadaniu organizacji. 

W końcu, ażeby rozprószyć wszelkie wątpli¬ 
wości co do miejsca, zkąd odezwa wydaną została, 
przytoczono w niej słowa z kazania księdza Golia- 
na, w ypowiedziane w Rawie, a dzień przedtem ogło¬ 
szone w Dzienniku Warszawskim . 

Odezwę tę, wydrukowaną także u Nowakow¬ 
skiej, naczelnik miasta własnoręcznie zaadresował 
do namiestnika i do kilku wyższych figur rządo¬ 
wych. oraz wybitniejszych osobistości w mieście, 
które Helena Ostrowska, ostatnia kury erka rządu 
narodowego, bądź wrzuciła do skrzynki pocztowej 



58 


y • 

na głównej poczcie, bądź też poroznosiła do domów 
podług adresów. 

Namiestnik wściekał się ze złości, odebrawszy 
tę odezwę; przywołał wszystkich starszych urzędni¬ 
ków policyi wraz z prezesem komisyi śledczej, ge¬ 
nerałem Tuchułką, i udzielił wszystkim najostrzej¬ 
szej nagany, rozkazując, by bądź, co bądź, raz już 
koniec położyli tym nieporządkom i za jakąbądź 
cenę wykryli autora odezwy i drukarnię, w której 
się drukowała. 

Na ślad drukarni natrafiono niebawem, poczem 
przyrzeczone sowitą nagrodą najzręczniejszym szpie¬ 
gom za wykrycie lub też przynajmniej naprowadze¬ 
nie policyi na ślad \ v aszkowskiego. Lecz ten szczę¬ 
śliwie unikał zastawianych nań sideł, kryjąc się po 
rozmaitych zakątkach, a głównie w młynie rządo¬ 
wym na Solcu, gdzie miał urządzoną kryjówkę 
w koszu pod żarnami. Tam sypiał, nie rozbierając 
się wcale, przykrywając się staremi worami od 
zboża. I w takich warunkach uważał sie zawsze 
za najstarszego członka i pierwszą osobę w orga- 
nizacyi. 

I w istocie starszego nad niego nie było już 
nikogo w Warszawie. Ostatni Brzeziński zbiegł, 
zabierając, jak się zdaje, pieczęcie rządu narodowe¬ 
go, gdyż od tej pory pieczęcie te nikną bez śladu, 
a Waszkowski nigdy ichnie miał w posiadaniu, posłu¬ 
gując się jedynie pieczęcią n naczelnika miasta 3 ). 

W podobnych warunkach, ukrywając się przez 
dwa miesiące i nie widując nikogo z dawnych swych 
znajomych, Waszkowski nie mógł wiedzieć, co się 
dzieję w mieście; czy ocalał kto z organizacyi i czy 


J ) Brzeziński wyjechał do wsi Połomańca, w powiecie 
wieluńskim, zkąd się dostał za granicę. Raz znalazłszy się 
w Paryżu, nadesłał izbie obrachunkowej najdokładniejszy ra¬ 
chunek z wszelkich wpływów i wydatków za czas swego za¬ 
rządu sprawami powstania. 


59 


tli się choć jaka, iskierka powstania w kraju? Głów¬ 
nie zaś paliła go ciekawość dowiedzenia się, co mó¬ 
wią o nim? czy podziwiają jego odwagę, energię 
i wytrwałość?... 

Kwestye te zajmowały go nader żywo. W ogó¬ 
le odczuwał nieprzezwyciężoną potrzebę wyjrzenia 
na świat, otfząśnięcia się z okropnych warunków 
obecnej egzystencyi, rozmówienia się z kimkol¬ 
wiek... 

Napisał więc do siostry swej Klotyldy, nazna¬ 
czając jej schadzkę w T pewnym domu przy ulicy 
Elektoralnej, na dzień 19 grudnia roku o go¬ 

dzinie 10 przed południem, i stanowczo ryzykując 
swą głow r ę, udał się na oznaczone miejsce, by się 
z nią zobaczyć. Siostra jednak, czy nie odważyła 
się przyjść, czy też wcale nie otrzymała zawiado¬ 
mienia, dosyć, że Waszkowski wyczekawszy napróż- 
no godzinę, posępny i zniechęcony powracał do 
swego młyna i po drodze dopiero zmiarkował całą 
nierozwagę swego kroku. Odwaga i zwykły spokój 
naraz go odbiegły. Podniósł kołnierz futerka, w któ¬ 
re był ubrany i przyśpieszył zbyt sw r e kroki, co 
zwróciło nań uwagę agenta policyjnego i spowodo¬ 
wało, że zaczął go śledzić, a w r końcu przy pomo¬ 
cy stójkowego policyanta zaaresztował. Gdy pro¬ 
wadzono go do VII cyrkułu na Grzybowie, nie przy¬ 
wiązując wielkiej wagi do przychwyconej zdobyczy, 
Waszkowski w jakimś zaułku potrafił wymknąć się 
i uciekając, wskoczył do jakiejś bramy, zatrzasnął 
furtkę za sobą i wbiegł schodami na górę. Tam skrył 
się-w jakiejś komórce, której drzwi zamknął ze 
środka, futerko zaś przerzucił do sąsiedniej szopy. 
Lecz tu już los okazał się mu przeciwnym, luterko 
zaw isło za rękaw na przegrodzie i zdradziło go przed 
policyantem, który w pierwszej chwili nie mógł go 
rozpoznać. 

W cyrkule, a następnie w komisyi śledczej 
Waszkowski z początku występował śmiało i otwar- 


60 


cie. Odrazu powiedział kim jest, podał swe nazwi¬ 
sko i czem był w organizacyi. Zeznał, że to on 
wykradł z oddziału kartograńcznego mapy Króle¬ 
stwa Polskiego dla użytku zbrojnego powstania; na¬ 
stępnie przyznał się do wykradzenia pieniędzy i li¬ 
stów zastawnych z głównej kasy krajowej, w koń¬ 
cu zaś dodał, że jakkolwiek go pilnują, nie 1 wątpi, 
że uciec z więzienia potrafi. 

Rzadko zdarzają się jednostki, któreby zam¬ 
knięte w czterech nagich ścianach więziennych, po¬ 
zostawione pod wrażeniem nieuniknionego wyroku 
śmierci, pozostały tern, czem były na swobodzie. 
Większość, chociażby niewiadomo jak rozumna, 
oględna i przytomna, w więzieniu traci te przymio¬ 
ty tępieje, traci spryt i przytomność umysłu, staje 
się naiwną i niekonsekwentną, jak dzieci. Towa¬ 
rzystwo ludzi tak jest każdemu człowiekowi po¬ 
trzebne, że wyjątkowy tylko więzień nie stara się 
zawiązać stosunków ze stróżem, sprzątającym jego 
celę, chociaż na pewno może przypuszczać, że ma 
przed sobą agenta komisyi śledczej, płaz obrzydli¬ 
wy, na którego w olny człow iek spojrzeć nie może 
bez wstrętu, a cóż dopiero zawiązywać z nim ja¬ 
kieś stosunki przyjazne i poufałe, wdawnć się w po¬ 
ufne rozmowy! Bywa, że więzień nerwowy, z ja¬ 
kąś szczególną namiętnością wsłuchuje się w odgłos 
kroków, w szelest ubrania swngo stróża, gdy ten 
zbliża się do drzwi jego w ięziennej celi. Po dwóch, 
trzech tygodniach uważa go już za najżyczliwszego 
przyiaciela, powierza mu najserdeczniejsze życzenia 
i prosi o przemycenie na zewnątrz jakiejś kartki, 
nakreślonej patykiem za pomocą sadzy rozcieńczo¬ 
nej wndą. Za pierwszą niebawem idzie druga po¬ 
dobna kartka... Tak się zwęykle zaczyna... wduńtce 
nowy przyjaciel przynosi pokryjomu kawałek ołów¬ 
ka, strzępek papieru, upominając i zaklinając, by 
g ę więzień miał na ostrożności... porozumiewanie 



61 


się ze światem z dniem każdym przybiera coraz 
szersze rozmiary. 

Jeśli to zawodzi, sprobójeie podsunąć niezna¬ 
cznie więźniowi papier i ołówek. Zaraz zacznie pi¬ 
sać do nieobecnych, zastępując tern sobie nieprzez¬ 
wyciężoną potrzebę rozmowy, skracając straszną 
tęsknotę osamotnienia. Znany afrykański podróżnik 
Becker, opowiada w szóstej księdze opisu swej po¬ 
dróży do źródeł Nilu w 1862 roku, że, przebywając 
w Kissuni, stolicy dzikiego królika Kamrassi, jedy¬ 
na rozrywkę znajdował w pisaniu długich listów do 
swych przyjaciół w Europie, chociaż wiedział bar¬ 
dzo dobrze, że takowe nie mogą być i nie będą 
wysłane. 

Tak samo surowy, pełen hartu i bardzo prze¬ 
nikliwy Waszkowski, którego dotychczas nikt w pole 
wyprowadzić nie potrafił," który nigdy nie tracił 
przytomności umysłu, i w najtrudniejszych okolicz¬ 
nościach znajdował sposoby wyjścia, gdy się raz 
dostał do więzienia, stracił bardzo prędko cały swój 
spryt i przenikliwość, a przedewszystkiem uwierzył 
w życzliwość dla siebie generała Tuckołki, zjedna¬ 
ny jego grzecznością i łagodnem postępowaniem. 
Następnie zaś dał się wyłapać na najpospolitszą 
przynętę. Przez więziennego posługacza, przyno¬ 
szącego mu jedzenie, naw iązał korespondencyę z Las¬ 
kowskim, dawnym swym sekretarzem, z mą ką swą 
i siostrą, a co najciekawsze, nie dziwił się i nie 
starał sobie wytłumaczyć, dlaczego żadna z tych 
osób na kartki mu nie odpisywała. 

Ciekawa ta korespondencja wydała w ręce 
komisyi śledczej resztki powstańczej organizacyi, 
gdyż Waszkowski posunął swe dziwne zaślepienie 
do" tego stopnia, że przez tegoż samego więzienne¬ 
go* posługacza przesłał jednemu ze swych przyja¬ 
ciół odezwę naczelnika miasta z poleceniem, by ją 
kazał wydrukować w wiadomej drukarni!.. 

Nastąpiły nowe badania, osobiste konfronta- 



62 


cyc. Uwiezieni coraz bardziej wikłali sie w tióma- 
czeniach i zeznaniach, tem samem rozszerzając koło 
skompromitowanych. Waszkowski nie mógł się już 
dalej wypierać. Wezwano go, aby opisał całą swą 
działalność w organizacji. Z początku nie chciał tego 
uczynić, lecz gdy Tuchołko zmienił z nim swe po¬ 
stępowanie, zaprzestał oporu i w rozdrażnieniu wy¬ 
krył przed komisyą śledczą takie tajemnice i ukry¬ 
te nici, których się ta ani spodziewała, ani nawet 
pożądała. Dla jakichś wyższych względów naka¬ 
zano zaniechać dalszych dochodzeń i, poprzestając 
na dawniejszych zeznaniach, zaprzestać nowych are¬ 
sztowań. 

Zeszyt z zeznaniami W aszkowskiego poszedł 
w zapomnienie, a gdy brat namiestnika, Aleksan¬ 
der, jako generalny konsul rosyjski w Londynie, 
w sprawie wykradzionych i wysłanych za granicę 
listów zastawnych, należących do skarbu państwa, 
zażądał udzielenia sobie zeznań Waszkowskiego, ko- 
misya śledcza uznała za niemożliwe przesłanie cał¬ 
kowitych protokułów. Niektóre więc arkusze wy¬ 
jęto i zastąpiono podyktowanymi Waszkowskiemu 
ustępami, który je spisał niechętnie i zmienionym 
charakterem, tak, jakby inną ręką były pisane. 
Nadto ukazała się potrzeba osobistych jego wyja¬ 
śnień wobec angielskiego konsula Mansfielda, który 
z tego powodu kilkakrotnie przyjeżdżał do cytadeli 
w towarzystwie pułkownika Anuczyna. Wszystkie 
te okoliczności znacznie opóźniły ostateczne zakoń¬ 
czenie sprawy Waszkowskiego. 

W tym samym czasie w komisyi śledczej roz¬ 
strzygały się losy dwóch innych wybitnych prze¬ 
stępców, uwięzionych jeszcze przed Waszkowskim: 
Jarosława Dąbrowskiego i Pawła Landowskiego. 

Ci obaj należeli do innego zupełnie typu spi¬ 
skowców, do typu bardziej ostrożnych i wytrzyma¬ 
łych. Szczególnie przymioty te posiadał w r wyso¬ 
kim stopniu Dąbrowski. Był to człowiek nie waru- 



szony, zawsze jednako zimny i : spokojny, ani na 
chwilę nie uległy jakiemuś osłabieniu charakteru 
przez czas swego dwuletniego więzienia. Wpraw¬ 
dzie i on znajdował tajemniczą pomoc, która nie 
przestawała opiekować się wszystkimi wybitniejszy¬ 
mi Polakami, o których sądzono, że jeszcze mogą 
być użytecznymi dla sprawy. Nie tracił więc na¬ 
dziei i mógł jej słusznie nie tracić... Sprawa jego 
przeciągała sie całe dwa lata, gdy była zupełnie 
nieskomplikowaną i jasną, i mogła się doskonale 
w paru miesiącach ukończyć... Dawało to do my¬ 
ślenia... 

We wrześniu 1*64 roku, czy to z własnego 
natchnienia, czy też za czyjąś poradą, Dąbrow¬ 
ski wystosował do namiestnika następujące po¬ 
danie: 

„Dnia 2 / 14 sierpnia 1862 roku zostałem uwię¬ 
ziony, a dnia ,8 / 30 grudnia tegoż roku oddany pod 
sąd wojenny, który wyrokiem z dnia 30 lipea (11 
sierpnia; 1863 roku uznał mnie niewinnym, pozo¬ 
stawiając jednak w podejrzeniu. 

Dwadzieścia pięć miesięcy wiezienia w X pa¬ 
wilonie Aleksandrowskiej cytadeli zniszczyło zupeł¬ 
nie me zdrowie. Wzgląd ten zmusza mnie prosić 
najpokorniej Waszą Ekscelencję, by nakazał łaska¬ 
wie raz już skończyć mą sprawę i zezwolić mi za¬ 
mieszkać w gubernii sybirskiej, w miasteczku Arda- 
towie, gdzie obecnie przebywa moja żona. — Jaro¬ 
sław Dąbrowski, sztabs-kapitan 16 artyleryjskiej 
brygady, zaliczony do generalnego sztabu. — Dnia 
Vi6 września 3 86-J roku, w Aleksandrowskiej cy¬ 
tadeli. u 

Na podaniu tern namiestnik własnoręcznie na¬ 
pisał następującą rezolucję: 

.Dnia 9 / 21 września 1«64 roku. Niezwłocznie 
ukończyć sprawę i wytłumaczyć się, dlaczego nie 
załatwiono jej dotychczas! 

Hrabia Berg. u 



Nie triu/ne było wynalezienie powodów, dla 
których tak długo więziono tego ważnego prze¬ 
stępcę. Odpowiedziano, że był potrzebny dla kon- 
frpntacyi ż innymi więźniami. Namiestnik wyja¬ 
śnieniem tern zadowolnił się i powiedział: „w istocie 
Dąbrowskiemu powinno być zupełnie obojętne, czy 
króciej, czy dłużej przeciągnie się jego sprawa* gdyż 
ostatecznie zawsze czeka go szubienica, jako człon¬ 
ka aż pięciu różnych rządów T narodowych, a przy- 
tem poszlako wanego także i o inne sprawju tero- 
rystyczne! 

Mimo to, gdy przyszło do konfirmacyi wyroku 
śmierci, namiestnik zmienił takowy na „pozbawie¬ 
nie Dąbrowskiego praw 7 stanu, szlachectwa, oficer¬ 
skiego" stopnia, medalu i orderu świętego Stanisła¬ 
wa. i zesłanie do ciężkich robót na lat piętnaście, 
połączone z konfiskatą wszelkiego, bądź to odzie¬ 
dziczanego, bądź osobiście nabytego mienia! a 

Dnia 19 listopada lbt>4 roku wywieziono Dą¬ 
browskiego do Moskwy, oddano go w r ręce tamtej¬ 
szego generał-gubernatora i osadzono tymczasowo 
w więzieniu na „Kołomażnym dworze,” skąd przy 
pomocy kilku dzielnych ludzi, Polaków i Bosyan, 
Dąbrowski szczęśliwie uciekł! 

Z oficyalnych i prywatnych źródeł o ucieczce 
tej potrafiliśmy zebrać następujące szczegóły: 

Od pierwszych chwil pow T stania, jak tylko za¬ 
częły przechodzić przez Moskwę partye pędzonych 
na" Sybir Polaków 7 , w pobliżu Kołomażnego dworu, 
gdzie było etapowde więzienie, wr jednym z przyle¬ 
głych zaułków powstała polska garkuchnia. Wię¬ 
źniom, należącym do majętniejszych warstw społe¬ 
czeństwa, pozwalano brać jadło z tej garkuchni. 
Jedzenie przynosiły służące Polki, których było 
siedem. Na jadalnię przeznaczona była oddzielna 
izba obok bramy wchodowej. Otóż pewnego dnia 
jedna ze służących przyniosła w koszyku pod ta¬ 
lerzami ubranie kobiece, w które się w czasie obia- 



clu przebrał Dąbrowski, i, otuliwszy głowę i twarz 
chustką, wyszedł spokojnie przez turtkę więzienną 
wraz z iimeiui służącemi. Szyldwach nie dostrzegł 
przebrania, tem bardziej, że Dąbrowski nikły i ma¬ 
łego wzrostu, więc się niczem nie różnił od innych 
kobiet, a wchodzących i wychodzących sług nie 
liczono wcale, gdyż nie było na ro wyraźnego prze¬ 
pisu, a gdyby nawet taki przepis istniał, to można 
być pewnym, że z czasem poszedłby w zapomnie¬ 
nie. 

Na razie ukryty- w kuchni zbieg- dostał się 
wieczorem do mieszkania niejakiego fezestakowieza, 
ucznia kazańskiego gimnazyum, u którego przemie- 
szkał przez cały grudzień 18(54 roku, odwiedzając 
dawnych swych i nowych rosyjskich przyjaciół, 
a nawet bywając w publicznych lokalach. Dnia 13 
stycznia 18(55 roku wyjechał do Petersburga, gdzie 
wkrótce wystarał się o paszport pod przybranem 
nazwiskiem i spokojnie przez Finlandyę dostał się 
do Szwecyi. Ze Sztokholmu miał napisać list do 
redaktora Moskowskich wiedomosti ., Katkowa, że 
„licząc na niedołęstwo rosyjskiej policyi, jeździł do 
Ąrdatowa i, zabrawszy z tam tą d żonę, razem z nią 
wyjechał za granice 1 J. Jednak była to tylko prze- 


Ł ) Taka jest relacya generała l)ehna, wysianego umyśl¬ 
nie z Petersburga do Moskwy i \rdntowa, dla zbadania oko¬ 
liczności ucieczki Dąbrowskiego i jego żony. W Moskwie je¬ 
dnak inaczej tę rzecz opowiadano autorowi. 

Z Kołomażnego dworu wodzono zwykle więźniów do 
łaźni publiczni-j przy Kamiennym moście. Przed nadejściem 
do łaźni partyi więźniów, w której by 1 Dąbrowski, przyszło do 
łaźni towarzystwo mężczyzn, należących do wyższych klas 
społecznych, sądząc po pięknych futrach i bobrowy ch czap¬ 
kach. W łaźni nic chciano ich wpuścić, tłómaeząc się, że la¬ 
da chwila maja nadejść więźniowie, i że dopiero po paru go¬ 
dzinach łaźnią będzie otwartą dla publiczności. 

— A prędko nadejdą ci więźniowie? 

— Oto już idą. 

— Czy można się im przypatrzeć? 

Biblioteka.—T. ^63. 




o 


66 


chwałka rewolucjonisty, chcącego zadrwić z rządu 
i wybitnego rosyjskiego dziennika. Ardatowie 
Dąbrowski nie był, żonę zaś jego wykradł i wy¬ 
wiózł za granice przyjaciel jego, dymisjonowany 
ofi#er jazdy, Ozierow, który już na stałe pozostał 
na emigracyi. Niejaki Hercyn fakt wykradzenia 
Dąbrowskiej opisuje z następującymi szczegółami: 

„W Ardatowie oczekiwano gubernatora i cała 
policya zajęta była przygotowaniami na przyjęcie 
zwierzchnika. Tego samego dnia przybył na po¬ 
cztę z klasztoru sarowskiego, odległego o 30 wiorst 
od Ardatow r a, jakiś kupiec, czy też zamożny miesz¬ 
czanin, i, zmieniwszy konie, wyjechał ku wsi Pa¬ 
włowo, w której jest przystań parostatków' pasa¬ 
żerskich. Na trzeciej wiorście za Ardatowsm, ja¬ 
dący dopedził kobietę idącą drogą, jakby dążącą 
na odpust. Ta zaczęła się uskarżać, że idzie z bar¬ 
dzo dalekich stron, że jest bardzo zmęczoną i zu¬ 
pełnie z sił opadła, prosiła więc, by ją nieco pod¬ 
wieźć. kupiec się zgodził i zabrał z sobą do Pa¬ 
włowa, gdzie oboje na parostatek wsiedli 1 ) 77 . 

O ówczesnem życiu i zwyczajach w Ardato¬ 
wie generał Dehn pisze, że Polacy burmistrzowali 
tam, jak w r e własnym kraju. Zebrało się ich tam 

i 


— Czemu nie! nikt nie broni. 

Część towarzystwa w bobrowych czapkach zatrzymała 
sie w ciemnem przejściu, cześć zaś stanęła przed drzwiami, 
przypatrzując się ciekawie więźniom, wchodzącym po jednemu 
do korytarza. W przejściu zarzucono na Dąbrowskiego futro 
i podano mu czapkę, w tern przebraniu przyłączył stę do cie¬ 
kawych i wraz z nimi odszedł i zniknął w pomroce wieczor¬ 
nej. W Moskwie czas jakiś miał mieszkać u jakiejś znako¬ 
mitszej osobistości, rozgoryczonej na rząd i popierającej wszysts- 
ko, co stało z tym rządem w opozycyi. Kątków, donosząc 
o ucieczce Dąbrowskiego, wyrażał przekonanie, że go nieba 
wem policya wyśledzi. Sami jednak zapewnienia tego w źró¬ 
dłach drukowanych nie mogliśmy odszukać, równie jak i listu 

Dąbrowskiego do Kątków a. 

t) Rushaja Starina , z kwietnia 1880 roku, strona 851. 



\ 


67 


do 120 rodzin. Liczne wyższe posady rządowe, 
szczególnie w sądownictwie, były przez nich zaję¬ 
te. Jedyna apteka należała także do Polaka, i ten 
ułatwiał stosunki zesłańców z ich rodzinami i cah w 
światem. Listy swe zwykle oddawali zesłani Pola¬ 
cy aptekarzowi i przez niego otrzymywali odpowie¬ 
dzi. Y\ iedziała o tern doskonale i jawna i tajna 
polieya, lecz ani myślała temu zapobiedz. Pomi¬ 
mo woli budzi się pytanie, czy to wszystko urządzi¬ 
ło się wypadkiem, wskutek znanej ociężałości władz 
miejscowych, czy też było tolerowane rozmyślnie? 
A gdy tak rzeczy stały, jak mógł rząd wybrać to 
mianowicie miasto na miejsce pobytu dla żony 
Dąbrowskiego? 

Rozstając się z Dąbrowskim, jako mieszkań¬ 
cem i poddanym rosyjskim, jako z byłym rosyjskim 
oficerem, musimy dodać, że w sześć lat po tylko 
co opisanych wypadkach, a mianowicie w maju, 
lb71 roku, spotykamy tego śmiałego, lecz niespo¬ 
kojnego człowieka na czele sil zbrojnych paryskiej 
komuny po prawym brzegu Sekwany, podczas gdy 
na lewym brzegu i w fortach Yanvre, Issy i Mont- 
Eouge ” dowodził inny bohater Litwy, pułkownik 
VYalery r Wróblewski. 

Dnia 23 maja Dąbrowski, walcząc z wkracza- 
lącyrni W ersałczykami na ulicy Myrrha, został ra¬ 
niony w T brzuch śmiertelnie odłamem granatu. 
Odniesiony do szpitala Lariboisiere, tam w parę 
godzin życia dokonał. Zwłoki jego z rozporządze¬ 
nia komuny wystawiono w r ratuszu, owinięte czer¬ 
wonym sztandarem, i dnia 25 maja uroczyście po¬ 
chowano na cmentarzu Pere-Lachaise, w r obecności 
brata Teofila, kilku członków' komuny i oddziału 
gwardyi narodow T ej, oddającej ostatnie honory woj¬ 
skowe. Znany publicysta i członek komuny, Yer- 
mozel, nad grobem wygłosił mow^ę pogrzebową 1 ). 

!) htsłoire de Commune de i8jj par M. Lissagaray, 
1870 r., str. 308—369 i 380—381.—P. Silczewskij napisał krot- 



68 


Wróblewski w przebraniu uszedł z Paryża do 
Anglii i został w Londynie prezesem polskiego re- 
woiucyjno-socyalistyeznego stowarzyszenia „Lud, tt 
Kolej teraz na opowiedzenie losów Landow¬ 
skiego. Po ucieczce z wiezienia, ujęty ponownie 
dnia 26 lutego 1864 roku przez kozaków i odsta¬ 
wiony do Warszawy, został jednocześnie z Pawłem 
Ekkertem skazany na śmierć. Matka jego tratiła 
w Kissingen do cesarzowej i za jej przyczyną namiest¬ 
nik zamienił karę szubienicy na dożywotnie ciężkie 
roboty obu skazańcom, gdyż nie wy padało mniej won¬ 
nego wieszać, gdy główny przestępca miał być uła¬ 
skawiony 1 ). ^ 

Pod szubienicą odczytano skazańcom akt uła¬ 
skawienia. Usłyszawszy to rzucili się nawzajem 
w objęcia i serdecznie uściskali. 

Paweł Landowski, zesłany do warzelni soli 
w Arkatui, w 1875 roku, wystarał się o paszport, 
wystawiony na imię jakiegoś doktora, i za tym pa¬ 
szportem przejechał całą Syberyę, rewidując po dro¬ 
dze apteki i szpitale, a następnie zbiegł do Pary- 


kie biograficzne wspomnienie o Dąbrowskim dla encyklopedyi 
podręcznej T. Telia. Dodatek. St. Petersburg 1875 r. zeszyt 
I, str. 345.—Patrz również artykuł Watsona Epilog wojny 
prusho-Jrancuskiej , szkic historyi komuny z 1871 roku. St. 
Petersburg, 1870 r., str. 164. 

*) W czasie przechadzki cesarzowej po parku w Kissin¬ 
gen, nagle jakaś kobieta w czerni, przeciskając się przez ota¬ 
czających, padła jej do nóg, płacząc i wśród łkania mówiąc 
coś niewyraźnie... Cesarzowa kazała rozpytać się te „czarną 
kobietę" o co prosi, a gdy jej wyjaśniono, źc to matka Polka, 
błagająca za swym niepełnoletnim jeszcze, jedynym synem, któ¬ 
ry .ulegając namowom towarzyszy, niedoświadczony, poszedł do 
powstania i teraz dostał się do cytadeli, obwiniony o straszli¬ 
we zbrodnie, których nie popełnił... że matka wcale go nie 
uniewinnia i nie broni, lecz tylko błaga, by przy wymierzaniu 
kary uwzględniono, że to jeszcze chłopak miody, i nic doj¬ 
rzały i nie skończony człowiek. Cesarzowa poleciła zapytać na 
miestnika, czy nie możnaby Landowskiego łaskawiej osądzić. 






ża t zkącl przysłał swym towarzyszom niedoli własne 

. fotografie-. 

W połowie lutego 1*65 roku rozstrzygnął się 
los ostatniej wybitnej osobistości powstania 1863 
roku. Dnia 17 lutego o godzinie 10 przed połu¬ 
dniem na stoku cytadeli wieszano Waszkowski ego 
wraz z Emanuelem Szafarczykiern, naczelnikiem war¬ 
szawskich sztyletników. 

Szafarczyk, zwykły zbój z rzemiosła, mały, ni¬ 
kły, o żółtawej cerze, ze złośliwym i bazyliszko¬ 
wym wyrazem twarzy, i w ostatniej chwili zacho¬ 
wał się tak, jak po takim nędzniku można się by¬ 
ło spodziewać. Złorzeczył, pienił się i szamotał, 
a patrząc na Waszkowskiego, wołał: r to on to spra¬ 
wił! on nas do wszystkiego namawiał! ja nie wi- 
nien! .ta człowiek prosty, wierny sługa cesarza!" 

Waszkowski, jakby nie słyszał tvr*h krzyków, 
spokojnie spoglądał z walu tortecznego na zebrane 
tłumy ludu, a tylko w oczach i kredowo-białej twa¬ 
rzy znać było pewne wzruszenie Ubrany był w le¬ 
tni, czarny surducik, pomimo przejmującego zimna- 
głowę miał odkrytą, a w twarzy zmiany wielkiej 
nie można było dostrzedz. 

Pierwszego wieszano Szafaręzyka. len bronił 
się, podgiął nogi i tein utrudniał nałożenie strycz¬ 
ka. Ody go nakoniec podniesiono do wysokości 
stryczka, co się nie obyło bez trudu, gdyż na dra¬ 
binie za mało było miejsca dla dwóch pomocników 
kata, w czasie nakładania fatalnej pętli Szafarczyk 
ukąsił kata w palec. 

Waszkowski do ostatniej chwili zachował się 

z największym spokojem. 

Była to ostatnia polityczna egzekucya w War- 
sawie z czasów powstania 1863 i 1864 roku. 

Wprawdzie jeszcze w 1868 r. rozstrzelano ko¬ 
zaka Pod hałustina, który dowodził oddziałem pod 
nazwiskiem „Uragana," lecz ten został osądzony 
na śmierć jako dezerter wojskowy. 




70 


A teraz nadeszła epoka, „przebudowania,” 
a raczej walenia i odbudowy z fundamentu gma¬ 
chów, tak misternie i pośpiesznie wzniesionych przez 
energicznego i śmiałego „polskiego budowniczego, 
co zwał się Wielopolskim. 

Szukano na wsze strony odpowiednich ludzi 
do tego trudnego zadania, które, jak fo sama natu¬ 
ra rzeczy wskazywała, musiało się rozpocząć od 
radykalnej reformy stosunków włościańskich, a / 
dlatego, że sprawa ta przeprowadzana w cesarstwie, 
musiała być jednocześnie załatwioną i w królestwie 
Polskiem, a po wtóre, że na powstaniu najbardziej 
ucierpieli włościanie, którzy tego powstania nie 
chcieli i wcale go nie wywoływali. Zresztą nale¬ 
żało włościan przedewszystkiem zjednać, podać im 
pomocną rękę do uwłaszczenia, gdyż wolność oso¬ 
bistą już przedtem mieli sobie nadaną. 

Jako najodpowiedniejszych opinia ogółu, a prze¬ 
dewszystkiem cesarz uznali mężów, którzy już przy 
rozwiązaniu tej kwestyi w Kosy i wybitne zajęli sta- 
ro v Byli to: M. A. Milutm, książę W. A. 
Oz kas kij i I. F. .Samarin. Cesarz już nieraz zwra¬ 
cał na nich swoją uw r agę i chciał im zlecić to za¬ 
danie, lecz... zawsze go coś powstrzymywało. Oni 
uchodzili za zdeklarowanych liberałów. Dla niko¬ 
go nie było tajemnicą, że Czerkaskij niejednokro¬ 
tnie woził do Londynu materyały dla Herzenow- 
skiego Kołokoła , i że był zaprzyjaźniony z wielo¬ 
ma malkontentami w Rosvi i za granicą. Samarin 
był nawet więziony w twierdzy Petropawłowskiej 
za jakieś rewelacye, wydobyte z archiwów finlandz¬ 
kich '). 

Do Milutina cesarz czuł żal i urazę, że w swo¬ 
im czasie nie przyjął proponowanego mu stanowi- 


i) Samarin pozostawał czas jakiś jako urzędnik do szcze¬ 
gólnych poruczeh przy księciu Suworowie, gdy ten był gene- 
rał-gubernatorem finlandzkim. Suworow pomimo swych prze- 


71 


ska naczelnika zarządu cywilnego w Królestwie Pol- 
skiem.—Nadto w Petersburgu i w Moskwie ludzie 
ci mieli licznych i wpływowych wrogów, jako za¬ 
ciekli doktrynerzy, na włos nie odstępujący od raz 
przyjętych zasad. 

Jedynie jeszcze Milutin, więcej obyty ze spra¬ 
wami i z siwiejącym włosem, zdobywał się, od cza¬ 
su do czasu, na jakieś ustępstwo, lecz Czerkaskij 
nigdy i nikomu nie zwykł ustępować. Samarina 
nie lubiono za jego oschły, opryskliwy i nieprzy¬ 
stępny sposób obejścia się, szyderczy i złośliwy 
uśmiech nie schodził z jego twarzy, która zdawała 
się mówić każdemu: „czyż tobie wdawać się w są¬ 
dy o rzeczach?/ 4 gdy wszystko co powiesz, jest wie- 
rutnem głupstwem! 44 ... Zresztą wszyscy, którzy ich 
bliżej znali, byli przeświadczeni, że cały ich libe¬ 
ralizm polega tylko na słowach, i że niech tylko 
dorwą się władzy, a staną się odraza najgorszymi 
despotami. Opracowanie ustawy ostatecznie można 
im jeszcze polecić, lecz inna rzecz, oddanie w ich 
ręce wykonania i zastosowania takowej... Burzenie 
burzeniu nie równe! 

W Polsce burzenie należało przeprowadzać 
z nadzwyczajną rozwagą i oględności, do tego zaś 
ci panowie najmniej byli zdolni. Byli nawet tacy, 
którzy twierdzili, że to są Murawiewowie, nieco 
tylko cywilizowańsi niż wileńska bestya!.. 

Znaleźli się i tacy, i to bardzo liczni, którzy 
wprost odradzali cesarzowi poruczania tym panom 
inisyi przekształcenia Polski. Były to te same oso- 


konań liberalnych kazał go jednak uwięzić, i tylko wielkim 
staraniom jakiejś swej babki zawdzięcza, że się wydostał z ey r - 
tadeli. Gdy go wyprowadzono z kazamaty na świeże powie¬ 
trze, w pierwszej oliwili zemdlał... Następnie otrzymał posłu¬ 
chanie u cesarza Mikołaja dla podziękowania za ułaskawie¬ 
nie. „Dziękuj Bogu, że na tern się skończyło, wyrzekł cesarz, 
innych zapominają!..* 1 


bistości, które uprzedzały cesarza przeciw Murawie- 
wowi w 1863 roku. Cesarz się wahał, lecz tak, jak 
wówczas ostatecznie poszedł za pierwszym popę¬ 
dem. Stłumił w sobie niechęć do Aliłutina i jemu 
poruczył naczelny kierunek wszelkich reform w kró¬ 
lestwie Polskiem, pozostawiając mu zupełną swobo¬ 
dę w doborze pomocników 1 ). 

Milutin na razie powołał do współpracownic^ 
twa: Czerkaskiego, Samarina. byłego tobolskiego gu¬ 
bernatora, Arsymowicza i senatora Sołowiewa, i ra¬ 
zem z nimi wyjechał do Warszawy w październiku 
1863 roku, chcąc się naprzód rozpatrzyć w stosun¬ 
kach i zebrać potrzebne informaeye. 

Przyjezdni, zachowując prywatny charakter, 
zajęli kilka skromnych pokoi w hotelu Europej¬ 
skim i po złożeniu wizyt prawie nigdzie nie wycho¬ 
dzili, odbierając wciąż odwiedziny osób, mogących 
ich poinformować o rzeczywistych stosunkach kra¬ 
ju. — Informacyi tych dostarczali przeważnie: rze¬ 
czywisty radca stanu Gudowski, dyrektor departa¬ 
mentu administracyi ogólnej 2 /; radca stanu Łuszczew¬ 
ski, dyrektor departamentu przemysłowego i fetum- 
mer, naczelnik wydziału w sekcyi włościańskiej. 

Każdego z nich wypytywano pilnie przez dni 
kilka w gabinecie Milutina, w końcu zaś zażądano 
przedstawienia memoryału co do spraw' odnośnego za¬ 
rządu, niemniej propozycji co do zmian, jakieby 
uważali za konieczne. Najtrudniejsze zadanie przy¬ 
padło w udziale Gudowskieinu, który miał ująć 
ustawodawczo obowiązki wójtów' gminnych, organi- 


1) Milutin zażądał upoważnienia do powoływania do 
Królestwa Polskiego nawet skompromitowanych, dodając, że 
tacy najgorliwiej służą. Cesarz zgodził się i na to. Akta 
sprawy dwóch urzędników, więzionych najprzód w III wyalzia- 
le, a następnie w Petropawłowsklej twierdzy, zaledwie mogły 
być odszukane. 

2 ) Następnie senator i prezes warszawskich teatrów. 



73 



zacyę zarządów powiatowych i gubernialnych, oraz 
wskazać środki, mające zabezpieczyć, by na przy¬ 
szłość nie obywatele ziemscy, lecz wyłącznie włoś¬ 
cianie bywali wybierani na wójtów gminnych. Ale- 
moryały te wydrukowano kosztem rządu w stu 
egzemplarzach, które stanowią obecnie jedną z naj¬ 
większych bibliograficznych rzadkości. 

Po całomiesięcznym pobycie w W arszawie, 
Milutin ze swym sztabem wrócił do Petersburga, 
i tam w ciągu dalszych czterech miesięcy na pod¬ 
stawie zebranych danych opracował cały plan re¬ 
form, mających przekształcić dotychczasowy ustrój 
Królestwa Polskiego. 

Przede wszystkiem dla spraw włościańskich 
i urządzeń gminnych ustanawiano nową administruj 
eyjną władzę i nazwano ją „komitetem urządzają¬ 
cym,^ który pod przewodnictwem namiestnika miał 
się składać z członków przez cesarza mianowanych 
i z osób specyalnie i czasowo do poszczególnych 
spraw powoływanych. Jeden z członków miał ty¬ 
tuł: „Zawiadującego sprawami komitetu urządza- 
jącego. 

W każdej gubernii, których liczbę zwiększano 
do dziesięciu, miała być ustanowioną komisy a dla 
spraw włościańskich, bezpośrednio podległa komite¬ 
towi urządzającemu. 

Komisye składały się z prezesa, jego zastęp¬ 
cy i 4 do 8 komisarzy włościańskich, po jednym 
na powiat, których liczbę także pomnażano z 39 na 
85. Komisye były zarazem organem wykonawczym 
komitetu. 

Wreszcie w Warszawie miała powstać komi- 
sya likwidacyjna, złożona z prezesa i trzech człon¬ 
ków, mająca przeprowadzić cały proces wynagro¬ 
dzenia właścicieli ziemskich za straty spowodowa¬ 
ne przez uwłaszczenie włościan. Ona miała się za¬ 
jąć sporządzeniem, wypłatą, oprocentowaniem i lo- 


i 



74 


sowaniem listów likwidacyjnych, w których wyna¬ 
grodzenie to było wypłacane. 

Włościanie za rzekomy wierność i przychyl¬ 
ność dla rządu otrzymywali na własność wszystko, 
co jakimbądź tytułem posiadali przed reformą, bez 
względu na prawne stosunki tego posiadania. .Nadto 
nadawano im znaczne przywileje, nazwane serwitu¬ 
tami, a uprawniające ich do paszenia swych trzód 
na gruntach większej posiadłości, do wrębu w la¬ 
sach dworskich i t. d. i t. d. Obywatel nie miał 
prawa sprzedać na wyrąb lasu obarczonego serwi¬ 
tutem gminnym. Postanowiono naw r et oddać na 
własność mieszkania dw orskiej czeladzi i grunta do¬ 
dawane parobkom do ordynaryi wśród łanów dwor¬ 
skich. Również zamierzono uwłaszczyć kolonistów". 

Następnie zaprowadzano mnóstwo szkółek 
wiejskich z językiem wykładowym rosyjskim, któ¬ 
ry miał zostać w r yłącznie obowiązującym we wszyst¬ 
kich wdadzach i urzędach Królestwa Polskiego. 
Bankowi Polskiemu odejmowano prawo emisyi ban¬ 
knotów. Wreszcie duchowieństwu katolickiemu odej¬ 
mowano dotychczasowe uposażenie, zamieniając je 
na stałą pensyę, przez co pozbawiano je wszelkiej 
materyalnej niezależności. Klasztory, jako główne 
ogniska nieprzyjemnej dla rządu propagandy, miały 
być zniesione, rozległe zaś ich posiadłości ulegały 
konfiskacie. Tytuły kościołów' klasztornych znosiły 
się, natomiast otrzymać miały wezwania od św r . Pa¬ 
tronów. Zakonnicy życzący pozostać przy koście¬ 
le, musieli się sekularyzow r ae. Innych zwożono do kla¬ 
sztorów, utrzymanych do czasu wymarcia członków 
zgromadzeń zakonnych. Taki był mniej więcej 
pierwotny plan reform. Ramy te z czasem mogły 
się dowolnie rozszerzać lub ścieśniać *).—Cesarz za- 

_._i_ 


2 ) Tak naprzykład, ustanowiono następnie w listopadzie 
1S65 r. w WarszaWie koinisyc centralną dla spraw włościań¬ 
skich, prezesem której został senator Soł.owięw, Przy komite-. 



twierdził projekt, wydano odpowiednie ukazy, i Mi¬ 
la tin w marcu 1864 r. z najbliższem swem otocze¬ 
niem wyruszył do Warszawy z nominacyą na se¬ 
kretarza stanu dla spraw Królestwa Polskiego. 
Czerkaskij został głównym dyrektorem komisyi spraw 
wewnętrznych J ); głównym dyrektorem w komisyi 
oświaty został rzeczywisty radca stanu Witte, 
przedtem pomocnik kuratora kijowskiego okręgu 
naukowego, głównym dyrektorem komisyi skarbu 
zamianowano znanego finansistę A. I. Koszelewa, 
zagorzałego sławianofila, chodzącego w czerwonej 
koszuli bez kołnierza, w kaftanie i długich butach. 
Jedynie w komisyi sprawiedliwości pozostawiono 
P ol aka, Ma1 ko wsk i ego. 

Milutin zamieszkał w pałacu Briibłowskim, zaj¬ 
mując dawne mieszkanie Wielopolskiego; Czerkaskij 
ulokował sic w tak zwanym pałacu Mostowskich, 
przy ulicy Przejazd. 

Wkrótce zaczęli napływać do Warszawy różni 
urzędnicy, zwerbowani przez Milutina. W arszawia- 
nie oglądali tych nieproszonych gości z bazyliszko¬ 
wą ciekawością, i spostrzegli natychmiast, że to ja¬ 
cyś inni, wcale niepodobni do dawnych Kosyan,już 
zaaklimatyzowanych. Nowoprzybyli wyróżniali się 
swemi petersburskiemi cylindrami, czerwonemi ręka¬ 
wiczkami, a nawet nzvonomie ich wyróżniały się 
czeinś ostre iii i wyzvwającem. VI e nawet i miejs¬ 
cowi Rosyanie jakoś nie nazbyt łaskawie spogląda¬ 
li na tych nowych przybyszów, gam Milutin miał 
niemiłe zajście z dyrektorem kancełaryi namiestni¬ 
kowskiej, tajnym radcą Czesiilinem, który z tytułu 
dokładnej znajomości miejscowych stosunków uwa- 


cie urządzającym powstała komisy a jurydyczna pod przewo¬ 
dnictw ein Arsyinowieza, potom rzeczywistego radcy stanu Iwa¬ 
nowa, a nakoniec rzeczy widego radcy stanu Gołoweewa. 

1) Podobno stanowisko to ofiarowywano Samarincwi, 
l**cz ten go nie przyjął. 


żal się za niezbędnego. Przywykł, że każdy przyby¬ 
wający do Królestwa Polskiego dygnitarz przede- 
wszystkiem prosił go p informacye, chociażby tyl¬ 
ko dla zaspokojenia ciekawości. Jakżeż teraz mo¬ 
gli go omijać ludzie przysłani w tak ważnych spra¬ 
wach, a nieobeznani zupełnie z miejscowemi właści¬ 
wościami i stosunkami? Hawryło Iwaribwicz nieje¬ 
dną dobrą rade już nawet zawczasu przygotowały 
gdy przy pierwszem zetknięciu się z Milutincm usły¬ 
szał następujący przytyk: 

— Panu najmniej mogę zaufać, gdyż ani spo¬ 
strzegłeś. iak się sam opolaczyłeś! Nam potrze¬ 
bny czysto rosyjski pogląd na sprawę, bez żadnych 
zachodnich domieszek!.. 

— Ja zaś sądzę, ekscclencyo—odparł dotknię¬ 
ty do żywego Czestilin—że tacy spolaczeni Rosya- 
nie teraz potrzebniejsi są rządowi tu, w Królestwie 
Polskiem, niż ci, bez żadnych dodatków, czystej 
krwi Rosyanie, o których wasza ekscelencya wspo¬ 
mniałeś! 

Od tej chwili Czestilin stale unikał wszelkich 
stosunków" z Milutinem, tak, że ten w końcu widział 
się zmuszonym przeprosić go. 

Każdy przyzna, że wybryk Milutina był nie na 
miejscu, a tem mniej polityczny. Po co bez potrze¬ 
by, dla dogodzenia świerzbiączce języka, zrażać 
człowieka, za którym stało pewne stronnictwo 
w rządzie, a tem samem przedstawiającego pewną 
siłę. Zwolennicy Czestiłina nie omieszkali rozgło¬ 
sić po Warszawie, że „Milutin i Czerkaskij rad nie 
potrzebują, że oni już w wagonie, jadąc z Peter¬ 
sburga do Warszawy, rozstrzygnęli wszelkie najza¬ 
wilsze kwestye, oczekujące od tak dawna na roz¬ 
strzygnięcie w tym kraju!”—Powtarzano to długo, 
przez lat kilka... 

Nieporozumienie to nie ustało naw re t i wted y, 
gdy na prezesa komisyi likwidacyjnej Milutin p o- 
wołat serdecznego przyjaciela Czestiłina, niejakie go 


r* 

< < 

Iwana Mikołajewicza Andrejewa, człowieka zupełnie 
nieudolnego, nienawykłego do pracy i oddającego 
się z zamiłowaniem jedynie grze w karty. Ąndrejew 
kończył już swe lata służby i miał pójść na emery¬ 
turę, a prezes komisy! likwidacyjnej pobierał 5.000 
rubli sr. rocznie stałej płacy. 

_ \ 

V 

Po kilku naradach ] ) i zasiągnięciu najniezbę¬ 
dniejszych informacyi, Milutin w towarzystwie Czer- 
kaskiego, Soło wiewa, Samarina i adjutanta skrzy- 
dłowego Annenkowa, wyjechał na prowiucyę dla 
przypatrzenia się na miejscu stosunkom społecznym 
które wkrótce mieli tak z gruntu przeistaczać. Po¬ 
dróżnym towarzyszyła liczna eskorta, gdyż chodziły 
pogłoski, że oddziały powstańcze nie ustąpiły jesz¬ 
cze z gór i lasów Królestwa Polskiego. 

W tej podróży Milutin i jego towarzysze na¬ 
brali przekonania, że im wypadnie bez porówmania 
w ięcej burzyć, niż to w Petersburgu przypuszczali... 

Za powrotem do Warszawy w r spólnemi siłami 
ułożono sprawozdanie, kilku tomowy memoryał, wy¬ 
drukowany w kilkunastu, czy też w kilkudziesięciu 
egzemplarzach pod tytułem: Dochodzenia przepro- 


‘) Natady te odbywały się czasem na balkonie w daw- 
nem mieszkaniu Wielopolskiego. Raz takie zebranie trwało 
od godziny 10-tcj wieczorem przez całą noc, do białego dnia... 
inne posiedzenia (bardzo podobne do narad konwentu z cza- 
sów r pierwszej francuskiej rewolucj i) gromadziły do stu i wię¬ 
cej osób, i odbj wały się w białej sali pałacu. Tam się cisnęli 
najrozmaitsi niżsi urzędnicy, młodsi i starsi, wojskowi i cjwil- 
ni; prezesowie komisji włościańskich, komisarze, i t. p.; jedni 
w mundurach, drudzy we frakach lub surdutach. Wszystko to 
było nader ożj\vione 7 nie zważano na żadną etykietę, palono, 
sprzeczano się gwarnie miedzy sobą, a nieraz i gospodarzem. 
Między wszj tkirai atoli odznaczał się skrajnością swych po¬ 
glądów młody prawnik Szj T szkin. Milutin lubial przysiadać się 
do grup, w których rozprawiał ten zaj.adł; członek „kon- 
wentu u ... 


» 




wadzone w 1 H 64 roku w Królestwie Polskiem 
z rozkazu Najjaśniejszego Pana, pod kierownic¬ 
twem senatora Milutina , sekretarza stanu dla 
spraw tegoż Królestwa. 

Z memoryałem tym Milutin odjechał do Pe¬ 
tersburga, zdając na Czerkaskiego r dalsze poranie 
się z mogącemi powstać przeszkodami i obronę pod¬ 
stawowych zasad zamierzanej reformy. w W razie 
groźnego niebezpieczeństwa Czerkaskij miał się od¬ 
wołać do Petersburga o pomoc. 

Zaczęła się gorączkowa praca. Waliły się 
w gruzy dawne urządzenia, w calem Królestwie 
Polskiem, rozległ się „płacz i zgrzytanie zębów, 4 ? 
W ielu komisarzy starało się odznaczyć. Nąigorli- 
wiej wziął się do dzieła komisarz Kaziu, pochodzą¬ 
cy z najniższych klas społeczeństwa, który naj¬ 
większe zadowolenie znajdował w „duszeniu pana, 44 
bez względu na pochodzenie lub narodowość. Du¬ 
sić, prześladować, mścić się za krzywdy swych 
przodków z czasów poddaństwa!.. Musiano go pręd¬ 
ko odwołać. Odwołano niebawem jeszcze i innych. 

System karania obywateli ziemskich, jako nie¬ 
dawnych i niepoprawnych buntowników w tera¬ 
źniejszości i przeszłości, za pomocą serwitutów, tej 
kości niezgody, rozmyślnie rzuconej przez reforma¬ 
torów 7 między dwa stany, by je poróżnić i raz na 
zawsze przeszkodzić jakiemukolwiek miedzy nimi 
zbliżeniu; system ten, który się zaraz ujawnił w kil¬ 
ku jaskrawych faktach i dotykalnie wykazał dalsze 
onego następstwa w r praktyce, wywołał powszechny 
okrzyk oburzenia nietylko w polskich, aie i czysto 
rosyjskich kołach. Namiestnik z licznymi swymi 
zwolennikami i potężnymi poplecznikami w Peter¬ 
sburgu stanęli po stronie uciśnionych. „To nir urzą¬ 
dzanie stosunków, powtarzano, to zupełna dezorga- 
nizaeyaP (Eto nie ustrojstwo , a razstrojstwo). 

Gdy po pogromie Pragi przybył do Warszawy 
Kepnin, w r imieniu cesarzowej ogłosił powszech- 



79 


ną amnestyę. Tak się postępowało zawsze i wszę¬ 
dzie. Stłumienie powstania wszystko pokrywa za¬ 
słoną. Zwykłe stosunki życia wracają i wszelkie 
stany zarówno są w społeczeństwie potrzebne, wspie¬ 
rając się i uzupełniając nawzajem. Ilząd ma my¬ 
śleć jedynie nad poprawieniem warunków bytu je¬ 
dnych i drugich, musi się okazać jednako sprawie¬ 
dliwym i dobroczynnym dla wszystkich. Natomiast 
cóż widzimy? 

Wojna jakby się jeszcze nie skończyła i rząd 
nie dla wszystkich istnieje. Jeszcze dopełnia się 
„karanie” z widocznym zamiarem zniszczenia i po¬ 
niżenia jednych, a zjednania i zbogacema drngicłn 
Urządzają się stosunki, na których wiecznie cierpieć 
będą rolnictwo i przemysł, te dwie podstawy b\tu 
krajowego ł ). I za co taka napaść? Za co ten po¬ 
grom jednego tylko stanu? Czy za to, że światlej- 
szy i inteligentniejszy jest bardziej dostępny dla 
wszelkich uczuć obywatelskich i patryotycznych? 
Lecz to są stosunki zwykłe i powszechne, zdarza¬ 
jące się wszędzie, gdzie są tylko zdobywcy i za¬ 
wojowani. Niech zdobywoa obchodzi się z podbi¬ 
tym sprawiedliwie, to powstań nie będzie! Nadto 
zaś jeszcze w obecnym wypadku, zdobywca, jakby 
z rozmysłu, pomagał rozwinięciu się prądów rewo¬ 
lucyjnych; głaskał i pozwalał na wszystko; drażnił 
i pobudzał wyobraźnię młodzików, zrów nał ich z do¬ 
rosłymi i jako takich traktował; a gdy w r reszcie 
wybuchło powitanie, walczył z niem najniedołęż¬ 
niej... i po tern wszjndkiem zwalać całą winę na 
obywatelstwo ziemskie! Gdzie sprawiedliwość? gdzie 
zdrowy zmysł polityczny? 


4 

x ) W praktyce okazało się, że w ordynacyi Zamoyskiej, 
posiadającej 300,000 morgów najpiękniejszych lasów, chłopi nie 
pozwalali administracji ściąć jednego drzewa, mówiąc, że im 
nie wystarczy na serwituty. Tymczasem utrzymanie samej 
straży leśnej kosztowało 250 tysięcy zip. rocznie. 




Chłop, tak dobrze jak szlachcic lub inteligen- 
cya miejska, robiłby rewolucyę, lecz tego nie po¬ 
trafi, gdyż ciemny, nieoświecony, bydło! Nigdzie to 
ciemne bydło, najniższa klasa społeczna, przyciśnię¬ 
ta do ziemi, nie znająca swej przeszłości, nie ode¬ 
grała wybitnej roli w przewrotach politycznych, wy¬ 
woływanych i przygotowywanych zawsze przez 
wyższe stany. Rewolucye polityczne to nie chłop¬ 
ska rzecz. Lecz podnieście trochę chłopa, oświeć¬ 
cie cokolwiek, podliczcie, a znajdziecie w nim naj¬ 
lepszy materyał rewolucyjny, materyał, jakiego 
napróżno szukali menerzy powstańczy. Dla powo¬ 
dzenia powstania potrzeba takich ludowych żywio¬ 
łów, nie zaś tych, które wegetowały po dworach 
i dworkach szlacheckich. I taki to mianowicie ele¬ 
ment starali sie wytworzyć z bydła chłopskiego pa¬ 
nowie Milutin, Ozerkaskij et consorłes. Przyjdzie 
czas. że przyszli rewolucyoniści wypowiedzą tym 
reformatorom syvą w dzięczność 

Poniżenia zupełnego wyższych stanów, do cze¬ 
go zdawali się dążyć reformatorzy, nigdy nie da 
się osiągnąć, a przynajmniej nie w tym stopniu i nie 
w ten sposób, w jaki do tego zmierzali. Pomimo 
wszelkich usiłowań, polska arystokracya pozostanie 
zawsze najwyższym, najpotężniejszym i najbardziej 
wpływowym stanem w społeczeństwie. I niech jutro 
zjawi się jaki Zamoyski w Petersburgu, to znajdzie 
na swym stole tyle biletów wizytowych, ile ich zna¬ 
lazł pan Andrzej w jesieni 1862 r.... 

Podobne zdania dawały się słyszeć po War¬ 
szawie i ztamtąd rozchodziły się dalej. Namiestnik 
bacznie się wszystkiemu przypatrywał. Już wyżej 
powiedzieliśmy, że stanął w obronie uciśnionych. 


*) Autor wypowiedział raz Milutinowi to swój? zapa¬ 
trywanie. Milutin zamyślił się na chwilo, a potem odpowie¬ 
dział: „może w tern jest racya, co pan mówisz, lorz w danej 
chwili nie możemy Inaczej postępować!" 



81 - 


Do jego głosu przyłączały się prawie codzień nowe 
głosy z dawnej rosyjskiej kolonii w Królestwie Pol- 
skiem. Z każdym dniem stanowisko Czerkaskiego 
stawało się trudniejsze; byłoby nawet zupełnie nie¬ 
możliwe, gdyby go w Petersburgu nie osłaniał Mi¬ 
lutki, zdobywający coraz większy wpływ u cesarza. 
Aleksander II był nim zachwycony! Cokolwiek Mi- 
lutin przedstawił, wszystko znajdowało natychmia¬ 
stowe uznanie i potwierdzenie. Żadnych uwag ce¬ 
sarz nie przyjmował. 

N a leży nadto uwzględnić, że cesarz był nie¬ 
zmiernie dotknięty wypadkami ostatniego powsta¬ 
nia. Uważał to za swoją osobistą sprawę. Rzeko¬ 
ma zdrada Polaków osobiście go obrażała. „Tyle 
im dano, a jeszcze więcej przyrzeczone, a oni to 
wszystko brutalnie odtrącili i rzucili się w objęcia 
europejskich politycznych intrygantów. Kie wierzyć 
jemu, swemu monarsze, a dać się uwlec jakimś chi¬ 
merom i nieziszezalnym przywidzeniom. Mrzonkom 
tym poświęcić wszystko, aż nawet do ofiarowania 
Prusakom knezebekowskiej granicy! A z jaką cier¬ 
pliwością to wszystko znosił, działając wbrew swo¬ 
im”. Cesarz, nie zdając sobie z tego sprawy, dał 
się opanować uczuciu zemsty! Milutinowski pogląd 
ukarania szlachty trafił mu więc do przekonania. 
Gdy w 18(35 r. deputacya polskiego obywatelstwa 
stanęła przed nim po raz pierwszy po powstaniu, 
słowa, któremi ją powitał były bardzo gorzkie i do¬ 
tkliwe. Powtórzył jak wiadomo: Point de rereries , 
messieurs , point de rereries1 

Cesarz się mścił i to było powodem, że nie¬ 
równa walka czas jakiś na żadną nie przechylała 
się stronę. Zajścia, mimo to, bywały bardzo jaskra¬ 
we. Bywały chwile, że namiestnik tracił cierpliwość 
i przestawał panować nad sobą. 

Dyrektor Koszelew także nie był zwolenni¬ 
kiem takiego bezwzględnego burzenia i niszczenia 
wszystkiego, co było dobre; na posiedzeniach róż- 

Bibllotcka.—T. 463. 6 

t 

• ^ 


% 


82 


nyeh rad i komitetów, zbierających się na Zamku, 
i stawał po stronie namiestnika: „zburzyć gmach 
wznoszony przez wieki, opierający się na niespoży¬ 
tych fundamentach w społeczeństwie, a na jego miej¬ 
sce zbudować lichą, drewnianą budę, którą pierw¬ 
szy podmuch wichru na wsze strony rozniesie bez 
śladu: to ani praktycznie, ani politycznie, ale po- 
prostu głupio 3 ! , Zresztą, Koszelew przewidywał, że 
takie burzenie rozciągnie się i na jego wydział, urzą¬ 
dzony jeszcze przez księcia Lubeckiego i, o ile rząd 
w to się nie mieszał, funkcjonujący doskonale i nie 
potrzebujący żadnych przeistoczeń. Piorunował więc 
na posiedzeniach na- wszystko, co widział wkoło 
siebie, i w końcu zażądał uwolnienia. Był to czło¬ 
wiek bogaty, mający przeszło sto tysięcy rubli ro¬ 
cznego dochodu, niezależny i niewtajemniczony we 
wszelkie arkana służby rządowej 1 ). Po uzyskaniu 
dymisji wyjechał za granicę i tam ogłosił kilka 
broszur, ostro potępiających politykę rządową. Czer- 
kaskiemu i Milutinowi przepowiadał prędki upadek, 
jeśli nie pozbędą się sw r ej zarozumiałości. O Ozer- 
kaskim wyrażał się, że go nikt w Rosyi nie lubi, 
ale też naw T ząjem i on nikogo, prócz siebie, nie lu¬ 
bi, nie wyłączając własnych rodziców. Milutin przy- 
na mniej szczerze kochał ojca! 

Ranga rzeczywistego radcy stanu, z ominie 
ciem niższych stopni, oraz order św. Anny I-ej kla¬ 
sy, znacznie ułagodziły rozdrażnionego dygnitarza. 
Ostatecznie zaś wygładziła wszelkie nieporozumie¬ 
nia i położyło tamę dalszym wybuchom oburzenia 
łaskawe odezwanie się cesarza na jednym z dwor¬ 
skich balów T , podczas gdy obok stojącego Czerka- 
skiego monarcha zdaw r ał się nie dostrzegać. Kosze- 


*) Pensyę swa, wynoszącą U tysięcy rubli sr. rocznie, 
Koszelew przekazywał na rzecz biednych urzędników. Ofia¬ 
rowanej mu donacyi nie przyjął. Gdy wyjeżdnł z Warszawy, 
wielu żegnało go z< łzami, i to nietylko sami podwładni... 



lew dał spokój wszelkim broszurom i napo wrót zo¬ 
stał spokojnym riazaiiskim obywatelem wiejskim v ). 

Na jego miejsce zamianowano rzeczywistego 
radcę stanu Markusa, Niemca bezbarwnego, który 
był polecony przez namiestnika. Mimo to nieraz 
posiedzenia rady administracyjnej bywały burzliwe, 
np. z powodu zniesienia klasztorów w -1&G4 i\, lub 
gdy była rozpatrywana sprawa o zesłanie do Oren- 
burga biskupa suwalskiego, księdza Łubieńskiego 2 ;. 

Ozerkaskij już wówczas próbował podnieść 
sprawę przyłączenia ł*nitów w guberniach podla¬ 
skiej i luhelskiej do prawosławia, lecz natrafił na 
nieprzezwyciężone przeszkody. Poczyniono pewne 
ustępstwa przeciwnej par ty i w kwesty i urządzenia 


! ) Umarł w Moskwie dnia 24 li dopada 1883 roku. 

*) Posiedzenia rady administracyjnej odbywały się we 
wtorki i płatki na zamku. Komitet zaś urządzający zbierał 
się co najmniej raz na tydzień. Radę administracyjną zwinię¬ 
to ukazem z dnia )5-go czerwca 1867 roku, agendy jej prze¬ 
szły w zakres działania komitetu urządzającego. 

Klasztory zwykle zamykano po nocach. "W arszawk* 
zajeżdżał przed klasztor pomocnik generał-policmajstra, adyu- 
tant skrzydłowy Annenkow, w otoczeniu urzędników i żandar¬ 
mów. Zakonników lub zakonnice zwohwano do refektarza 
i ogłaszano im najwyższe postanowienie o kasacie klasztoru. 
Następnie każdego lub każda zapytywano z osobna, czy życzy 
pozostać w kraju, czy też wyjechać za granicę. Wyjeżdżający 
za granice otrzymywali po 150 rubli sr. na koszta podróży. 

Biskup Łubieński głownie przyczynił się do wyboru ks. 
Felińskiego na arcybiskupa-metropolitę warszawskiego. Księ¬ 
dza Łubieński ego podejrzy wano o utrzymywanie stosunkow r 
z Papieżem. W kołach towarzyskich nazywano go nawet 
wprost nuneyuszem, równie jak biskupa w rocławskiego, ks. For¬ 
stera w Prtisiech. (Patrz numer 138 Sowremiennych Izwiestij 
z 1875 roku i inne dzienniki współczesne).—Generałowi żandar- 
mery i, Molierowi, nakazano zrobić niespodzianą rewizy e u bi¬ 
skupa, a gdy w' domowej kaplicy, w ołtarzu znaleziono papie¬ 
ry ukryte, biskup miał się odezwać: „teraz możecie mnie dzie¬ 
sięć razy pow r iesić u . Berg żadał, by nie odsyłano wszystkiego 
do Petersburga, lecz nie usłuchano go. (Szczegóły udzielone 
przez B. I. Sehletzera, naczelnika tajnej policyi, któremu Mol¬ 
ier opowiadał całą swą nocna wyprawę do Suwałk). 



- 4 


84 

szkół. Namiestnik pragnął, by w niższych szkołach 
ludowych językiem wykładowym był jeżyk więk¬ 
szości dzieci du szkoły uczęszczających: rosyjski, 
polski, litewski lub niemiecki!). Milutin nie mógł 
nie uwzględnić tego żądania naczelnika kraju, lecz 
w celu zapobieżenia jakimkolwiek niepotrzebnym 
dodatkom, osobiście ułożył projekt ustawy i dnia 
11 września 1861 r. ogłosił ją jako rozporządzenie 
namiestnika. Na mocy tego rozporządzenia zorga¬ 
nizowano w Warszawie gimnazyum niemieckie, które, 
ciesząc się szczególniejszą opieką i troskliwością 
namiestnika i kuratora, stało się wkrótce najlepszą 
szkołą średnią w Warszawie, do której, kto tylko 
mógł. starał się posyłać swych chłopców, tak do¬ 
brze Niemcy, Żydzi i Polacy, jak sami Rosyanie, 
w Warszawie zamieszkali. Milutinowi czyniono za¬ 
rzuty za założenie tej szkoły. Czeski historyk Pa- 
lacky, przejeżdżając w 1861 r. przez Warszawę, po¬ 
wiedział: .Co robicie dobrego? własnemi rękami 
'podkładacie ogień pod własną strzechę! 11 Vle nikt 
z tych krytyków nie wiedział, ile sporów i walk 
wewnętrznych stoczyli Milutin i Czerkaskij z na¬ 
miestnikiem, zanim powstało w Warszawie szóste 
gimnazyum i to niemieckie! 

Obecnie gimnazyum to już nie istnieje i we 
wszystkich szkołach bez wyjątku zaprowadzono ję¬ 
zyk wykładowy rosyjski. 

W tej ciągłej walce z namiestnikiem i innymi 
opozycyjnymi żywiołami w Warszawie i Petersburgu, 
pomimo żelaznego zdrowia. Czerkaskij wyczerpywał 
swe siły. Szedł jednak dalej z uporem i wytrwa¬ 
łością, pracując bez wypoczynku całemi nocami, 
w' obawie, że lada chwila wszystko naraz może się 
zmienić... Czyż mało ku temu było powodów i sta¬ 
rań? Niechby tylko np. Milutina spotkała jaka ka- 


Namiestnikowi głównie chodziło o język niemiecki* 


ł 



»5 

tastrofa, gdyby zachorował, umarł, lub nawet tylko 
ustąpił... cesarz zaraz dostałby się pod inne wpły¬ 
wy.!. Dlatego Gzerkaskij naglił roboty, śpieszył o ile 
sił starczyło, by w tydzień uporać się z zadaniem, 
na które miesiące i lata były potrzebne. To też je¬ 
go podwładni, nic ożywieni tą samą przewodnią 
myślą, pragnący służyć spokojnie i wygodnie, uży¬ 
wać wypoczynków i urlopów, dla których noce in¬ 
ne miały przeznaczenie, niż prace z piórem w re¬ 
ku, głośno się użalali na tę katorżną pracę, której 
przykrość zdwajało brutalne postępowanie przełożo¬ 
nego, ciągłe wymówki, krzyki i łajania, a tych Czer- 
kaskij nie skąpił. 

Pierwszy nie wytrzymał tych „bezsennych no¬ 
cy” i prosił o uwolnienie rzeczywisty radca sta¬ 
nu Grygorjew, dyrektor kotnisyi spraw duchow¬ 
nych, zmuszony codziennie pracować z księciem. 
Gzerkaskij, przewidując, że trudno go będzie zastą¬ 
pić, a przyteni unikając skandalu, prosił go, by co¬ 
fnął swą dymisyę. Grygorjew atoli miał odpowie¬ 
dzieć: „Gdyby mi dano do wyboru szubienicę lub 
dalszą pracę pod Czerkaskim, wybrałbym bez wa¬ 
hania"szubienicę!” Czy słowa te były wypowiedzia¬ 
ne rzeczywiście, czy też powstały w bujnej fanta- 
zyi przyjaciół Czerkaskiego' trudno przesądzać. Po¬ 
wtarzano je jednak długo w Warszawie, a Grygo¬ 
rjew dyraisyi nie cofnął. 

Czerkąskij na dyrektora spraw duchownych 
powołał Kulisza, Rusina, autora Kuliszywki i Kra¬ 
szanki, który podówczas służył w komitecie urzą¬ 
dzającym, jako tłómaez na język polski nowo wyda¬ 
wanych praw i postanowień, a przytem prowadził ko¬ 
rektę obu tekstów. Kulisz zawarł z księciem orygi¬ 
nalną umowę, w której zastrzegł, że od północy do 
godziny 9-ej rano książę nie mógł go wzywać i za¬ 
trzymywać przy pracy r ). 


i Z władnych opowiadań hnlisza. 


Czcrkaskij przez parę miesięcy pamiętał o umo¬ 
wie, lecz potem, raz, o godzinie 2-iej w nocy posłał 
po Kulisza. Pracowali do rana. Kulisz nic nie po¬ 
wiedział. Po czterech dniach przyszło nowe wezwa¬ 
nie do nocnej pracy, następnie zaczęło się to coraz 
częściej powtarzać... Kulisz powielał się na umowę 
i poprosił o dymisyę. Książę dyinisyi nie przyjął, 
lecz zmęczonego dyrektora wyprawił na wypoczy¬ 
nek do Paryża, naturalnie wyposażając go odpowie¬ 
dniemu funduszami. 

Czy Kulisz dojechał do Paryża? historya mil¬ 
czy. To tylko pewna, że czas jakiś bardzo mile 
spędził wśród swych przyjaciół Rusinów, galicyj¬ 
skich chachłów we Lwowie. Odbywały się tam ja¬ 
kieś tajne narady, a po powrocie nawiązała się 
bardzo ożywiona korespondeneya pod pieczęcią dy- 
.rektora spraw duchowanych, którą uważano za nie¬ 
naruszalną. Lecz... pieczęcie były z miękkiego i ła- 
two topliwego laku... Kulisz otrzymał uwolnienie 
i w rócił do sw ego futoru nad Dnieprem, gdzie w s za¬ 
pełń em odosobnienia przemieszkal do 1882 r. pra¬ 
wie 16 lat. Następnie wyjechał do Calicyi. Tłóma- 
czył na język ruski Shakespearea, pisywał przeciw 
Rosy i i Austryi... 

Kniaź Czerkaskij ponowmie pozostał sarn jeden. 

Rozumie się, że starcia te, nieporozumienia 
i spory, że praca ta ez wytchnienia dniem i nocą, 
nie trwały bez przerwy. Jak to bywą i na wojnie, 
od czasu do czasu wywieszano biała chorągiew; 
gromy dział milkły, przeciwnicy schodzili sic przy¬ 
jacielsko, urządzali wspólne zebrania, rauty i zaba¬ 
wy, na których trudno było rozróżnię przyjaciela od 
wroga... Hrabia Berg znajdował wolne chw ile dla 
zajęcia się wznowieniem teatralnych przedstawień. 

Polska publiczność wciąż jeszcze nie uczęsz¬ 
czała do teatru, obchodząc w tern żałobę narndo- 
wą. Należało koniecznie opór ten przełamać i zmu¬ 
sić niejako miasto do zabawy. 


Hrabia Berg sprowadził z Paryża dobrą trupę 
francuskich aktorów. Było to latem 1864 r. Na 
zimę zorganizowano wcale znośną operę włoską 
z panią Trebelli-Bettini jako primadonną, z panami 
Ciampi, Stanio, Volpini... Potem gościły w Warsza¬ 
wie: Artót, Marcjuisio, Ferucci, Bossi, [lotta, Bianco 
Donadio, PadiJla... 

Wobec takich pokus warszawska arystokraeya 
zaprzestała oporu; zaczęto uczęszczać do teatru. Na¬ 
stępnie zapełniły się i polskie przedstawienia. Dzien¬ 
niki otrzymały nakaz rozpisywania się jaknajob- 
szerniej o teatrze. Miasto odzyskiwało powoli zwy¬ 
kły, normalny wygląd. 

Prowadząc swą pojednawczą i uspokajającą 
politykę, a zarazem stosując dawny system rządo¬ 
wy, popierania i podtrzymywania arystokracyi, na¬ 
miestnik bardzo prędko zezwolił na powrót do War¬ 
szawy i do kraju różnym skompromitowanym oso¬ 
bistościom z wyższych sfer towarzyskich. W liczbie 
amnestyonowanych znajdował się i dawny spisko¬ 
wiec z 1846 roku, Bronisław Dąbrowski, któremu 
zwrócono nawet skonfiskowany już Kufiew. 

Dal o to powód do rozmaitych gawęd i wnio¬ 
sków... 

Jeszcze większe wrażenie wywołał powrót Leo¬ 
polda Kronetiberga, znanego bankiera, którego sta¬ 
nowisko i znaczenie w „dyrekcyi białej v dla niko¬ 
go nie było tajemnicą, i którego powszechnie nazy¬ 
wano „ministrem skarbu rządu narodowego", co je¬ 
dnak nie miało rzeczywistej podstawy. Na jego po¬ 
wrót, a przynajmniej na tak prędki powrót, nikt nie 
liczył, i dało to powód do najrozmaitszych plotek 
i domysłówy W dzień jego przyjazdu mnóstwo publi¬ 
czności miało pośpieszyć na dworzec kolei warszaw^- 
sko--wiedeńskiej, spodziewano się, że zaraz na dwor¬ 
cu zostanie aresztowany i odwieziony do cytadeli, 
lecz oczekiwania zostały zawiedzione, Kronenberg 
wsiadł najspokojniej do oczekującej go karety i od- 

% 

i 


88 


jechał do swego pysznego pałacu przy ulicy Mar¬ 
szałkowskiej... 

Powrót Krouenberga do kraju był w istocie 
faktem niezwykłym, wyjątkowym. Zawdzięczał go 
staraniom Minkwitza i Trepowa. Generał Minkwitz, 
człowiek bez wartości, lecz bardzo zręczny w służ¬ 
bie i w stosunkach z ludźmi, był szefem sztabu 
przy namiestniku; generała Trepowa, człowieka te¬ 
goż samego pokroju, już znamy *). Opanowali zu¬ 
pełnie starzejącego się już podówczas namiestnika 
i robili z nim, co sami żywnie chcieli. Zawsze 
umieli przeprowadzić rzecz taką, z której dla sie¬ 
bie lub swoich spodziewali się korzyści. Hrabia 
Berg, z dawnego przyzwyczajenia, z początku zaw¬ 
sze oponował, krzyczał i tupał nogami; potrzeba 
było tylko wszystko to z przejęciem się i należytą 
uwagą cierpliwie wysłuchać, a nawet gdy się udało 
wyrazem twarzy wykazać przerażenie... atoli w pa¬ 
rę tygodni, lub nawet w kilka dni potem, a jeśli 
sprawa była ważniejsza, to po upływie kilku mie¬ 
sięcy, stosownie do natężenia oporu namiestnika, 
szturm przypuszczano ponownie. Opozycya była 
mniejsza a w końcu ustawała zupełnie. 

To też gdy wspomniano po raz pierwszy o po¬ 
wrocie do krąiu kroneuberga, hrabia Berg upierał 
się i krzyczał, jakby to była rzecz niemożliwa, i wie¬ 
le musiano przypuścić szturmów, zanim namiestnika 


O Mi lik witzu opowiadają, że jeszcze za czasów 
Wielopolskiego, gdy był tylko generał-majorem, potrafił sobie 
wj robie pomieszkanie rządowe w tak zwanych domach Skwar- 
cowa, złożone z 86 pokoi, z oświetleniem i opałem, należnym 
generałowi broni. W lokalu tym pozostał do końca swej służ- • 
bowej kary ery, pomimo przeróżnych komisy i sprawdzających 
pomieszkania dawane w naturze różnym dygnitarzom. W ten 
sam sprytny ą niewytłumaczony sposób doszedł do rangi gcne- 
rała-poracznika, do godności generała-adyutanta; otrzymał 
mnóstwo orderów, donacyi, dzierżaw i t. p., a wszystko nie¬ 
wiadomo za jakie zasługi. 


t 



przekonano, że bez Kronenberga nie da się zbudo¬ 
wać ważnej strategicznej kolei z W arśzawy do Brze¬ 
ścia Litewskiego, że przy tak powszechnie zachwia¬ 
nych przez powstanie stosunkach finansowych, on 
jeden posiada jeszcze jaki taki kredyt za granicą 
i dostateczny mir w kraju. Czy i jakie były inne 
‘przekonywające motywa, o tem historya milczy, do¬ 
syć, że żądane pozwolenie powrotu uzyskano. 

Że się bez „smarowidła” nie obeszło, to wię¬ 
cej jak pewne. Wszystko wiedzący prezes komisyi 
śledczej, generał Tuchołko, zapewniał autora, że 
Kronenberg nieraz przed znajomymi powtarzał, że 
powrót do kraju kosztował go pół miliona rubli sr., 
z czego Trepów otrzymał połowę. Komu druga po¬ 
łowa miała się dostać, tego Tuchołko nie wymie¬ 
niał, mówił tylko, że resztą podzielili się dwaj in¬ 
ni!... Tak też i my zapisujemy, dodając, ze ćwierć 
miliona, wzięte przez Trepowa, głośne były w War¬ 
szawie... 

W jakikolwiek bądź sposób, ale ostatecznie 
Kronenberg znalazł sic napowrót w swej rodzinnej, 
ukochanej Warszawie, i jakby w międzyczasie ża¬ 
dne zmiany nie zaszły, wystąpił odraza jako pot꿬 
ny finansista, ostry, lekceważący, z drwiąco hytryin 
uśmiechem na ustach, i zaczął bardzo często zaglą¬ 
dać do Zamku, i to nietylko w dni powszedniej, 
tygodniowej pracy, ale i w niedziele, w czasie uro¬ 
czystych, niejako urzędowych przyjęć u namiestni¬ 
ka. Nieraz, gdy oba audyeneyonalne salony na Zam¬ 
ku były zapełnione lśniąeemi mundurami, których 
właściciele szeregowali się wyciągnięci jak struny, 
wśród ciżby generałów, pułkowników i innych dy¬ 
gnitarzy, w wytartym surducie, z kapeluszem lub 
futrzaną czapką pod pachą, przeciskał się mieszcza¬ 
nin bez rangi, Kronenberg. i spoglądając na „ocze¬ 
kujących poruszenia wody” na wpół pogardliwie, 
na wpół sarkastycznie, i zda ąe się im mówić: „po¬ 
czekajcie jeszcze chwilę, popoćeie sie jeszcze w swych 


90 


złocistych szatach, nim ja się pierwej ze swą spra¬ 
wą załatwię”, zawsze uzyskiwał przed innymi wstęp 
do gabinetu , )... 

Łapówek pospolitych, jak biorą „kwartalni'”, 
lub jak je brali K... T... L... i tutti ąuanti, którym 
na imię w Kosyi legion, namiestnik nie brał. Nie 
odmawiał jednak współudziału w wielkich przedsię¬ 
wzięciach lub sprawach finansowych. Robiono mu 
propozycyę wzięcia udziału w dancm przedsiebier- 
stwie; potrzeba nam imienia waszej ekscelencyi — 
mówiono—przez to znajdą się łatwiej kapitały. 

— Wszystko to dobrze — odpowiadał Berg— 
lecz teraz właśnie nie rozporządzam znaczniejszą 
gotówką, a na parę akcyi zapisywać się nie warto 
i nie wypada. 

— Pieniędzy na razie nam nie potrzeba, sam 
podpis waszei ekscelencyi wystarczy. 

Po niejakim czasie tenże sam finansista dora¬ 
dza sprzedaż podpisanych akcyi, gdyż właśnie jest 
chwila, że one podniosły się w kursie i mało jest 
szans, by mogły jeszcze więcej podnieść się. Na¬ 
miestnik, naturalnie, zgadzał sie, następował obra¬ 
chunek i... z wielką przyjemnością a zupełnie czy- 
stem sumieniem chowało się do kantorka zwykle 
pokaźną sumkę. 

Takie operacye nie uw ażały się w T cale za prze¬ 
kupstwo, jak nie było przekupstwem sprzedaż weł¬ 
ny z dóbr donacyjnych jakiego dygnitarza po ce¬ 
nach jarmarcznych. Zapewniano dygnitarza, że weł¬ 
na gwałtownie potrzebna, że ją wszędzie skupują, 
dlaczego dygnitarz nie miał wierzyć tym zapewnie¬ 
niom i nie sprzedać swej wełny po niebywałych 
cenach?... 

Finansiści mieli także i w Petersburgu swych 


^ Autor bywał naocznym świadkiem co przy 

l 


tacza. 



9,1 


wspólników do przedsiebierstw akcyjnych i dona- 
taryuszów, sprzedających mytą i nie mytą wełnę. 
Króncnberg dla interesów tego rodzaju utrzymywał 
w Petersburgu specyalnego agenta w osobie pewne¬ 
go Jelenkiewicza, niepokaźnego Źydka, wybawione¬ 
go przez się z jakiejś nieczystej sprawy, może 
wprost ocalonego z pod stryczka. Jelenkiewicz, 
zmiarkowawszy, że przy zwykłej, umówionej pensyi 
nigdy niczego się nie dorobi, zdobył się na krok 
energiczny i przy pierwszej sposobności z sum, prze¬ 
znaczonych na rozdanie w Petersburgu, przywłasz¬ 
czy! sobie 100 tysięcy rubli sr. Rzecz się wydała. 
Na żądanie kantoru warszawskiego aresztowano Je- 
lenkiewicza, o czem jednocześnie zawiadomiono Kro- 
nenberga, bawiącego jeszcze za granicą. Ten atoli, 
ostrzeżony, że Jelenkiewicz odgraża się wyjawie¬ 
niem pewnych taktów i nazwisk, polecił natychmiast 
cofnąć skargę, wskutek czego uwolniono oszusta. 

Z powyższego opowiadania widoczne, że hra¬ 
bia Berg nie mógł traktować Kroncnberga w inny 
sposób i nie mógł być surowym dla jego wytarte¬ 
go surduta i barankowej czapki, a w dni galowych 
przyjęć na Zaniku dawał mu pierwszeństwo przed 
zjawiającymi się w pełnej paradzie generałami..\„Co 
robić? Kapitaliści mają dar wzruszania serc ludz¬ 
kich, oddziaływania na nie silniej, niż cokolwiek - 
bądź innego na świecie... 

Do finansistów zwykli i niezwykli śmiertelnicy 
przemawiają innym, łaskawszym tonem, jakby w ocze¬ 
kiwaniu jakich darów. Wykroczenia ich bywają są¬ 
dzone inaczej, niż innych ludzi, a już przed wie¬ 
kami poeta powiedział: 

i 

„Przez wytarte suknie 

Widać najmniejsze niedoskonałości. 

Togi i szuby pokrywają szystko. 

Powlecz grzech złotem, a hartowna dzida 
Sprawiedliwości, pryśnie—nic zraniwszy; 



92 


Ubierz grzech av łachman, karzeł źdźbłem go zmoże! 

Nikt nie jest winnym, nikt! nikt! ręczę za to" v ). 

Hrabia Berg nie pieiwszy i nie ostatni nale¬ 
żał do czcicieli pogardzanego kruszcu. Nie pierw¬ 
szy i nie ostatni spoglądał z lubością na chodzące 
miliony, na wiele im pozwalał, a nawet w danych 
razach pośpieszał im z pomocą. Gdy ukazała się 
broszura Ustimowieża „O spiskach i zamachach 
na życie hr. Berga 51 , w której na końcu zamiesz¬ 
czono imienny spis znanych członków rewolucyj¬ 
nej organizacyi 1863 roku, a w którym to spisie 
figurował naturalnie i Kronenberg, poprosił on na¬ 
miestnika o wycofanie z handlu książki, na co na¬ 
miestnik zezwolił, nie zważając, że sam pierwej dał 
upoważnienie do ogłoszenia tej pracy drukiem... 
Nieco później, za usługi oddane rządowi, Kronen¬ 
berg otrzymał order św, Włodzimierza III iej klasy, 
z czem, jak wiadomo, połączone jest nadanie dzie¬ 
dzicznego szlachectwa rosyjskiego... 

Wielu sarkało na to pocichu, lecz cóż to mo¬ 
gło namiestnika obchodzić?... 

Otrzymaną koncesye na budowę kolei żelaznej 
warszawsko-terespolskiej Kronenberg oddał w przed¬ 
siębiorstwo francuskiej spółce Yignol et Comp. a 
budowie Yignol zarobił nie mało, a sam koncesyo- 
naryusz bez trudu i zachodów zgarnął miliony 2 j... 


v ) Król Lear . akt IV, scena szósta.—Tłómaezenie Jó¬ 
zefa Paszkowskiego. 

2 ) Koncesya na budowę tej kolei żelaznej, 102 wiorsty 
długiej, wydaną została na imię Leopolda Kronenbcrga dnia 
24 października 1864 roku w Marsylii. W § 8 rza.d gwaran u- 
wał przedsiebierstwu 5% i amortyzacyę kapitału, obliczonego 
po 53,000 rubli metalicznych za wiorstę. Imienny kapitał wy¬ 
nosił 5,100,000 rubli sr. w akcyach i tyleż w obligach pierw¬ 
szeństwa. Yignol otrzymał za budowę po 38 i 42 tysiące ru¬ 
bli tr. za wiorstę. Trepów zaś na swoją część miał otrzymać 
80,000 rubli sr. 


Taki nagły przeskok od szubienic do przyjaźni 
z niedawnymi rewolueyonistami, do zupełnego pu¬ 
szczenia w niepamięć niedawnej przeszłości; to 
otwieranie na oścież drzwi finansowym i społecz¬ 
nym potentatom, podczas gdy zatwierdzony przez, 
cesarza system jeszcze się nie utrwalił i nie zapuścił 
korzeni w kraju, musiało zwrócić uwagę wielu Ro- 
syan, szczególnie w kołach, które napłynęły do 
Warszawy już po powstaniu. Zapytywali oni „do¬ 
kąd się znów idzie? czy mało nauki przyniosły osta¬ 
tnie wypadki? czy jeszcze za mało przelano naj¬ 
szlachetniejszej krwi rosyjskiej z powodu wiecznej 
iriezdarności rządu 71 . Odzywano się nawet, że teraz 
„rząd narodowy przeniósł się do Zamku! 771 ). 

Żandarmerya śledziła bacznie za wszystkiem 
i donosiła swemu wszechpotężnemu szefowi, który 
jako naczelnik Iii-go oddziału kancelaryi jego ce¬ 
sarskiej mości odgrywał rolę stróża i opiekuna pań¬ 
stwa i społeczeństwa,-coś, w rodzaju weneckiej rady 
dziesięciu, z tą jedynie różnicą, że był o sto procent 
głupszy, śledził za najdrobniejszemi objawami ży¬ 
cia społecznego, mieszał się do wszystkiego; czuł 
sie uprawnionym do samodzielnego występowania, 
jakby najwyższa wdadza w państwie; tajemnie wska¬ 
zywał monarsze na ukryte nieprawidłowość dora¬ 
dzał mu, jak w każdym wypadku należy postąpić, 
był wszystkowiedzącym i wszystkomogącym... Trze¬ 
ci oddział uznał za potrzebne przerazić cesarza 
i usposobić go wrogo względem ludzi, sympatyzu¬ 
jących z łagodniejszem postępowaniem namiestnika 
i popierających go w Petersburgu i Warszawie. Za 
najlepszy środek uznano stworzenie nowego rządu 
narodowego w Warszawie. 

W cytadeli warszawskiej był więziony podów- 


i) Słowa to słyszał autor wyrzeczone przez GotoAYce- 
wa, prezes* komisyi prawnej. 



94 


czas Joachim Tyc, najzdolniejszy rytownik mennicy 
warszawskiej, obwiniony o sporządzanie pieczęci 
dla rządu narodowego; otóż w końcu 18(54, czy też 
w początkach 18(55 roku rozkazano owemu Tycowi 
sporządzenie jaknaj dokładniej szych duplikatów tych 
pieczęci. Podrobione pieczęcie wręczono , szefowi 
tajnej policyi Sz... W biurze tajnej policyi ułożono 
kilka odezw rzekomo w r imieniu rządu narodowego 
i wydrukowano je w drukarni oberpolicmajstra,czcion¬ 
kami, pochodzącemi z zabranej rewolucyjnej drukar¬ 
ni. Odezw tych nie rozrzucano po mieście, lecz kil¬ 
ka egzemplarzy zaopatrzonych w podrobione pie¬ 
częcie doręczono urzędnikowi tajnej policyi, poru¬ 
cznikowi artyleryi, kurniejewowi, z któremi miał 
udać się do Paryża dla nawiązania stosunków z pol¬ 
ską emigraeyą i wyszukania odpowiednich osobisto¬ 
ści, któreby się dały nakłonić do tajemnego przy¬ 
bycia do Warszawy, celem objęcia kierunku nad 
przygotowanem i lada chwila mającem wybuchnąć 
ponownem powstaniem. Knrniejew mówił po polsku, 
jak rodowity Polak, za jakiego też miał uchodzić 
w roli członka now^ej organizacji rewolucyjnej. 

Rola ta była bezsprzecznie bardzo trudna i nie¬ 
bezpieczna, a przylem nader niepewna w T swych 
skutkach, gdyby się miało z kim innym do czynie¬ 
nia I ). Lecz wśród Polaków zawsze można znaleźć 
pewną liczbę łatwowiernych i lekkomyślnych poli¬ 
tyków, gotowych każdej chwili na najbardziej w r a- 
ryackie przedsięwzięcia. Znalazł też ich i Kurnie- 
jew wśród ówczesnej emigracyi paryskiej. Pierw¬ 
sze stosunki udało mu się nawiązać z wielokrotnie 
już wspomnianymi W ładysławem Daniłowskim i Zdzi¬ 
sławem Janczewskim, których nakłonił do wyjazdu 
do Warszawy w charakterze emisaryuszów r . Ci ze 


*) Generał Tnchołko wiele poniósł trudu, zanim skło¬ 
nił Kurni ej ewa do podjęcia się tej karkołomnej wyprawy. 


t 



swej strony zwerbowali Władysława Rudnickiego* 
eks-oficera inżynieryi i dwóch braci Ulatowskich. 
Wszyscy wyjechali za fałszywemi paszportami do 
Warszawy w pierwszej połowie marca 1865 r. x ), 
gdzie rozpoczęli śwą czynność od wydania kilku 
odezw, które jednak nie znalazły szerokiego posłu¬ 
chu. Ma sie rozumieć, że każdy krok improwizowa¬ 
nego nowego rządu, w najdrobniejszych szczegółach 
był znany tajnej policyi. W końcu spostrzeżono, że 
„goście” zaczynają się czegoś domyślać i szukają 
sposobu ucieczki, a jeden nawet potrafił omylić 


czujność roztoczonej opieki i 


szczęśliwie uszedł za 

w 


granicę. Wówczas pośpieszono uwięzić zwabionych 
do Warszawy i osadzono ich w cytadeli, w dzien¬ 
nikach zaś rozpisano się szeroko o wyłapaniu „przy¬ 
byłych do Warszawy paryskich emisaryuszów 75 
i sprawozdanie wraz z odezw r aini przesłano wprosi 
cesarzowi i 2 j... 


W tym czasie bawił w Petersburgu Trepów. 
Zawiadomiono go naturalnie o w r szystkiein, v a on był 
niezmordowany w roznoszeniu po petersburskich sa¬ 
lonach ważnej wieści o wykryciu w W arszawie „no¬ 
wego rządu narodowego” i zaraz pośpieszył z po¬ 
wrotem dla ostatecznego „stłumienia pożaru”. 


Jako dalszy ciąg tych nieprawdopodobnych 
prowokacyi i knowań ustanowiono w Warszawie 
specyalną komisyę, mającą za zadanie badanie pod¬ 
ziemi i katakumb i wyszukiwanie podziemnych 
przejść i lochów. Prezesem tej komisyi został za 
mianowany baron Fryderyks, który też zastąpił 
w obowiązkach generał - policmajstra Trepowa, po-' 


i Rudnicki iniul paszport na imię Serwatowskiego. 

2 ) Dziennik Warszawski z 1865 roku, numer 75, 
str. 706. Niemniej podejrzaną wydaje się nam cała sprawa 
spisku Hermana, wykrytego w jakiś czas potem przez policyc, 
o której rozpisuje się obszernie Ustimowiez, (strona 111—120). 


96 


wołanego do Petersburga po zamachu karakozowa. 

Sprawozdania ze spodziewanych odkryć chcia¬ 
no przyoblec w ponętną, literacką formę, i w tym 
celu sprowadzono z Petersburga niejakiego Krestow- 
skiego, autora Petersburskich nor (Pietierburg- 
skija truszczoby), i jako takiego, mającego już wy¬ 
robione pewne imię w piśmiennictwie rosyjskiem. 
Dano mu 1 500 rubli sr. stałej pensyi, mieszkanie 
rządowe o pięciu pokojach w T gmachu X-go cyrkułu 
na" NÓwym Święcie, oraz stały fotel w teatrze. Fry- 
dryks wymyślił mu nadto specjalny mundur: ciem- 
no-sieraezkowy kaftan z szerokim skórzanym pasem, 
palone buty, barankową okrągłą czapkę, z górni¬ 
czym młotkiem u boku. Do pomocy i ochrony do¬ 
dano mu dziesięciu tęgich policy.antów, którzy ró¬ 
wnież byli zaopatrzeni w młotki, kilofy i postronki. 

Krestowskij miał prawo wchodzenia do każde¬ 
go domu w Warszawie, rozbijania ścian, kopania 
w podw órzach i piw nicach, włażenia do każdego za¬ 
kątka. gdzie mu się tylko przywidziało. Jako znany 
pisarz zaznajomił się bardzo prędko ze w^szystkiemi 
kołami rosyjskiego towarzystwa w Warszawie i wca¬ 
le poważnie badał swym młotkiem ściany pomiesz¬ 
kali różnych dygnitarzy w Warszawie... Przyjmo¬ 
wano to z dobrodusznym uśmiechem... 

Żadnych katakumb nie wykryto, lecz autor 
Petersburskich nor znalazł temat po opisywa¬ 
nia poczynionych rzekomych odkryć, w których 
stare, opuszczone piwnice odgrywały rolę katakumb 
i podziemnych krużganków'. Jedną taką piwnicę na 
Zamku ochrzczono mianem podziemnego przejścia 
ku Wiśle!... Sprowadzono Mieczkowskiego i zdjęto 
fotografie przy oświetleniu elektrycznem. Cały opis 
wydrukowano na pięknym welinowym papierze, a .Mie¬ 
czkowski musiał * dać przyrzeczenie, że fotografii 
tych rozpowszechniać nie będzie, o czenF zresztą 
ani myślał... 

Opisując te wszystko, zdaje mi się, że marzę, 


% 


• że piszę o sennych widziadłach i urojeniach. A je¬ 
dnak patrzałem na to własnemi oczami, spuszcza¬ 
łem się osobiście nie do jednego podziemia i grze¬ 
bałem się w piasku!... A wieleż innych, takich „mar” 
bvłoV... 

«j 

Gdyby genialni wynalazcy „warszawskich ka¬ 
takumb” posiadali tyle oględności i taktu, ile 
wykazali cywilnej odwagi i bezczelności w przesy¬ 
pywaniu piasku na koszt państwa, mogliby jeszcze 
długo tern się bawić, a nawet uchodzić w pewnych 
naiwnych i łatwowiernych kołach towarzyskich, za 
gorliwych i bardzo pożytecznych ojczyźnie, lecz na 
nieszczęście zabrakło im tej ostrożności i taktu, 
a przedewszystkiem przemogła właściwa rosyjska 
niedbałość, owe tak dobrze znane, niczewo! jakoś 
to ujdzie!... 

Krestewskiego nikt nie kontrolował i nie spra¬ 
wdzał, co też porabia. Po krótkieni więc kopaniu 
i opukiwaniu ścian w śródmieściu, w obrębie placu 
Zamkowego i ulic: Świętojańskiej, Piwnej, Miodo¬ 
wej, Senatorskiej, Browarnej, Czystej, Wierzbowej 
i krakowskiego Przedmieścia, nie znajdując więcej 
starych i nawpół zawalonych piwnic, Krosto wskij 
zboczył do prawdziwych podziemi klasztornych i za¬ 
czął rozbijać groby i otwierać trumny spoczywają¬ 
cych tam snem wiecznym dawnych dygnitarzy, ar- 
cypasterzy i magnatów! W jednej trumnie znale¬ 
ziono czaszkę przebitą gwoździem!... Zakonnicy 
udali się do swej orędowniczki hrabiny Berg. Ta 
opowiedziała mężowi o wyprawianych skandalach 
i profanacyi grobów\ Namiestnik, oddawna spoglą¬ 
dający z ukosa na kornisyę, odczytujący z ironicz¬ 
nym uśmiechem elukubracye autora „Petersburskich 
traszczob ” w łamach Warszawskiego Dniewnika , je¬ 
dynie dla świętego spokoju, dla nie wy woły wania 
próżnych sporów, tolerował istnienie tej zupełnie 
niepotrzebnej i bezcelowej instytucji. Skarga hra¬ 
biny była tą kroplą, która przepełniła czarę. Na- 

Biblioteka.—T. 463. 7 


98 


miestnik rozwiązał komisyę, a Krestowskij musiał 
wracać do Petersburga i tam uzupełniać swe spu- 
strzeżenia, porobione w Warszawie... 

Wszystkie te alarmy i wykrycia, rządy naro¬ 
dowe i pieczątki na odezwach, mało przez kogo wi¬ 
dzianych, te katakumby i podziemne chodniki, nie 
zmieniły ani na włos zwykłego biegu spraw i trybu 
życia w Warszawie i kraju. Wszyscy widzieli fałsz 
i śmieli się z niego! 

Dla zbliżenia wyższych sfer towarzystwa pol¬ 
skiego i rosyjskiego namiestnik w 1867 roku zało¬ 
żył „klub strzelecki 71 . Klub ten umieszczono w gma¬ 
chu, gdzie się dotychczas mieściła komisya likwida¬ 
cyjna, u zbiegli ulicy Królewskiej z Saskim Placem, 
z którego to powodu komisy ę likwidacyjną przenie¬ 
siono do pałacu Mostowskich. 

Ściany kiubu przybrano trofeami myśliwskiemi 
i łbami licznych jeleni, łosiów, wilków, dzików i nie¬ 
dźwiedzi. Zaopatrzono się w doskonalą piwnicę 
i wykwintną kuchnię, a na czwartkowa obiady przy¬ 
bywał regularnie namiestnik. M klubie spot 3 T kano 
kwiat warszawskiej arystokracyi: Potockich, Lubo¬ 
mirskich, Zamoyskich, Branickich, Kossakowskich... 
Przez parę pierwszych lat po amnestyi zjawił się 
i Bronisław Dąbrowski, którego Berg zawsze mile 
witał i ściskał za rękę, z czego żandarmi stale byli 
niezadowoleni. 

Że zaś żaden klub bez kart istnieć nie może, 
więc też i w* nowo otworzonym klubie szlacheckim 
bardzo starannie sztukę tę uprawiano. Wszczęła się 
gra zapamiętała, jakiej może nie znano dotychczas 
w W arszawie. Upusty się przerwały. Po długim 
poście nastał karnawał. W krótkim czasie umiano 
tam przetrwonić olbrzymie sumy; nawet miasto Ku¬ 
tno z całerni dobrami, fabrykami, Cukrowniami prze¬ 
grano w karty!... 


( J ( J 


Tak płynęło życie w W arszawię. Beformy się 
zaprowadzały, namiestnik kłócił się z Czerkaskim, 
Czerkaskij gorączkowo przyśpieszał roboty... gdy 
naraz z Petersburga rozniosła się wieść, która wszyst¬ 
kich bez wyjątku poruszyła, chociaż w różny spo¬ 
sób. Milutin został tknięty paraliżem! Dodawano, 
że lekarze i przyjaciele Mikołaja Aleksiejewicza 
dawno już mu doradzali zmianę trybu życia i swych 
nawyknień; szczególnie zalecali mu unikanie wszel¬ 
kich uniesień i namiętnych rozpraw. Milutin je¬ 
dnak na przestrogi nie zważał, a ostatniemi czasy 
prowadził nader namiętne spory w sprawie zniesie¬ 
nia rzymsko-katolickiej kamienieckiej dyecezyi na 
Podolu. W tych naradach, które się prowadziły 
w gabinecie kanclerza, brali udział: generał-adjutant. 
Bezak, generał-gubernator kijowski, stanowczy we 
wszystkiem zwolennik Milutina; generał-adjutant hra¬ 
bia Baranów, generał-gubernator wileński, nader 
ostrożny w wypowiadaniu swego zdania i starający 
się wszystkim dogodzić, kanclerz, książę Goreza- 
kow, zajmował stanowisko pośrednie i niezdecydo¬ 
wane, wahając się między Azyą i Europą... Wszy¬ 
stkie te zdania atoli przebrzmiewały bez wrażenia 
wobec dwóch głównych przeciwników: Milutina 
* i Wałujewa. Milutin, jak zwykle, unosił się, mó¬ 
wił patetycznie i w rozdrażnieniu; V ałujew odpo¬ 
wiadał spokojnie z europejską wytraw*mością i do¬ 
świadczeniem. 

Posiedzenie z dnia 1 grudnia 1866 roku nie 
doprowadziło, do żadnego pozytywnego rezultatu, 
okazało się jednak w T skutkach nader fatalne dla 
Milutina, który, wróci w-gzy do domu, uczuł się tak 
niedobrze, że się musiał położyć. Dnia 2 grudnia 
o godzinie 8-ej wieczorem nastąpił atak apoplektycz- 
uy, wskutek którego stracił mowę i został przez pól 
sparaliżowany. 

Tegoż samego dnia o północy namiestnik Berg, 
bawiący także w Petersburgu, otrzymał od Czerka- 



100 


skiego telegraficzną prośbę o pozwolenie przyjazdu 
do stolicy. Berg pozostawił telegram bez odpowie¬ 
dzi, lecz nazajutrz wskutek polecenia cesarza, sam 
zawezwał Ozerkaskiego. 

Czerkaskij niezwłocznie przybył, lecz znalazł 
sytuacyę tak zmienioną, że się podał do dymisyi, 
która też przyjętą została , ). Z nim musieli usta 
pić ludzie niegdyś bardzo zbliżeni do namiestnika, 
lecz którzy następnie go zawiedli, jak pułkownicy 
Annenkow i Anuczyn. Annenkow potrafił umieścić 
się przy ministrze wojny Milutinie, bracie Mikołaja 
Aleksiejewieza; Anuczyna Berg zamianował radom¬ 
skim gubernatorem. Namiestnik niedogodnych so¬ 
bie ludzi zwykle oddalał z pewną oględnością, sta¬ 
rając się nie drażnić ich i nie wytwarzać sobie nie¬ 
przyjaciół. 

Stanowisko Czerkaskiego zajął Niemiec, Braun¬ 
ach węig, człowiek bez żadnej wewnętrznej wartości; 
stary, rutynowany biurokrata, umiejący załatwiać 
kawałek po kawałku spokojnie, w f ciszy, nie kłócąc 
* się o nic i nie gniewając na nikogo. 

Chociaż namiestnik od takiego pedanta nie po¬ 
trzebował obawiać się żadnych niespodzianek i nie¬ 
przyjemności, jednak na wszelki wypadek starał się 
go zjednać dla siebie i w tym celu wyasygnował 
mu na koszta przeprowadzenia się z placu Saskiego 
(z komisyi likwidacyjnej, której był prezesem) na 
róg ulicy Pawiej i Nowolipek do pałacu Mostow¬ 
skich kwotę cztery tysiące rubli sr., jakgdyby 
chodziło o podróż z jednego końca państwa na 
drugi!... 

Należało także obmyśleć coś i dla Soł owiewa^ 
zarządzającego sprawami komitetu urządzającego, 


i 

*) W początkach sądzono, że stanowisko Milutina obej¬ 
mie Czerkaskij... tymczasem nomlnacyę otrzymał Nabokow, 
były marszałek dworu wielkiego księcia Konstantego. 



101 

( 

ezvli de facto prezesa tegoż. W gruncie rzeczy 
i ten nie był straszny. Wyrawdzie swym podwła¬ 
dnym wyprawiał różne sceny: wrzeszczał, tupał no¬ 
gami, a nawet czasami darł przynoszone mu refera¬ 
ty, lecz wobec wyższych zmieniał się niedopozna- 
ma, a wobec namiestnika był, jak powiada przysło¬ 
wie, „niższy od trawy, spokojniejszy od wody. 77 
Jednak i jego starano się ująć i pozyskać! Namie¬ 
stnik znał go jako szezwanego lisa, uzbrojonego we 
wszelkie kruczki i wykręty pieniackie. Nie obda¬ 
rzony wy mo wą, nie umiał znaleźć się na razie, lecz 
za to u siebie, w gabinecie, gdy po namyśle spo¬ 
kojnie coś napisze, to mu trudno dać rady... 

Lecz czem można go było pozyskać? Prze¬ 
nosić się nie myślał nigdzie. Pomieszkanie miał 
przepyszne w głównym korpusie pałacu Uniłowskie¬ 
go, któro zajął jak tylko Milutin zachorował i gdy 
stało się pewneni, że już nie wróci do zdrowia; nie 
było więc pretekstu do dania mu zasiłku podobne¬ 
go, jaki wyasygnowano Braunschweigowi. Ale i w tom 
fortuna dopomogła. Naraz dowiedziano się, że se¬ 
nator się żeni. Młodej żonie wypadało urządzić 
piękną i wygodną sypialnię. A chociaż cały pałac 
był prześlicznie i zbytkownie umeblowany, i nie¬ 
wiadomo jak znaczne sumy wydano ze skarbu Kró¬ 
lestwa na ten cel od 1813 do 1807 roku, lecz... 
czyż namiestnicy, chcąc zrobić komu przyjemność, 
potrzebują się liczy ć z przeszłością i trądycyą? Hra¬ 
bia Berg z sum, przeznaczony cli na nadzwyczajne 
wydatki, z których nikomu nie zdawał rachunku, 
polecił wyasygnować na urządzenie sypialni pani 
sekatorowej bagatelną sumkę 15,000 rubli sr.! Aikt 
się nie sprzeciwił. Sołowiewowie podarek przyjęli 
i... basta! 1). 


b Ilrahi.i Berg, jako namiestnik Królestwa Polskiego 
pobierał 00,000 rubli sr. pensy i rocznie. Jako naczelny wódz 
armii miał 8,574 rubli sr. pieniędzy stołowy cli. Dzierżawa rzą- 



102 


Markusowi, po dwumiesięcznej zaledwie służ¬ 
bie w Polsce, nadano ogromny majorat. S?m się 
dziwił za jakie zasługi tak go obdarzają, lecz poda¬ 
rek przyjął. 

W ogóle był to czas „donacyjny.” I chyba 
tylko zupełnie nie umiejący zabiegać, nie obłowili 
się. Wszystko układało się harmonijnie do szero¬ 
kich zasad panowania! Z początku łaski sypały 
>się jak z rogu obfitości. Potem zaczęto zsyłać 
i wieszać!... Ilu od 18G0 do 1865 roku odbyło 
niedobrowolną podróż na wschód i na północ, ilu 
stracono, tego dokładnie nikt nie wie... przytaczają 
cyfry... którym trudno dać wiarę!!.. Nareszcie za¬ 
częto rozdawać majoraty... i rozdano omal, żc nie 
całe Królestwo Polskie!... A po dwudziesta latach 
(1882 roku) w r eale poważnie zastanawiano się nad 
tern, jakby napowrót odebrać rozdarowane ziemie!... 

Dyrektorem izby obrachunkowej w arszawie 
został Hubenet, pedantyczny Niemiec. Gdy mu przed¬ 
stawiono rachunki z wydatkowania milionowych sum, 
ściągniętych z kar i kontrybucyi, zadumał się co 
z tern ma zrobić? W jaki sposób zdać dokładną 
sprawę najwyższej kontroli państwa? Zamiast albo¬ 
wiem dokładnych cytr, z usprawiedliwieniem ile 
i na co wydano, znalazł krótkie i lakoniczne uwa¬ 
gi:* wyasygnowano na sprawę wiadomą hrabiemu 
namiestnikowi; czasem „na rzecz wiadomą najja¬ 
śniejszemu panu 1 ). 


dowa przynosiła mu 6.000 rubli sr. rocznie. Douacya urzędo- 
wnie oszacowaną była na 5,000 rst. rocznego dochodu. ISa 
każdy wyjazd do Petersburga otrzymywał początkowo po 
10,000 rsr., następnie już tylko po 4.500 rsr. Fundusz dyspozy¬ 
cyjny wynosił 37,000 rsr., lecz ku końcowi lat sześćdziesiątych 
został zniesiony. Czerkaskij obliczał, że między 1864 a 1867 
rokiem B<*rg pobierał z różnych tytułów' do 150.000 rubli sr. 
rocznie. 

*) Autor widział w archiwum izby obrachunkowej po¬ 
dobne uwagi, a zawsze przy sumach znaczniejszych. W jakich 


I 


103 


Hiibenet zwierzył się ze swym kłopotem przed 
namiestnikiem, który także mocno zamyślił się, i by¬ 
ło nad czem. Wybawił wszystkich z kłopotu Sini- 
ciu, sekretarz okręgowego sądu wojennego. Ten 
zwrócił uwagę namiestnika, że generał Murawiew 
również nie mógł się wyrachować przed państwową 
kontrolą z wydatków, czynionych w czasie powsta¬ 
nia na Litwie, lecz znalazł sposób gładkiego wydo¬ 
bycia się z kłopotu: oto, nie mogąc się wyrachować 
z 4 milionów rubli sr. ściągniętych kontr) bucyi, od¬ 
niósł się osobiście do cesarza, przedstawiając, że 
w owym 1 czasie przedewszystkiem musiał myśleć 
o przywróceniu spokoju i porządku w kraju zrewo- 
lucyonizowanym do podstaw, nie miał więc ani cza¬ 
su ani głowy do zapisywania każdej wydanej ko¬ 
piejki. Z tych względów prosił o zwolnienie go 
od obowiązku udokumentowania przedstawionych ra¬ 
chunków. przynajmniej za czas największych niepo¬ 
kojów. 

Cesarz miał się odezwać* że Murawiew dla 
niego wart więcej, niż cztery miliony, i polecił kon¬ 
troli państwowej, by od wielkorządcy Litwy nie 
wymagano rachunków po koniec 1865 roku. 

llerg udał się do cesarza z takiem samem po¬ 
daniem i otrzymał podobne zwolnienie, chociaż bez¬ 
sprzecznie dla Resyi Berg nie zrównoważą! niepo- 
wrotnie roztrwonionych olbrzymich sum, ściągnię¬ 
tych z Królestwa Polskiego!... 

Sinicin za swój spryt i dobrą radę otrzymał 
6,000 rubli sr. gratyfikacyi... 

Nadszedł wreszcie czas zwykłego, spokojnego 
rządzenia krajem. Reformy zapoczątkowane silną 
ręka. czas jakiś postępowały dalej własnym cieża- 


rozmiaraeh były nakładane kontrybuoye, może dać miarę np. 
taki fakt, że hrabina \ugiistowa Potocka zapłaciła 60.000 ru¬ 
bli sr. kontrybuoyi za to, że na terytoryum dóbr wilanowskich 
znaleziono zabitego żandarma. 


104 


rem, lecz gdy nie stało pierwszych energicznych 
działaczy, tempo zaczęło się zwalniać. Zawsze je¬ 
dnak to, co Milutin i Czerkaskij zrobili w Polsce, 
pozostanie na wieki we wdzięcznej pamięci pra¬ 
wdziwych patryotów rosyjskich... Czy i jakie po¬ 
pełnili błędy? to dopiero przyszłość okaże!... 

Namiestnik jeździł po mieście; lubił polować 
z chartami; w niedziele zarządzał mniejsze lub wię¬ 
ksze przeglądy wojsk na różnych placacłi W arsza- 
wy; wieczorami oklaskiwał włoskich śpiewaków, 
wspominając przytem dawno minione czasy, swe 
» czarne włosy, Medyolan, Wenecyę!.., W obie ro¬ 
cznice cudownego ocalenia cesarza, dnia 16 kwie¬ 
tnia i 6 czerw ca, wznoszono na Haskim placu estra¬ 
dę, na której arcliierej odprawiał dziękczynne na¬ 
bożeństwa. Żołnierze z odkrytemi głowami przyno¬ 
sili z katedralnego soboru obrazy i chorągwie. Prze¬ 
chodząca publiczność musiała zdejmować czapki 
i kapelusze, a jeśli kto tego nie dopełnił, najęci ło¬ 
buzy (zwykle młode żydziakij, zrywali je przecho¬ 
dniom i ciskali do rynsztoków 1 ;. W dmi galowe, 
w Wielkim teatrze dawano przedstawienia bezpła¬ 
tne, które kończyły się odśpiewaniem przez cały 
personal operowy „hymnu narodowego. 7 " Ten zaś 
z reguły musiał być po trzykroć powtórzony .3 

W 1869 roku urządzono w Saskim ogrodzie 
strzelnicę, a w roku następnym zbudowano tam le¬ 
tni teatr, ku wielkiemu zadowoleniu publiczności, 
użalającej się na duszne powietrze i nieznośne go¬ 
rąco w r teatrach W ielkirn i Rozmaitości. Urządzę- 

<m ^ 

nie jednak strzelnicy w pośród tłumów spacerują¬ 
cej publiczności było nie na miejscu i drażniło ner- 


b Autor nieraz był świadkiem podobnych wstrętnych 
scen, i raz w przeciągu kwadransa naliczył sto zerwanych ka¬ 
peluszy i to w je dnem miejscu, koło starej poczty, na Krakowi¬ 
akiem Przedmieściu. 


* \ 



105 


wy spokojnych mieszkańców, u nawet przedstawia¬ 
ło pewne niebezpieczeństwo, zwłaszcza gdy żołnie¬ 
rze ćwiczyli sie w strzelaniu. Wszelkie atoli użala¬ 
nia się i przedstawienia, robione namiestnikowi, nie 
odnosiły żadnego skutku, i strzelanie wśród miasta 
odbywało się w najlepsze. 

W śród tych zajęć i starań o dostarczanie roz¬ 
rywek miastu, i o zapewnienie spokoju i zadosyć- 
uezynienie potrzebom kraju, namiestnik, zawsze 
skłonny do nepotyzmu, nie zapominał o swych naj 
bliższych. W pierwszym rzędzie troszczył się o sy¬ 
nów swego najstarszego brata, Gustawa, których 
adoptował* Najstarszy z nich, Teodor służył w Pe¬ 
tersburgu i rzadko pokazywał się w W arszawie, 
drugi, Aleksander, był urzędnikiem w komitecie 
urządzającym i kamerjunkrein dworu jego cesarskiej 
mości. Najmłodszy Jerzy, służył w pułku ułanów 
gwardyi, miał stopień rotmistrza i był ozdobiony 
liczneini orderami krajowemi i zagranicznemu Stryj 
ciągle przemyśl i wał o popychaniu ich w służbowej 
kary erze, o wyjednywaniu im pieniężnych i innych 
nagród. Aleksandrowi, mającemu odziedziczyć po 
nim setki tysięcy rubli sr.. przy pewnej k omen de- 
rówce, wyjednał 600 rubli sr. zasiłku! Sołowiew, 
tak zwy kle spokojny i tolerujący wszelkie osobiste 
zarządzenia namiestnika, w tym wypadku stracił 
cierpliwość i nakrzyozał się i nawy r rzekał do syta, 
ma sie rozumieć, przy szczelnie zamkniętych drzwiach 


swego gabinetu. 

Nadto wielkiemi łaskami namiestnika i hrabi¬ 
ny cieszyła się adoptowana przez nich córka jakie¬ 
goś ogrodnika w Rewlu- z czasów gdy hrabia Berg 
był finlandzkim generał-gubernatorem. Wydali ją 
za pułkownika Laehnickiego, który wkrótce, dzięki 
protekcyi lir. Berga, awansował na generała i zo¬ 
stał zaliczony do świty jego cesarskiej mości. Lacłi- 
niccy mieszkali w zamku, obok liamiestnikowstwa, 
jako należący' do ich rodziny. Mąż spędzał czas 


r 



w urzędowaniu lub w towarzystwach, sama zaś pa¬ 
ni Lachnicka była nieodstępną towarzyszką uarnie- 
stnikowej. W ieczorami cała rodzina schodziła się 
bądź u hrabiny, bądź w gabinecie namiestnika. Je¬ 
żeli namiestnik był czem innem zajęty, panie pra¬ 
cowały nad robótkami ręcznemi. 

Łaehnieki posiadał na Litwie obszerne dobra 
Laehnów w gubernii grodzieńskiej, dokąd namiest¬ 
nik zwykle wyjeżdżał na czas jakiś latem lub w je¬ 
sieni, dla wypoczynku. Nie potrzeba dodawać, że 
majątek ten pochłonął nie mało namiestnikowskich 
pieniędzy. 

Ponieważ Lachnicki był Polakiem i życzył sta¬ 
le zamieszkać w Warszawie, więc namiestnik za¬ 
mierzył kupić dla nich od rządu pałac Uniłowski, 
i już przeprowadził oszacowanie takowego na 37,5UÓ 
rubli sr. którą to sumę nabywca miał spłacać rata¬ 
mi przez lat 28, a nadto zobowiązywał się rozsze¬ 
rzyć bardzo uczęszczaną, a w tein miejscu zwężo¬ 
ną i przez to niedogodną ulice Wierzbową. Rzecz 
wydawała się tak łatwa i możliwa do przeprowa¬ 
dzenia, że tuż nawet zawezwano cenzora Ryżowa, 
zajmującego jedne skrzydło pałacu, do opróżnienia 
mieszkania. 

Lecz gdy sprawa przyszła do zatwierdzenia ce¬ 
sarza, ten wręcz odmówił, dą>ąe za powód, że nie 
chce pozbywać się gmachu, w którem dzieckiem 
Jeszcze bywał u swego stryja, wielkiego księcia 
Konstantego. 

Na to nie było rady, i Laehmccy kupili sobie 
od jakiegoś Żyda dom przy ulicy ►Solnej. 

Cypryan Lachnicki, rodzony brat generała, czło¬ 
wiek Pieuiajętny, lecz wielki miłośnik malarstwa, 
cieszył się także względami namiestnika i został 
dyrektorem szkoły sztuk Pięknych, 

Oprócz Bergów i Lachniekich, stanowiących 
najbliższą rodzinę namiestnika, miał ten/e wielu je¬ 
szcze innych swoich ulubieńców Niemców, Polaków 



107 


i liosyan. Przed innymi adjutanci Niemcy: Wahl 
(ulubieniec i ; jak mówiono, syn jego), Brunning 
i Gokłmann; Polacy: Kucyński, Wilgocki i Dzierz- 
bicki. Z tych najzaufańszym był Kucyński, człowiek 
zdolny i wszechstronnie wykształcony. Ton otrzy¬ 
mywał bezustannie najrozmaitsze poruczenia,a w 1864 
roku był komendantem głównej kwatery na miejsce 
Alfa Wrześniewskiego, który, jak się następnie oka¬ 
zało, nie był wolny od pewnych grzeszków narodo¬ 
wych... Jedynego adjutanta Rosyanina, kapitana An- 
nenkowa, syna dekabrysty, hrabia Berg nie lubił, 
gdyż ten zanadto hołdował spirytualiom. 

Ud roku 1867 cesarz i wielcy książęta regu¬ 
larnie co roku zjeżdżali do Warszawy. Na ich przy¬ 
jazd wystawiano zwykle w W ielkim teatrze nowy 
balet, kosztujący 40 do 50 tysięcy rubli sr. M la¬ 
dze zadawały sobie niezmiernego zachodu, aby ze¬ 
wnętrznie wszystko przyzwoicie wyglądało. Policyi 
Wszędzie było pełno, pracowała z największem wy¬ 
sileniem. Mieszkańcom nakazywano wywieszać cho¬ 
rągwie i przystrajać balkony dywanami** Wieczora¬ 
mi wszystkie okna musiały być oświetlone, conaj- 
mniej dwoma świecami w każdym oknie. Na dwor¬ 
cach urządzały się przyjęcia z nieuniknionem „hurra! 

Do 1870 r. musiano przez policyę sprowadzać 
lud na powitanie cesarza. Potem już tego nie po¬ 
trzebowano, tłumy same przez się w\ legały na dwo¬ 
rzec kolejowy i gromadziły się po ulicach, któremi 
cesarz miał przejeżdżać. Monarcha zatrzymywał się 
w Belwederze lub w pałacu Łazienkowskim, wyjeż¬ 
dżając z Warszawy zwykle pozostawiał dla corps 
dc balletu gratyfikację w kwocie 10,000 rubli sr. 

Przez cały czas pobytu cesarza w jego pol¬ 
skiej stolicy, a także w czasach bytności wielkich 
książąt 2 ), co rano odbywały się przeglądy wojsk 


*) Najczęściej odwiedzał Warszawo wielki książę Miko¬ 
łaj Mikołąjewioz starszy. 


108 




lub mancwra w okolicach miasta. Namiestnik ani 
na chwilę nie opuszczał swych wysokich gości 
i uganiał niezmordowanie na koniu, nie okazując 
najmniejszego zmęczenia. Pewnego razu któryś 
z wielkich książąt zrobił mu naw et uwagę, że mógł¬ 
by pozostać w domu, gdyż jako zabiegliwy gospo¬ 
darz musi się czuć porządnie zmęczonym. Na to 
cesarz odezwał się: r Baj mu pokój, on z dobrej 
namiestnikowskiej stali!” 

V, 1868 roku w T e wrześniu wielki książę Mi¬ 
kołaj Mikołajew icz przyjechał do W arszaw T y dla 
odbycia inspekeyi drugiej i trzeciej’ dywizji gre- 
nadyerów. Pewnego dnia postanowił zmęczyć hra¬ 
biego Berga, i w' tym celu z całem swem otocze¬ 
niem przegalopował z jednego poligonu for ty fi kacy i 
warszawskich do drugiego, odległego przeszło o mi¬ 
lę. Poligon otoczony był ostrokołem i fosą. Zbli¬ 
żając się do forty tik acyi, Berg wysunął się naprzód, 
z wielką brawurą przeskoczył obie przeszkody 
i w r e wrotach poligonu spotkał wielkiego księcia, 
salutując po wojskowemu szpadą, nie bez złośliwe¬ 
go uśmiechu na ustach. 

Ile lat miał namiestnik tego nikt z pewno¬ 
ścią nie wiedział, a stan służby pod tym względem 
nie dawał dostatecznego wyjaśnienia. Nie chciano 
wierzyć podanej w nim cyfrze, chociaż w rzeczy¬ 
wistości była prawdziwka. Opowiadano, że w Ib62 
roku wielki książę konstanty, podnosząc dzielność 
i zuchowatość hrabiego Berga, zapytał ile ma lat. 
Odpowiedział, że 69, i w t istocie było to prawdą. 
Po siedmiu latach, gdy w kościele ewangelickim, 
przy ślubie córki generała Korniłowdcza, swego przy¬ 
jaciela z dawnych lat, w T księdze metrykalnej ja¬ 
ko świadek musiał się podpisać, podał i wtedy, że 
ma lat 69! 

Odtąd nie lubił podobnych zapytań, a jeśli 
kto nieoglcdnie wszczął na ten temat rozmowę, 
Berg stale powtarzał: „Ja starych dzielę na dwie 



10 r J 


kategorye, na zdolnych do pracy i zupełnych nie¬ 
dołęgów. Bogu dzięki, zaliczam się jeszcze do 
pierwszych. Starych nie o lata pytać należy, lecz 
jak się czują na siłach!” 

W końcu zaczął sie odzywać, że la vieillesse 

nesł qnun prejugel 

Wśród takiego trybu życia na zamku, wśród 
polowań, przeglądów, uroczystych przyjęć i wystą¬ 
pień. zwykłych rzeczy w życiu każdego wielko¬ 
rządcy, zaszedł niezwykły wypadek. Do M arsza- 
wy przybył sędziwy Pogodin, nestor moskiewskie¬ 
go uczonego świata 1 ). Jak miano go przyjąć? Pod 
tym względem trądycya nie dawała żadnych wska¬ 
zówek. Za Pankiewicza i przedtem nic sobie z ta¬ 
kich ludzi nie robiono, uważano ich za coś w ro¬ 
dzaju much, przelatujących przez W arszawę. Przy- 
eżdżali i wyjeżdżali, nie zwracając na siebie niczy¬ 
jej uwagi. 

Do czasów powstania 1863 r. nikt z takich 
skromnych i spokojnych Rosyan do Warszawy nie 
zaglądał. Lecz od tej chwili dużo wody upłynęło. 
I w Polsce i w Rosy i atmosfera uległa radykalnej 
zmianie. Nowe władze Królestwa Polskiego nie mo¬ 
gły zachować się po dawnewu wobec ^przedstawi¬ 
ciela rosyjskiej nauki u . Pogodina przyjęto na zam¬ 
ku z otwartemi miniony. Stał się częstym gościem 
namiestnika, rozprawiał z nim otwarcie i poufale 
o wielu rzeczach. W końcu wyprawiono mu uro¬ 
czysty obiad, na który sproszono wszystkich znajo¬ 
mych Pogodina i co było w Warszawie wybitniej¬ 
szej rosyjskiej inteligencyi. W liczbie zaproszo¬ 
nych znalazł się i autor, nieodstępny prawie towa¬ 
rzysz gościa, z tytułu dawnych moskiewskich sto¬ 
sunków, i razem z nim przyjechał do zamku może 


ij Tik go zwano w wyższych sforach warszawskiego to¬ 
warzystwa . 


110 


na 20 minut przed rozpoczęciem uczty. Zaproszeni 
zebrali się w obszernym gabinecie namiestnika, przed 
wielkim marmurowym kominem. Pogodin rozejrzał 
się po pokoju i odezwał się: „na tern miejscu, przed 
15 czy 17 laty, oczekiwałem także w gronie moich 
przyjaciół na wyjście Paskiewicza. 1 kazał się nam 
w koszuli, zapinając niebieskie jedwabne szelki, 
a spostrzegłszy nas kiwnął głową, mówiąc: ^Ah! scien¬ 
ce! bardzo rad jestem! Lubię uczonych i dziękuję 
wam za pamięć!^ Z temi słowy zawrócił się i zni¬ 
knął za drzwiami, z których przed chwilą przy¬ 
szedł. 

Tą samą drogą, z tych samych drzwi wycho¬ 
dził teraz namiestnik nowych czasów,: w błyszczą¬ 
cym mundurze, okryty orderami. Powitał wszyst¬ 
kich, każdemu coś uprzejmego powiedział, w koń¬ 
cu poprosił gości do jadalnego salonu. 

Przy obiedzie wznoszono liczne toasty. Prze¬ 
mawiał Pogodin, siedzący obok namiestnika, mówił 
także i namiestnik. 

Gdy Pogodin ponownie przejeżdżał przez M ar- 
śzawę i widział się po kilkakroć z namiestnikiem, 
ten raz w poufnej rozmowie o sprawie polskiej po¬ 
wiedział: „przeszkadzają, panie Michale! nie chcą 
uwzględniać żadnych przedstawień!... 77 

Rzeczywiście w Petersburgu coraz bardziej 
lekceważono przestarzałego wielkorządcę Polski. 
Uważano go już za przeżytego, prawie pogrzebane¬ 
go, i byliby bardzo radzi, gdyby był zechciał się 
dobrowolnie podać na emeryturę. Gdy przybywał do 
Petersburga z teką, pełną różnych przedstawień, 
planów, próśb i wniosków, słuchano go od niechce¬ 
nia. Ciężył wszystkim, jako już stary grat, zby¬ 
teczny i niepotrzebny. W ielcy książęta podkpiwali 
ze starego sługi, który wszystkim dokuczył różne- 
mi wymaganiami, przeszkadzającemi w dolce far menie . 
Raz podczas carskiego przeglądu rozmyślnie dano 
mu klacz narów istą, która wierzgała i kąsała, i gdy- 


i 



lii 


by Berg- uie był tak znakomitym jeźdźcem, rzeez cała 
mogłaby była bardzo smutno dla niego zakończyć 
się. Po powrocie z przeglądu zacierał ręce i uśmie¬ 
chał się tym swoim ironicznym uśmieszkiem. 

Przybycie w lb71 roku marszałka polnego, 
księcia Bariatyńskiego, na stały pobyt do Skiernie¬ 
wic, Berg przyjął jako zamiar wysadzenia go ze 
stanowiska, które zajmował. Przypomniał sobie wła¬ 
sne postępowanie wobec wielkiego księcia Konstan¬ 
tego 1 y. W czasie chwilowych przyjazdów- do War¬ 
szawy-, z polecenia cesarza stały do wyboru księcia 
wszystkie pałace cesarskie. Gdy doszło to do wia¬ 
domości hrabiego Berga, pośpieszył przenieść się 
z zamku do Belwederu, jako jedynie dogodnego do 
mieszkania zimą i latem. Odtąd zamek był ohęyal- 
ną tylko rezydencya namiestnika. 

w •/ a/ l C 

Książę Bariatyńskij, gdzie ty lko mógł, szyka¬ 
nował hrabiego Berga. Opowiadano naprzykład 
takie zajście: Raz namiestnik miał przejeżdżać przez 
Skierniewice, Bariatyńskij, dowiedziawszy się o tern, 
wyszedł na dworzec w tułubie barankowym, który 
na krótko przedtem dostał w darze od cesarza. 
Hrabia Berg, spostrzegłszy księcia, musiał wysiąść 
i wśród przejeżdżającej publiczności przechadzali się 
obaj, namiestnik w mundurze, a Bariatyńskij w szla¬ 
froku. 

9 

Zył Bariatyńskij w Skierniewicach prawdzi¬ 
wie po królewsku. Goście, to z Petersburga, to 
z Warszawy nie wychodzili z domu, a były to prze- 


*) Osiedlenie się księcia Bariatyńskiego w Skierniewi¬ 
cach zostało spowodowane zupełnie inną okolicznością. Mar¬ 
szalek polny zażądał od cesarza 600 tysięcy rubli sr. na urzą¬ 
dzenie sobie rozydencyi w dobrach swych w niżegoredzkiej 
guberni i: Minister skarbu żądaniu temu stanowczo sio oparł 
i doradził cesarzowi, bv zaproponować księciu pałac Skiernie¬ 
wicki na mieszkanie. Gd}' dodano do te«*o i dochody z księstwa 
łowickiego, Bariatyńskij p ropo xy cyc przjjął. 



112 


ważnie- osobistości w epoletach z gęstejni buliona¬ 
mi. Obiady, kolacje, polowania, teatry szły cią¬ 
giem nieprzerwanym. Sprowadzano balet z War¬ 
szawy, ma się rozumieć na koszt dyrekcyi, czyli 
rządu. Polowano w dawnym prymasowskim zwie¬ 
rzyńcu. 

Dochody księstwa w połączeniu nawet z pen- 
syą marszałka polnego na takie zbytki nie mogły 
wystarczyć. Deficyt pokryto... z jakich źródeł, nie¬ 
wiadomo r ). 

Pobyt w pobliżu takiego dygnitarza, potomka 
dawnych udzielnych książąt rosyjskich, od młodo¬ 
ści zaprzyjaźnionego z cesarzem, i którego tenże 
nie zamieniłby za setkę finlandzkich hrabiów, nie 
mało napsuł krwi Bergowi. Czy z tego powodu, 
czy też wskutek nieprzyjemności, doznawanych w Pe¬ 
tersburgu, namiestnik podupadł na zdrowiu i umy¬ 
śle. Na sesyach, odbywających się na zamku, nie 
drzemał już, jak niegdyś, wszystko widząc i sły¬ 
sząc, lecz zasypiał na dobre, ilożna było co chcieć 
uchwalać, bez jego współudziału, a nawet świado¬ 
mości. Widocznie wszystkiemu dał już za wy¬ 
grane; rządy męczyły go... 


i) Książe Bariatyńskij nigdy nie mógł dojść do porząd¬ 
ku ze swymi finansami, czyli był zawsze bez grosza. Teść 
jego, książę Dymitr Wachtangpwicz Orbeliani, chcąc upo¬ 
rządkować stosunki majątkowe zięcia I córki, oddał im swe 
olbrzymie dobra w Gruzji, zawierające do 90.000 morgów T 
uprawnej ziemi, w czem były winnice, sady, liczne folwarki, 
zastrzegając tylko dla siebie pewien procent z dochodowa 
Bariatyńskij tylko w pierwszym roku jako tako wywiązał się 
z przyjętych zobowiązań!... Po śmierci marszałka polnego za 
granicą, książę Oberliani wyjechał do Wrocławia na spotkanie 
córki. Pierwsze jej zapytanie było o pieniądze, gd} ż pozostała 
literalnie bez grosza i nic mogła wyjechać z W rooławia. 
Wyjedziemy, wyjadziemy moja droga’ odpow iedział ojciec, ja 
nie należę do waszego bractwa i zawrze jestem przy pienią¬ 
dzach", i wyjechali do Londynu. — Opowiadał autorowi sam 
generał Orbeliani). 



113 


Ostatniem młodzieńczem wystąpieniem Berga 
była uczta, urządzona na uczczenie 60-letniego ju¬ 
bileuszu jego służby oficerskiej, za inicyatywą zręcz¬ 
nego i lubiącego się przypodobać prezydenta mia¬ 
sta Warszawy, generała Witkowskiego. W czasie 
obiadu, który się odbył duia 7 lutego 1872 roku, 
namiestnik zachowywał się, jak człowiek w pełni 
sił męskich, jadł więcej, niż inni: kręcił się wszę¬ 
dzie 1 J... lecz potem zaczął się uskarżać na niedy¬ 
spozycję żołądkową. Najmniejsze przekroczenie 
dyety wpędzało go do łóżka. 

Dnia 28 kwietnia 1873 roku w pierwszy dzień 
Wielkiejnocy, na rannej mszy w soborze, namie¬ 
stnik upadł, tak. że musiano go przenieść do mieszka¬ 
nia archiereja. -Wkrótce jednak przyszedł do sie- 


x ) Jubileusz rozpoczął .sic obiadem w ratuszu, w świeżo 
wykończonej sali Aleksandrowskiej^ Składka wynosiła po 30 
rubli sr. od osoby. Wygłaszano długie mowy; wznoszono toa¬ 
sty... Salę zamieniono w Istny ogród, pełen roślin podzwro¬ 
tnikowych; na ścianach zawieszono herby wszystkich dziewię¬ 
ciu guberni i Królestwa Polskiego, pośrodku których błyszczał 
herb tej gałęzi rodziny Bergów, z wywodził się marszałek pol¬ 
ny. Pod herbem ua wstędze czytano dewizę; Vigi!a , lahora, 
ora! (Czuwaj, pracuj i módl się!). Po obiedzie zebrani prze¬ 
szli do sąsiedniego salonu, gdzie podawano' czarną kawę 
i herbatę. Na ścianie rozwieszony był ogromny plan pierwszej 
bitwy z Francuzami w 1812 roku, dnia 5 i 7 lipca, pod Da- 
lenkirchen, w której dzisiejszy marszałek polny odznaczył się 
jako jnnkier. Z ratusza udano się do ogrodu haskiego, na 
przedstawienie teatralne zakończone żywymi obrazami. To¬ 
warzystwo przeszło ulicą Senatorską koło kolumny Zygmunta, 
przez Krakowskie Przedmieście i plac Saski. Berg zuchowato 
postępował na czele licznego orszaku generałów. Ludek wy¬ 
krzykiwał hurra! Płonęły pochodnie. Omnibusy się zatrzymy¬ 
wały, a służba tramwajowa także wykrzykiwała hurra. Ogród 
literalnie był zapchany publicznością, dokąd za biletami 
wpuszczono 15 tysięcy osób. Namiestnik i jego orszak z trud¬ 
nością potrafili utorować sobie drogę do teatru. — General 
Bernow, niegdyś adjutant hrabi ega Berga, wydał okolicznościo¬ 
wa broszurę po rosyjsku i po francusku, opisującą szczegółowo 
cały publiczny zawód namiestnika. 


Biblioteka.—T. 463. 


8 



114 


bie, i w poniedziałek świąteczny, według zwyczaju, 
prz\ jmował powinszowania i życzenia na zamku, 
chociaż był bardzo blady. Potem chciał się prze¬ 
jechać konno, lecz doktór stanowczo się temu oparł 
i pozwolił tylko na krótką przejażdżkę powozem 
po parku Łazienkowskim. Berg może przez ty¬ 
dzień powtarzał każdemu, że w cerkwi zrobiło musie 
niedobrze, z powodu, że w wielką sobotę na 
śniadaniu u archiereja zjadł pół kopy raków. Pisał 
nawet o tein do kilku osób w Petersburgu 

Przez cały rok 1873 namiestnik czuł się nie 
dobrze. W grudniu, jak zwykle, zaczął się wybie¬ 
rać do Petersburga, lecz zaziębił się i musiał po¬ 
łożyć do łóżka. Należało odłożyć wyjazd i parę 
tygodni albo i miesiąc nie wychodzić z domu. Lecz 
Berg, uprzedziwszy już o swym wyjeźdźie cesarza, 
nie chciał zwlekać i gdy tylko uczuł się nieco 
zdrowszym, siadł do wagonu i podążył nad Newę. 
W mroźny i wietrzny dzień przybył do Petersburga. 
Z ogrzanego wagonu wysiadł w samym mundurze 
bez płaszcza, dla przyjęcia straży honorowej, przy- 
czem dosyć długo kręcił się po dworcu. Następnie, 
nie wypoczywając wcale, oddał mnóstwo wizyt, 
zmroził furmana, lecz i sam się przeziębił i musia 
położyć się do łóżka, z którego już nie po wsi 
Dnia 18 stycznia 1874 roku nadszedł do War¬ 
szawy telegram o śmierci namiestnika, Kurycr 
Warszawski ogłosił telegram, lecz władne w pierw¬ 
szej chwili zapomniały o urzędowem ogłoszeniu. 
Zamknięto tylko teatry i rozlepiono po ulicach ogło ¬ 
szenie następującej treści: „Niedziela, 6 18 sty* znia 
1874 roku. Ź powodu ciężkiej i beznadziejnej cho- 


ł ) Rozgłaszał zaś to w celu osłabienia szczegółowej 
i ironicznej relacji księcia Bariatyńskiego o tych wszystkich 
osłabieniach i upadkach. W Petersburgu głośno mówiono, ze 
z namiestnikiem jest bardzo źle, i o tern wieści doszłj do 
Warszawy. 



roby jego ekscelencyi generał-feldmarszałka, na¬ 
miestnika Królestwa, hrabiego Berga, przedstawienia 
teatralne i maskarady niniejszem zostają odwołane”. 
Plakaty te przez dwa diii pozostały po rogach ulic, 
gdy w eałem mieście wiedziano, że namiestnik już 
nie żyje '). 

Według przepisu opieczętowano natychmiast 
gabinet namiestnikowski i przy drzwiach posta¬ 
wiono straż wojskową. Wkrótce przybył do War¬ 
szawy sekretarz stanu dla spraw Królestwa Pol¬ 
skiego. Nabokow, dla przejrzenia pozostałych pa¬ 
pierów i zabrania ich do archiwum ministeryum 
spraw zagranicznych. Po zdjęciu pieczęci Nabokow 
z szefem żandarmów, generałem Fryderyksem i ober- 
policmajstrem Wlasowem, zajęli się rozgatunkowy- 
waniem aktów. Przeszukują wszystko, przetrzą¬ 
sają wszelkie biura i szafy, lecz nie znajdują tych 
właśnie rzeczy, o które chodziło. 

Ze zdziwieniem spoglądają i gubią się w do¬ 
mysłach... gdy nazajutrz rzecz się najnaturalniej wy¬ 
jaśniła. Synowiec namiestnika, Aleksander, oświad¬ 
czył, że stryj co roku odsyłał nagromadzone papie¬ 
ry do swej rezydencyi na wsi, w r kufrach jednako¬ 
wych i że ostatni taki kufer został odesłany w pa¬ 
ździerniku 1873 roku. Wysłano natychmiast zaufa¬ 
nego urzędnika i sprowadzono nąpowrót wszystkie 
kufry do Warszawy. 

Między n a j w aż n i ej s z em i dokumentami znalezio¬ 
no i testament marszałka polnego, spisany oddawa¬ 
na, bardzo szczegółowy, w niemieckim języku. — 
Synowiec, Teodor Berg, otrzymał majorat ziemski 
i pół miliona rubli sr. kapitału, Aleksander 300.000 


! ) Sekeyn zwłok wykazała, że śmierć nastąpiła wskutek 
anginy, spowodowanej siln«*m przeziębieniem. Organa żywot¬ 
ne tak były zdrowe, że lekarze powiadali, iż Berg jeszcze 
jakie lat 15 mógł pożyć, gdyby się był szanował. 





116 

rubli sr., zaś Jerzy dobra w Hurlandyi i 100.000 
rubli sr. kapitału 3 ): 

Hrabina przeżyła męża o sześć tygodni, umar¬ 
ła w wieku lat 85. Ciało jej przez 2 miesiące spo¬ 
czywało w podziemiach katedry św. Jana, poczem 
przewieziono je do Austryi i pochowano w Kemmel- 
baeli, posiadłości, położonej przy kolei zachodniej, 
prowadzącej z Wiednia do Salzburga. Większą część 
swej fortuny hrabina zapisała na różne katolickie 
kościoły i bractwa, lecz ktoś jeszcze za życia hra¬ 
biny rozporządzenie to zmienił. 

Na stolcu namiestnikowskim w Królestwie Pol- 
skiem siadł drugi Niemiec, człowiek o wiele mniej¬ 
szych zdolności, niż jego poprzednik. — Nazwę na¬ 
miestnika zmieniono na tytuł „generał-gubernatora. 77 

T’cn śoumenś tu?*.. Mais i ci, je m’arrete.. 


m. 


% 




r ) Z notatek rzecz, radcy stanu Sclilozera, szefa tąinej 
policyi, a przedtem urzędnika w kancelaryi dyplomatycznej 
namiestnika. 


4 







Ł 


•s 






* 

EPILOG. 


Na zakończenie nie od rzeczy będzie wypo¬ 
wiedzieć słów kilka o skutkach, wywołanych przez 
ostatnie powstanie, tak dobrze dla EoSyi, jak dla 
samych Polaków. 

Mimowoli ciśnie się pod pióro wiersz Grybo- 
jedowa: 

„Pożar, jej bardzo pomógł do upiększeuia!...” 

< 

Żaden z polskich rewolucyjnych pożarów- nie 
sprowadził takich radykalnych zmian w Polsce 
i w Rosyi, w różnych kierunkach państwowego i spo¬ 
łecznego bytu; żadne powitanie nie wytrzeźwiło tak « 
Rosyan i nie dało im poznać tak dokładnie polskiej 
historyi i geografii. 

Przypomnijmy sobie tylko, co się działo w T Ro¬ 
sy i do roku 1860? Jakie były stosunki z Polską, 
tą najważniejsza kresową dzielnicą?-—Powierzchow¬ 
nie nawet jej nieznane! Wiedziano o stosunkach nie¬ 
dawno powstałego miasta San-Francisco w Kalifor¬ 
nii, nie mającego literalnie żadnego związku ani 
z przeszłością^ ani z teraźniejszym bytem Rosy i, ale 


118 


nie umiano wyliczyć, z ilu guberni i składało się 
ówczesne Królestwo Polskie, od pół wieku będące 
w jej władaniu? jakie tam miasta i rzeki, prócz W i- 
sły i Warszawy? Rosyjskie dzienniki aż do tej epo¬ 
ki zamieszczały tylko suche kronikarskie wiadomo¬ 
ści o wypadkach zakrajowych, powtarzane na wia¬ 
rę cudzych głosów. O własnych korespondentach 
żaden dziennik ani pomyślał. 

Wybuchłe powstanie zmusiło przedewszystkiem 
redakcye dzienników w obu stolicach do uważnego 
zastanowienia się nad ogólnemi stosunkami prasy 
peryodycznej. W takich wyjątkowych okoliczno¬ 
ściach niepodobna było poprzestać na przedrukowa¬ 
niu wiadomości, przynoszonych przez dzienniki za- 
graniczne. Wszyscy wiedzieli, że Paskiewiczowski 
teroryzm minął bezpowrotnie, że teraz koresponden¬ 
towi nie groziło zamknięcie w cytadeli. Zaczęto 
więc upraszać znajomych, wyjeżdżających w tamte 
strony, o nadsyłanie bezpośrednich spostrzeżeń i wia¬ 
domości, chociażby najkrótszych i najpobieżniejszych. 

Zapewne, pierwsi ci korespondenci nie mogli 
zająć w prasie krajowej takiego stanowiska, jakie 
w' dziennikarstwie zagranicznym zdobyli sobie ich 
towarzysze po piórze. Niektórzy na swej drodze na¬ 
potykali nawet pewne przeszkody... w T każdym je¬ 
dnak razie początek był zrobiony. 

Niewybredna publiczność, czytająca chciwie 
wszystko, co jej podawano o Polsce, gdzie pięć ty¬ 
sięcy kosynierów, walczyło ze stutysięczną, po eu-' 
ropejsku zorganizowaną armią, zaznajamiała się po¬ 
woli z tym oryginalnym, desperackim i niezein nie 
dającym ułagodzić się zakątkiem monarchii; dowiady¬ 
wała się, co porabia Warszawa; czem się żywi du¬ 
chowo i fizycznie; z jakich żywiołów złożona jest 
ludność, jakie panują stronnictwa, koterye... Cie¬ 
kawsi zajrzeli i do historycznej przeszłości tego 
kraju. 

Tłumy Kosyan, które potem napłynęły do Pol- 


*v 



ski, gdy się odkryły widoki odznaczeń i nagród 
przy burzeniu starych porządków i zaprowadzaniu 
nowych urządzeń, jeszcze bardziej zbliżyły Rosye 
z nieznaną i mało zbadaną dotychczas krainą. Prze¬ 
jazdy między trzema stolicami zapoznawały z od- 
miennemi warunkami bytu tej ciekawej, kresowej 
prowincyi, i to o wiele, dokładniej aniżeli wszelkie 
opisy korespondentów . Nadto, nowy kontygent Ro¬ 
sy aii którzy nigdy przedtem nie napływali w takiej 
liczbie do Polski, przynosił z sobą sw e rosyjskie po¬ 
jęcia o potrzebach i wygodach życia. Musiano im 
wybudować domy, zaopatrzone w wodę, gaz, czy¬ 
ste schody i t. p. rzeczy, znane dotychczas w pa¬ 
łacach magnatów, a i tam nie we wszystkich. Bu¬ 
dowa domów r w Warszawie, jako nader korzystne 
przedsiebierstwo, rozwinęła się olbrzymio i dotych¬ 
czas (1^£4 r.) w natężeniu swem nie osłabła. Pra¬ 
wne na wszystkich ulicach wyrastały jak grzyby po 
deszczu, ogromne kamienice, budowane ozdobnie 
i z wszelkim komfortem. W siedemdziesiątych la¬ 
tach przybywało po 400 domów rocznie... Ale zniż- 
my tę cyfrę chociażby do jednej czwartej części... 

Dalszy rozw r ój kraju zawisł nierozdzielnie od 
żywotnych administracyjnych zmian, przeprowadza¬ 
nych w Cesarstwie. Lecz już i to, co dotychczas 
zdziałano, nie w jednem przewyższa stosunki istnie¬ 
jące w innych zaborach, bez względu na niektóre, 
na pozór lepsze, rządowe urządzenia. W żadnym 
z trzech zaborów niema, a przynajmniej nie było 
tak doskonałego teatru, takiego ruchu literackiego, 
takich drukarń i wydawnictw'. Pod niektóremi wzglę- 
daini w ruchu w ydawniczym Polska wyprzedziła na¬ 
wet Rosye. A iluż autorów, kryjących się za gra¬ 
nicą, żywi się przew ażnie warszawską prasą! Pierw¬ 
szy Kraszewski, najpłodniejszy polski pisarz i naj¬ 
poczytniejszy powdeściopisarz opowiadał autorowi, 
że byłby w bardzo przy krem .położeniu, gdyby rząd 
rosyjski zabronił mu drukowania swych dzieł w M ar- 


t 


120 

szawie. Tak mówił Kraszewski, właściciel pięknej 
willi w Dreźnie, posiadacz, do niedawna, własnej 
drukarni w Poznaniu! A cóż dopiero inni?..! 

A teraz kilka słów o Polakach. 

Czy opamiętał ich choć w czemkolwiek ostat¬ 
ni, a tak pełen klęsk i straszliwych następstw, po¬ 
ryw? Czy przekonał icli, że Polska nie jest w sta¬ 
nie walczyć z Rosya? Ze w walce tej musi osta¬ 
tecznie uledz! Czy otwarły im się oczy na nie- 
szczerość i zwodniczość ich zachodnich sojuszni¬ 
ków’ i opiekunów? Czy uległy jakiej zmianie ich 
porozbiorowe aspiraeye polityczne, opisane tak pa¬ 
tetycznie i z takim zapałem przez jakiegoś pana 
Stapjsława Z.? Czy też może w r szystko pozostało, 
jak było przed i w czasie powstania 1868 roku?... 

Niestety! musimy wyznać, że nic się nie zmie¬ 
niło!... 

A jak Rosy a ma przyjmować te oświadczenia 
przyjaźni i wierności, te objawy jakoby żalu i skru¬ 
chy za grzechy przeszłości, te zapewnienia, że się 
one już więcej niepowtórzą? 

Jak? 

Nie wierzyć im! 

Takie same zapewnienia i żale były wynurza¬ 
ne i po dawniejszych polskich powitaniach. Obec¬ 
nie powtarza się dawna piosnka, śpiewana na inną 
nutę. 

Polacy, czy to w* królestwie Polskiem, czy 
na Litwie i Rusi, nie przestaną nigdy być Polakami, 
takimi, jakich widziało ich już kilka rosyjskich po¬ 
koleń. Zawsze oni w głębi swych serc żywić bę¬ 
dą też same nadzieje, też same marzenia, i nie po¬ 
zbędą się swej nienawiści do wszystkiego co ro¬ 
syjskie. I jak ich przodkowie, tak i następne po¬ 
kolenia nie dadzą się wyleczyć źadnenii zawodami 
i klęskami, żadną niesumiennością zachodniej poli¬ 
tyki, żadnetni konfiskatami majątków, wieszaniami 


i zsjikami na Sybir. Takie jest nasze najgłębsze 
przeświadczenie. 

Przy zmianie stosunków w Kosyi można nimi 
lepiej rządzić* można ostatecznie osiągnąć, że prze¬ 
staną uważać Rosyan za Mongołów i barbarzyńców, 
za swego pierwszego i głównego wroga. Lecz w zu¬ 
pełności icb zadownlnić; jest dla Rosyi niepodobień¬ 
stwem. Jest to tak samo próżne marzenie, jak zla¬ 
nie się Polski i Rnsyi w jeden, bratni naród. 

Nowa Rosy a, jakikolwiek ustrój przybierze, 
pozostanie dla Polaków tem, czem była dawna i te¬ 
raźniejsza, to jest, nieubłaganym wrogiem. Będzie 
tak samo gnębić ich i poskramiać bez litości. Po¬ 
zbądźmy się marzeń! 

Na ogromnych przestrzeniach, między Bałty¬ 
kiem a Gzarnem morzem, miedzy Uralem a Zacho¬ 
dnią Europą, dwóch panów* być nie może! Rosya 
lub Polska musi w r vłącznie rządzić i gospodarzyć. 

My, albo oni! Innego rozwiązania kwestyi pol¬ 
skiej niema, i być nie może. 



Osądzeni i ukarani w latach od 1863 do 1866 ‘). 


Między różnemi dodatkami do odpisu pamiętni¬ 
ków Michała Murawie wa, wydanych w Ruskiej Sta- 
rinie , znajdowało się pięć zeszytów ze spisami po¬ 
litycznych skazańców z gubernii zachodnich i z Kró¬ 
lestwa Polskiego, którzy prowadzeni byli przez Pe¬ 
tersburg do różnych miejsc swego przeznaczenia, 
w latach od 1863 do 1866. 

Jeden zeszyt zawierał spis skazańców od 20 
marca 1863 do 25 września 1865 roku i jest zaty¬ 
tułowany: Spis politycznych przestępców, przecho¬ 
dzących przez petersburskie więzienia dla zesłań¬ 
ców, w latach i86j, 1864 i 186)4. ten nieskoń¬ 

czony, a raczej brak mu zakończenia, jak się to 
okazuje przy porównaniu z innemi czterema spisa¬ 
mi, w których są wpisani więźniowie z 1866 roku. 
„Również uderza, że spis zesłańców z Królestwa Pol¬ 
skiego, doprowadzony do numeru 1620, nie jest 
zsumowany. 

Oprócz podziału zesłańców z każdego roku na 


ł) Przypisek tłómacza. 


123 


dwie kategorye: pochodzących z Królestwa Polskie¬ 
go i pochodzących z zachodnich prowincyi, spis ten 
zawiera nadto daty o czasie przybycia więźniów do 
Petersburga, o czasie wyprawienia ich do miejsc 
przeznaczenia i o rodzaju kary, na jaką skazani zo¬ 
stali. Czasem znajdujemy tam uwagi i innego ro¬ 
dzaju/ naprzykład o śmierci więźnia, o jego uwol¬ 
nieniu, o oddaniu do innego wiezienia, o powrocie 
do kraju i t. p. 

Inne cztery spisy, chociaż tak samo zatytuło¬ 
wane, nie dzielą skazańców na kategorye. Spis 
więźniów rozpoczyna się z dniem 1 stycznia 1864 
roku, zakończony w roku 1866, i jak się zdaje da¬ 
lej nie kontynuowany. 

W tych czterech spisach, a szczególnie za 
ostatnie dwa lata 1865 i 1866, przy więźniu ozna¬ 
czony jest dzień jego przybycia do Petersburga, 
wskazana jest władza lub osoba wymierzająca ka¬ 
rę, często zaś są przytoczone dosyć szczegółowo 
powody kary, wyroki sądów wojennych, konfirma- 
cye z podaniem wymiarów kary, oraz zapisane da¬ 
ty wysłania pojedyńczych skazańców na miejsce 
przeznaczenia. 

I wagi te jednak są bardzo nierównomierne. 
Przy niektórych osobistościach szczegółowe aż tlo dro 
biazgów, przy innych zupełnie krótkie, jeszcze przy 
innych brak ich zupełny. Pomimo tych niedokładno¬ 
ści redakcya Ruskiej Stariny opracowała je jako 
ważny dokument, uzupełniający pamiętniki Muraw ie- 
wa i w ogólności charakteryzujący dzieje tej epoki. 


Winni buntu lub zaburzenia spokoju, niemniej 
politycznie podejrzani, byli wysyłani z miejsc swe¬ 
go stałego zamieszkania, albo za wyrokami sądów, 
albo na mocy rozkazów wielkorządców prowincyi. 
Spotykamy więc przy nazwiskach zesłańców uwagi, 


V 


124 


że zesłani na zamieszkanie do różnych miejscowo¬ 
ści z rozporządzenia: głównego naczelnika północ¬ 
no-zachodnich prowincyi, albo naczelnego dowód¬ 
cy wojsk wileńskiego wojennego okręgu, jego za¬ 
stępcy, dowódcy wojsk kijowskiego wojennego okrę¬ 
gu, namiestnika Królestwa Polskiego lub ministra 
spraw wewnętrznych. Były to przeważnie konfir- 
mp.cye wyrobów, wydawanych przez czasowy połowy 
audytoryat, grodzieński potowy audytoryat- sąd po¬ 
łowy przy wileńskim ordoiianshauzie, sądy wojenne, 
przy dowódcy wojsk w mohylewskiej gubernii, przy 
zarządzie mińskiego wojennego gubernatora, przy 
niektórych sztabach pułkowych, połowy wojenny sąd 
w Dynaburgu, takiż sąd przy kijowskim ordonans¬ 
hauzie, połowę sądy: w Modlinie, przy naczelnikach 
wojennych, w Radomiu, Płocku, Augustowie, Łomży 
i Siedlcach; wojenne sądy w Lublinie, Kaliszu, Płoc¬ 
ku, Łomży, Warszawie i Siedlcach; przez połowy 
audytoryat w Warszawie i przez komisyę śledczą 
przy namiestniku Królestwa Polskiego. 

Z rozkazu Murawiewa w podwładnem mu wiel- 
korządztwie, składającem się z siedmiu gubernii: 
augustowskiej, kowieńskiej, wileńskiej, grodzieńskiej, 
mińskiej, mohylewskiej i witebskiej osądzono i ska¬ 
zano osób: 

na śmierć.128 

do ciężkich robót.972 

do rot aresztanckich. . . . 864 

zesłano na Sybir .... 1.427 

zesłano do gubernii w Carstwie 1.529 
osiedlono w głębokiej Rosji 4.096 
oddano do wojska .... 345 

razem skazanych . 9.361 

Uwolniono zaś lub ułaskawiono 9.229 osób. 

Więźniowie, przechodzący przez Petersburg, 
o których tu wyłącznie będzie mowa, należeli do 



skazanych na ciężkie roboty lub osadzenie w twier¬ 
dzach; na osiedlenie, zamieszkanie lub uwięzienie na 
Syberyi; na zaliczonych do amurskich, sybirskieh 
lub orenburskich batalionów wojska; do rot aresz- 
tanckich i na zamieszkanie w różnych miejscowo¬ 
ściach Rosyi europejskiej z oddaniem pod dozór pO~ 
licyi. 

Kary te wymierzano za następujące winy: bez¬ 
pośredni udział w powstaniu z bronią w ręku lub 
w politycznych rozruchach; należenie do organiza- 
cyi narodowej; utrzymywanie stosunków z osobami, 
biorącemi udział w powstaniu i rozruchach; świado¬ 
mość o tern i ukrywanie przed władzą; odwiedzanie % 
oddziałów powstańczych; wiadomość o pobycie od¬ 
działów i niedoniesieuie o tern władzy; werbowanie do 
powstania; zaopatrywanie powstańców w broń; do¬ 
starczanie powstańcom żywności, ściąganie składek 
na rzecz powstania; dostarczanie powstańcom bie¬ 
lizny i pranie tejże; przyjmowanie i ukrywanie po-* 
wstańców; wypełnianie ich rozkazów; przy speł¬ 
nianiu obowiązków szpiegostwa: wymuszanie od 
spokojnych mieszkańców pieniędzy pod groźbą uwię¬ 
zienia; włóczęga z rozbójnikami; fałszywe zeznania 
przy śledztwie, przybieranie fałszywych nazwisk; 
przesyłanie rewolucyjnej korespondencji; przyjmo¬ 
wanie i dalsze przesyłanie efektów, papierów i pie¬ 
niędzy dla powstańców; spełnianie obowiązków in¬ 
tendenta; wygłaszanie mów podżegających; prze¬ 
chowywanie książek i pism przez cenzurę zakaza¬ 
nych; urządzenie tajnej drukarni; drukowanie i roz¬ 
szerzanie odezw rewolucyjnych; samowmlne opuszcze¬ 
nie służby rządowej, z zamiarem przyłączenia się 
do zbrojnego oddziału; niepewne zachowanie się 
pod względem politycznym (nieblagonadiożnosf); po¬ 
zwolenie na zbieranie się młodzieży dla ćwiczeń 
wojskowyćh w celu powstania. 

Skazanych do rot aresztanckich wysyłano do: 
Archangielska, Petruzawodzka, Wiatki, Penzy, <>ren- 



126 


burga, Ta mb o w a. Karska, Kostromy, Władymira, 
Niżnego Nowgorodu, Kazania, Jarosławia, Tweru, 
Kiazania, Tuły, Kaługi, Woroneża, Orła, Połtawy 
i Pskowa, do miejscowych rot aresztanckich. 

Zsyłanych na zamieszkanie pod dozorem poli- 
cyi, rozmieszczano w najrozmaitszych miejscowo¬ 
ściach, od najbardziej północnych aż do Astracha- 
nia. C o do liczby takich zesłańców, pierwsze miej¬ 
sce zajmuje gubernia permska, do której zesłano 
przeszło 2U0 osób, potem następują w liczebnie 
zmniejszającym się porządku gubernie: archangiel- 
ska, penzeńska, orenburska, ołonecka, ufimska ko- 
stromska, wołogodzka, samarska, woroneżska. niż- 
no-nowgorodzka, kazańska, nowogrodzka, tambow- 
ska, astrachańska, wiatska, Inflanty, symbirska, wło- 
dzimirska, jarosławska, kałuska, kurska i chersońska. 

Do Nowgorodu zesłano około trzydzieści osób. 
przeważnie urzędników, lekarzy i dymisyonowa- 
nych oficerów. Do sześciu zaś ostatnich gubernii 
i do Inflant zesłano razem zaledwie piętnaście osób. 

Według jednego spisu widzimy, że w czasie 
od 20 marca 1863 roku po 25 września 1865 roku 
przeszło przez Petersburg politycznych skazańców: 

w 1863 r. 863 z zachód, prowincyi, 206 z Królestwa 
w 1864 „ 731 „ „ ^ 722 

w 1865 „ 710 „ „ 1.834 

razem 5.066 osób. 

dodając do tego liczbę osób zamieszczonych na in¬ 
nych spisach za czas od 25 września 1865 r. po 
koniec grudnia 1866 roku, 

mianowicie: w 1865 roku 439 osób 
w 1866 1.545 „ 

otrzymamy ilość więźniów, którzy przeszli przez pe¬ 
tersburskie więzienia, więc 7.050 osób. 



W liczbie tej jednak nie wszyscy byli skaza¬ 
ni wyrokami. Było wiele osób podążających za 
mężami, rodzicami lub krewnymi, bądź dobrowol¬ 
nie, bądź też wskutek rodzinnych stosunków. Przy¬ 
taczamy niektóre przykłady; 

Walenty Świnko; szlachcic, zesłany na zamie¬ 
szkanie pod dozorem poiicyi do Samary. Towarzy¬ 
szą mu: żona Rozalia i dzieci: Władysław, Józef, 
Tekla, Adolf, Tytus i Natalia. 

Szlachcic zagrodowy Urbanowicz, zesłany na 
osiedlenie do gubernii samarskiej wraz z żoną Joan¬ 
ną i dziećmi: W inceiityni, mającym lat (3, Maryą 

5- letnią i Józefem 3-letnim. 

Włościanie: Jan i Wawrzyniec Siergiejczyko- 
wie, zesłani do giibernii astrachańskiej z rodzinami, 
razem osób 13—z dzieci najstarsze lat 18, najmłod¬ 
sze 3 lata. 

Szlachcic, Kazimierz Jacewiez: wysłany do 
Orenburga z żoną Emmą i dziećmi: Bronisławem 

6- letńim, Waleryanem 5-letnim i Czesławem półto¬ 
rarocznym. 

Wdowa,’ Ludwika Zawadzka, właścicielka dóbr, 
zesłana na mieszkanie do Penzy z 11-letnim synem 

1 dwoma córkami. 

Włościanin, Szymon Lula, zesłany do gubernii 
tobolskiej wraz z żoną i dziewięciorgiem dzieci od 

2 do 20 lat wieku. 

Cezar Rogowski, obywatel ziemski, wysłany 
w towarzystwie żony Ernestyny i córek: Zofii, czte¬ 
roletniej i Wandy trzyletniej. 

7 wieku dzieci widoczne, że one nie mogły 
brać udziału w powstaniu lub w jakicldbądź czy¬ 
nach, zasługujących na karę. Tymczasem 350 ta 
kich osób iest zaciągniętych w spisach osób, prze¬ 
chodzących przez petersburskie więzienia i prowa¬ 
dzonych etapami !ub też wiezionych do bliższych 
lub dalszych miejscowości Rosyi i Sybiru. 

Od roku 1804-go rozpoczyna sic ruch zeslań- 


ców także w odwrotnym kierunku. Gi sami. którzy 
byli zapisani jako prowadzeni na zsyłkę łub do rot 
aresztanckich, ponownie się zjawiają, jaku po w ra¬ 
cajacy do miejsc rodzinnych. Ilość ich coraz bar¬ 
dziej zwiększa się, nazwiska zajmują całe strony 
spisów i ku końcowi J865 roku liczba ich docho¬ 
dzi do 430 osób. Dodając do tej cytry liczbę 350 
żon i dzieci, towarzyszących skazańcom, uwzglę¬ 
dniając nadto powracających z drugich dwóch Ust, 
za czas od 25 września 1865 roku po 23 paździer¬ 
nika 1866 roku, to, ilość właściwych skazańców 
politycznych, przesłanych przez Petersburg w tym 
czasie, nie dochodzi liczby 5.000 osób. 

Od 20 marca 1864 roku do 25 września 1865 


roku prowadzono przez Petersbur 

ir* 

n* 



Z Lit-.v 

z Królestw, 

a razem 



Polskiego 


do ciężkich robót. 

342 

163 

506 

do fortec. 

4 

l 

5 

na Sybir 

5*2 

167 

749 

do różnych gubernii Hosyi europ. 

745 

162 

!«>7 

do rot aresztanckieh .... 

219 

*i>8 

1047 

do sybirskich wojskow. batalion. 

87 

16 

103 

/on i d/ieei osądzonych . . . 

i .")> 

56 

214 

umarło w drodze. 

11 

4 

15 

z powrotem . 

123 

430 

655 

przesł. do Moskwy dla dal. wysyłki 

33 

6 

39 

Od 25 września 1863 r. po 

► 23 

października 

1*66 roku, bez rozróżnienia zkad 

pochodzili, 

Prze- 

słano przez więzienia petersburskie. 



do ciężkich robót. 

• • 

336 


na Sybir. 

• • 

522 


do Hosyi europejskiej . 

• m 

29 


do rot aresztanckieh, . 

m • 

;i21 


żon i dzieci . 

• % 

136 


wróciło . 

• m 

5 i i 1 


prześląuo do Moskwy . 

• • 

. 4 








129 


Z liczby tej należało: 

do inteligencyi . 1915 w tem Litwinów 1340 

do niższych klas 4213 ,, .. 904 


l czego 
wstanie 
gdy w 
rotnie. 


wynika, że w guberniach zachodnich po¬ 
było podtrzymywane przez wyższe stany, 
Królestwie Polskiem rzecz się miała od- 


Z 1915 osób inteligeńcyi było: 

0 marszałków szlachty, 

17 mirowych pośredników lub ich zastępców, 
1350 szlachty i właścicieli dóbr, 

221 urzędników, 

158 księży i kleryków, 

71 dyiuisyonowanych wojskowych, 

12 nauczycieli i uczniów, 

50 lekarzy, medyków j aptekarzy. 


Z marszałków szlachty: Aleksander Łappa, mar¬ 
szałek gubernialny miński, zesłany do Permu dokąd 
także wysiani: Wacław Tukałło, marszałek powiato¬ 
wy wileński: Ludwik Feliński, marszałek powiato¬ 



wa Żmudzi), do Penzy. 

Osób stanu duchownego przeprowadzone przez 


O W ile/i*wski po usunięciu l marazałkowstwa Jorzttgo 
Gażyrza. soatał zamianowany marszałkiem z ramienia rządu 
i pnlegąjąc na tein zaufania rzidowem ośmielił s*ę . ar;o w po¬ 
czątkach powstania Sprzeciwić się w ozem* pułkownikowi Jie- 
kofrskiemu, WojeniUMiiu naczelnikowi powiatu brzeskiego, /a 
tę swoją śmiałość bez sądn ostał wyvrii ziony do Permu. Zwy¬ 
kły to sposób postępowania Rosy a u nawet ze swymi stronni¬ 
kami (Przypistk tłumacza), 

fUblioteknu— -T. 463. 


130 


Petersburg 158. — Niektórzy z księży brali bardzo 
czynny udział w powstaniu.—Z liczby tej było: 

22 skazanych do ciężkich robót, 

62 skazanych na osiedlenie w Syberyi. 

74 wysłanych do różnych miejscowości Kosy i eu¬ 
ropejskie j t 


wo¬ 

nie- 

po- 

ze- 

Sy- 


I)o ciężkich robót byli skazani księża: Fryde¬ 
ryk Włodzki, Onufry Syrwid, Aleksander Szepinow- 
ski, Józef Rózga, Onufry Szredors, Onufry Jasiewicz, 
Wincenty Mugarewicz, Hipolit Sawicki, Jakób Ja¬ 
kowicz, Konstanty Peślak, Ferdynand Stulczyński, 
Stanisław Dąbrowski, \ntoni Rowecki, Augustyn 
Lappa, Jędrzej Bartoszewicz, Konstanty Wiernikow- 
ski, Stefan Rudzki, Zefiryn Rusiecki, Adam .Mackie¬ 
wicz, Józef Czerwiński, Teodor Rogoziński (zakon¬ 
nik) i Antoni Wierzbicki. 

Ksiądz Kazimierz Giedroyc „za poniżanie 
bec włościan rosyjskiej prawosławnej cerkwi i 
odprawianie przepisanych modlitw za cesarza, 
zbawiony kapłaństwa * wszelkich praw stanu, 
siany do bardziej oddalonych miejscowości na 
beryi, dnia 17 marca 1865 roku. 

Księża: Wawrzyniec Jarosz, Gracyan March¬ 
wicki, Seweryn Kowalski, Adam Zawadzki i Ign 
cy Rakociński zesłani do archanielskiej i w<•!«»- 
godzkiej gubernii z płacą po 150 rubli sr. każdemu 
z gpecyalnycb sum Królestwa Polskiego. 

Dominikanin, 0. Marcin Olszyński, wyrokiem 
namiestnika Królestwa Polskiego wysłany dnia 
listopada 1865 roku na dożywotnie osiedlenie pod 
nadzorem policyi w Maimyżu w gubernii wiackiej 
z pensyą 150 rubli ^r. rocznie z sum Królestwa 
Po I« ki ego. 

Wśród księży katolickich zamieszał się i Adam 
Haberkapt, pastor ewangelicki z Łomży, zesłany d. 
24 lutego 1864 roku do Penzy. 



t 


131 


Murawiew w swoich pamiętnikach wspomina 
o zupełnem zniszczeniu całych okolic szlacheckich. 

Jedna laka okolica była zamieszkałą prze/ 
Siergiej czy kóvT, druga, w powiecie grodzieńskim 
przez Szczuków. Wszyscy ci Mateusze, lgnące, Ta¬ 
deusze, Stanisławy i inni Szczukowie z żonami 
i dziećmi w liczbie 73 osób, zesłani zostali w sierp¬ 
niu 1803 roku na Sybir na osiedlenie. 

Stan uczących i uczących się, biorących udział 
w powstaniu, był reprezentowany od dyrektora gi- 
mnazyalnego do uczniów. Karol Witte, dyrektor gi- 
mnazyalny w Łomży, zesłany do Woroneża; Antoni 
Koszko, inspektor gimuazyum kowieńskiego, zesłany 
do Permu. Uczniowie: Witold Borodzicz z Mo¬ 


zy r/a Stanisław Staniewicz z Wilna, oddani na 
prostych żołnierzy do sybirskich batalionów. 

I czniowie szkoły podleśnych w Sokółce: To¬ 
masz Janowski zasłany do Wołogdy, Antoni Bura 
do Nowogrodu. 

Nauczyciele i uczniowie, obwinieni o udział 
z bronią w ręku w oddziałach powstańczych, poroz- 
syłani po Syberyi lub w głąb RosyiJ 

Z cudzoziemców: Bolesław Narkiewicz, podda¬ 
ny francuski, skazany do ciężkich robót, został wy¬ 
słany dnia 13 maja 1865 r.; Emanuel Jasek, podda¬ 
ny perski, po powrocie z Irchangielska dnia 1 paź¬ 
dziernika 1865 r. odesłany do warszawskiego ge- 
nerał-policmajstra; Stanisław Polza, podał się jako 
szlachcic z Paryża, zesłany dnia 9 grudnia 1864 r. 
do rot aresztanckich w Yrchangielsku. 

Ze szlachty i obywatelstwa ziemskiego wy¬ 
mienieni: 


Stanisław hrabia Zamoyski, syn hrabiego An¬ 
drzeja, zesłany do Permu; 

Eliasz baron 1 ngern-Sternberg zesłany do \Yo- 
łogdy; 

Baron Manteuffel wysłany do Penzv: 
Szlachcianka Justyna Sawicka zesłana na osie* 




132 


dlenie do gubernii tobolskiej, bez pozbawienia praw 
stanu, za komunikowanie się z powstańcami i pranie 
im bielizny. 

Stanisław hr. Sułtan zesłany do gubernii to¬ 
bolskie). 

Obywatelka Konstancy a Gażyczowa z córkami: 
Anną i Heleną, zesłana cło Permu, za wychowanie 
córek w w ierze katolickiej, pomimo że ojciec był pra¬ 


wosławny. 

Konstanty Konarzewski, były oficer wojsk 
polskich, zesłany do Ołoniecka. 

Wacław Łopaciński zesłany do Niżniego No- 
wgorodu, a brat jego Jakób Łopaciński zesłany do 
Penzy. 

Michał Buczyński zesłany do Tobolska. 

Książe Ferdynand Światopełk Mirski zesłany 
na osiedlenie do miejscowości mniej oddalonych 
w Syberyi. 

Baron Koman Koniker zesłanv do Tomska. 

Władysław i Hipolit vou Siegeru-Korny, Mi¬ 
chał i Mieczysław hrabiowie Wielhorscy, Edw T ard 
hrabia Czapski Adolf książę Massalski i Mikołaj 
książę Giedroyć, okazani do ciężkich robót. 

Z byłych wojskowych, którzy przyłączyli się 
do powstania, zostali zesłani; 

Podpułkownik Romuald Kułakowski, inżynier 
dróg i mostów w Kownie, do Permu; 

Podpułkownik Cezary Orwid do Kazania; 

Rotmistrz gwardyi Stanisław' Molil do l ty: 

Major Hieronim Wołłowicz do Niżnego No- 
wgorodu; 

Major Aleksander Burzyński do Tobolska; 

Pułkownik Andrzej Orda do Penzy; 

Sztabs-rotmistrz gwardyi Ryszard von Man- 

teuffel-Sage do Tobolska; 

Podpułkownik generalnego sztabu, Stanisław 
Okndzki, skazany do ciężkich robót w kopalniach 
na lat 15. 



Doktór medycyny \V ładygław Sutlewski i le¬ 
karz Mieczysław Czaśnieki, skazani do ciężkich 
robót. 

Aptekarze: Aleksander ołłowicz i Antoni 
Muszakiewicz, oraz prowizor aptekarski Władysław 
Chrom icki, zesłani do różnych miast Kosy i. 

Z zarządzenia petersburskiego generał-guber- 
natora uwolniono: Aleksandra Nippe’go, artystę; 
Granciszka Bierna, syna lekarza z Austryi; Teofila 
von Falken, poddanego zagranicznego i Franciszkę 
Radziwonowiczównę, oddaną na porękę doktora Ra- 
dzinowicza w Petersburgu* 

Między urzędnikami spotykamy prezesów i rad¬ 
ców izb sądowych, nitrowych pośredników, sędziów, 
geometrów, asesorów, sędziów śledczych, 8 trapezy cli, 
sekretarz}, kancelistów, egzekutorów, stanowych 
pristawów i pisarzy* 

Aleksander Chmielewski, radca stanu i prezes 
izby cywilnej w Kownie, zesłany dnia G maja ldG5 
roku d<» gubemii tomskiej, jako podejrzany o udział 
\\ narodowej organiz&cyi w charakterze naczelnika 
kowieńskiego województwa. 

Inny prezes izb}. Korzeniowski, zesłany do 
Tambowa. 

Józef Hoszek, radca izby skarbowej, zesłany 
do Permu. 


Aleksander Popiel, ekspedytor pocztowy, ska¬ 
zany do ciężkich robót. 

Yntoni Sadownik, również ekspedytor poczto¬ 
wy. zesłany do doniecka. 

v / i ii 

Mikołaj Terlecki, radca stanu, wysłany do 
W iatki. 

Sędziowie: W incenty Wojciechowski, Antoni 
Odyniec, Tomasz Szukiewicz, Józef kiszka; prezy¬ 
dent miasta Suwałk, W incenty Rościszewski; Józe¬ 
fina Olendzka, wdowa po rade} stanu; Pelagia Ma¬ 
linowska, wdowa po pułkowniku; Aleksander W} 
soeki. nadzorca akcyzowy; Oskar Flatt, urzędnik do 


134 


szczególnych poruczeń przy warszawskim cywilnym 
gubernatorze, rozesłani do różnych miast odleglej¬ 
szych i bliższych, jak: W iatka, Perm, Orenburg, 
Ufa, Ołonieck, Nowgorod i Woroneż. 

Stanowy prystaw, Aleksander Garkowicz, ze¬ 
słany na mieszkanie do f tobolskiej gubernii; miro* 
wy pośrednik, Serwiry Światopełk-Mirski, do (*ren- 
burga; Jan Kamieński, także roirowy pośrednik, ska¬ 
zany do ciężkich robót, wysłany dnia 14 kwietnia 
1865 rokit. 

Michał Hausmau, sekretarz mińskiej izby de¬ 
putatów szlachty, zesłany , na mieszkanie do miasta 
Totmy, guberni! wołogodzkiej, wyprawiony dnia 
24 marca 1866 roku. 

Skazani na osadzenie w twierdzach: 

Michał Weyde, szlachcic z gobernii witebskiej, 
w twierdzy Petro-Pawłowskiej; Leon Synek, podda- 
nv austryacki, w Schlnsselburgu; Józef Byrandt, 
szlachcic, w Sweaborgu; Józef Kaupe, mieszczanin, 
w Zamościu. 

W spisach spotykamy i Kobv aa. Naprzykład: 
porucznik O. wysłany dnia lutego 1865 roku do 
wiezienia śledczego w Warszawie; Michał Marków, na¬ 
czelnik gminy, wysłany w 1865 roku do rot are- 
sztanekicłi do Włodzimierza; Mikołaj Wojtkow, wło- 
ścianin, osadzony w twierdzy Sweaborskiej; Kon¬ 
stanty Nikitin, uczeń szkoły podleśnych w Sokółce, 
wysłany dnia 3 września 1864 roku do Wiatki; Ja- 
kób Dmitriew, żołnierz z batalionu strzelców cel¬ 
nych, skazany do ciężkich robót w fortecach; na- 
koniec Login, syn Teodora Pantelejewa, szlachcic 
gubernii w lackiej i urzędnik XII klasy, skazany na 
sześć lat do ciężkich robót na fabrykach, wysłany 
dnia 5-go lutego 1865 roku. 



Wspomnienia jednego z urzędników przy petersbur- 
skiem przesyłkowern (peresyłocznaja Hurma) więzieniu 

z czasów powstania l?s63 roku. 


Polityczni więźniowie z Królestwa Polskiego 
i a Litwy przybywali do Petersburga albo etapami 
ilu ręce rządu gubernialnego, albo też pod eskortą 
żandarmów na ręce petersburskiego o ber po li cm aj* 
stra. V Petersburgu umieszczano ich przeważnie 
w przechudowem więzieniu, niektórych zaś albo w do¬ 
mu poprawy, albo też nawet w cyrkułowych poli¬ 
cyjny cli więzieniach, gdy w głównem więzieniu już 
miejsca zabrakło. W więzieniu przechodowem zaj¬ 
mowali cale wyższe piętro, a w jednej izbie urzą¬ 
dzona b\ła katolicka kaplica. Czasv to bvłv bło- 

v i w v f 

gosławione dla niższej służby więziennej, gdyż mię¬ 
dzy zesłańcami było wielu ludzi majętnych, opłaca¬ 
jących hojnie różne świadczone sobie usługi. Ludzi 
z klas niższych, szczególnie zaznaczonych w spisach 
jako niewiadomego pochodzenia, nazywano w wię¬ 
zieniu karambolami, gdyż przychodzili ^kuci po 
dwóch za nogi, zapewne dla braku dostatecznej ilo¬ 
ści kajdan. W Petersburga wszystkich więźniów 
przekuwano w pojedyńcze kajdany. Chorzy leczyli 
się w szpitala przy więzieniu poprawczem. 



131) 


Generał-gubernator książę Suworow najtroskli¬ 
wiej zajmował się więźniami i z największem współ¬ 
czuciem wglądał w stosunki zasądzonych i ze¬ 
słańców. 

Niechęć swą a nawet pogardę dla Mura wiewa 
wileńskiego objawiał otwarcie i głośno, częstokroć 
nawet za głośno, jak na tak wysokiego dygnitarza. 

Oto naprzykład zdarzenie, opowiedziane przez 
Michała Aleksiejewicza Jewreinowa, z kilku stron 
potwierdzone i dosyć głośne w swoim czasie. 

Michał Aleksiejewicz Jewreinow, przed rokiem 
1863 sprawntk powiatowy gdowski, w guberni pskow¬ 
skiej, na wezwanie Mura wiewa przeszedł na służbę 
do gubernii zachodnich, lecz w k«»ńcu 1864 roku 
został wydalony ze służby i przybył do Petersbur¬ 
ga starać się o jakąś nową posadę. 

W grudniu 1864 roku między innymi ^aplikan¬ 
tami znalazł sic na audencyi u księcia A. A. Ja¬ 
worowa i prosił go o jakąś posadę przy petersbur¬ 
skim rządzie gubemialnym. 

— A gdzie służyłeś przedtem?—zapytał książę. 

— Pod Michałem Mikołajewiczem Murawie- 
wein—brzmiała odpowiedź. 

— Podwładni Murawiewa służyć u mnie nie 
mogą — rzekł książę głośno wobec całego "tocze¬ 
nia.—Ja nie mogę pochwalać działalności Murawie¬ 
wa, a gdyby po śmierci miano nas umieścić razem 
w raju, czy też w piekle, to u aj n ieza w od nie j będę 
błagał o umieszczenie mnie jaknajdalej od niego, 
chociażby nawet na samem dnie piekła, byle nie 
razom z Mura wiewem! 

Na to Jewreinow oświadczył, że nic dobro¬ 
wolnie służył pod Mura wiewem, lecz / rozporzą¬ 
dzenia ministra spraw wewnętrznych był wysłany 
do gnbemii zachodnich, i że dlatego jedynie opu¬ 
ścił służbę 'v tym kraju, by nic przykładać ręli do 
zarządzeń Murawiewowgkieb, na które się nie go- 



dzik—(Co wszystko zresztą było wierutnom kłam¬ 
stwem). 

— Tak! no, to inna sprawa! Dać mu jaką 
posadę—zakonkludował dobroduszny książę i przy 
poparciu J. J. Czety rkińa, dyrektora generał-guber- 
natorskiej kancelaryi, Jewreinow dnia 5 stycznia 
1865 roku otrzymał posadę pomocnika sprawnika 
powiatowego w Łudzę. 

Login Fiedorowicz Pantelejew, skazany do 
ciężkich robót na fabrykach, przybył z W iłna eta¬ 
pem, razem z Michałem Adamem Kossowskim. Ra¬ 
zem z nimi miał przybyć także i Józefat Obryzko, 
którym się szczególnie interesował książę Sm^orow. 
Oficer konwojujący więźniów, Grzegorz Iwanuwicz 
Nogajew, otrzymał od księcia polecenie, by w ra¬ 
zie, gdyby w transporcie więźniów znajdował się 
Obryzko, zatelegrafował z Pskowa, wprost do księ¬ 
cia: „przybyłem do Pskowa z tylu a tylu więźnia¬ 
mi i jeszcze z jednym - . W istocie Nogajew, przy¬ 
bywszy do Pskowa, telegram tej treści wysiał, lecz 
tymczasem przybyli z Wilna innym pociągiem żan¬ 
darmi. na inocy specyalnego rozkazu Murawiewa 
Ohryzkę odebrali i omijając Petersburg, powieźli go 
pocztą przez Nowgorod do Gzudowa, zkąd dalej 
k«deją do Moskwy i na Sybir. 

Ze L58 księży katolickich, którzy v latach 
1863 i 1864 przeszli przez więzienia petersburskie, 
22 było skazanych do ciężkich robót, 42 zesłanych 
na Sybir, 74 zaś do różnych miejscowości w Kosy i 
europejskiej '). 


l ) Ruska ja Starina % l>s.‘l roku. tom XXXVII, >tr. 


* 


I 


Wobeo tak strasznego tępienia żywiołu polskiego i pol¬ 
skiej ziemskiej własności na Litw ie, jak się systematycznie 
przeprowadza po powstaniu 1803 roku, wpisuję tu dla pamiąt¬ 
ki spis obywateli posiadaczy ziemskich w powiect' brzeskim 
w gubernii grodzieńskiej, sporządzony w 1862 roku, gdy za¬ 
mierzano założvć w Brześciu Litewskim dom rolniczo-komiso- 
wy. Spis ten nie wymieniał dotyczących nazw posiadłości 
ziemskich, starałem się więc uzupełnić go pod tyra względem, 
ale po trzydziestu łatach nie zupełnie mi się to udało. Jakkot* 
wieknądż, i w tym stanie, jak jest, dowodzi czysto polskiego 
charakteru tej części Litwy. 


Własność ziemska w powiecie brzeskim, gubernii 
grodzieńskiej w l,Młi2 roku. 

1 . Jerzy Ganycz. właściciel Siehieniowszczyzny 
i Hmniacz. 

W 

2. Książę Piotr Wigenstein, Domaszew z przyle- 
głościami i Czersk. 

3. Iwan Majmeskuł, OUusz. 

4. Franciszek Niefiedowicz, Zburaż, Karcz i Ma- 
łaryta. 

5. Seweryna Koiszewska, Orzechów. 

6 . Kamilla Rogatkowa, Motwica. 

7. Stefania Bienie ku, Radesz. 

8 . August hr. Zamoyski, dobra Przyborów z przy- 
leglościami. 


/ 


139 


9. 
10 . 
11 . 
12 . 

13. 


14 . 

15. 

16. 

17. 

18 . 

19. 

20 . 

21 . 

'>■> 


M I I 
28. 

29 . 

30. 

31. 

32. 

33. 

34. 

35. 

36. 

37. 


39. 

40 . 

41. 


Dorota Wys<>cka, 11 woźnica. 

Konstanty Widacki, Hwoźnica-Jaźwin. 
Aleksander Wysocki, 11 woźnica Botyń. 

Antoni Jaskłowski, Brodiatyn-Irl&ndka, Fauaty- 
nowo. 

Elżbieta hrabina Krasińska, Biskupia-hamieni- 
ca, Miedna, Zbunin, Durycze, Lachowce, Przy- 
brodzic, Stawy, Krynki. 

Helena Wysocka, Planta. 

Koman Koiszewski, Gierszo no wiozę. 

Michał Zabkiewicz. 

Dominik Kurowski, Milki. 

Stanisław Onichimowski, Pianowiec* 

Michał Kozicki, Pańków. 

Julian Wygonowski, Kamienica Zurowieka. 
Czesław Wygom>wski. 

Feliksowa Jaśminowa. Ruda, Koinatów. 
Franciszka Iłłakowiezowa, Pożeżyn. 

Ksawery Karczewski, Dołbniew. 

Ludwik Gutowski, Wólka. 

Aleksander Leszkiewicz. 

Jan Kwapiszewski. 

Albin Dziekoński, Radwanioze, 

Józef Wolauski, Podpaduiewo. 

J ózet Staniszewsk i. 

Romuald Dłuski. 

V Myszkowski. 

Każ i niic rz K &cz k») wsk i. 

Antoni Gutowski, Tryszyn. 

Mikołaj Gutowski, Puchaczew. 

Ksawery hrabia Grabowski, Terebuń. 

Seweryn hrabia Grabowski, Czernawszyce, 


Tum a. 

Stefan hrabia Grabowski, Kasna z przyległo- 
Ariami. 

Anna Bojarowska, BI a w i ani Cze. 

Ignacy Zylcj. 

Jan Szwvkowskij, Niesebołsty, Mińkowicze. 


% 



140 


42. 

43. 

44. 

45. 

46. 

47. 

48. 

49. 

50. 


51. 

52. 

53. 

54. 

55. 

56. 

57. 

58. 

59. 

60. 
61. 
62. 

63. 

64. 

65. 

66 . 

67. 

68 . 

69. 

70. 

71. 

72. 

73. 

74. 

75. 

76. 

77. 


Walenty Szwykowski. 

Morenheimowie, Trościanica z przyległościami 
Jan Hryniewiecki, Swiszczew. 

Józef Puzyna, Ostromeczew. 

Julian Skowroński, Piania. 

Lueyan Wisłocki, Łuszczyce. 

Szczęsny Włodek, Motykały. 

Aleksander Niemcewicz, Stara ieś. 

Jan Niemcewicz, Skoki, Rzeczyca z Adamko- 
wem i Stradeez z Kołpinem. 

Paweł Jagmin, Wistyce. 

Feliks Jagmin, Kowerdziaki. 

Michał Ihnatowicz, Kustyn. 

Zenon Izbieki, Kustyn. 

Franciszek Kowalski, Jamna-Dohromierz. 

Zofia Małachowska, Syczę. 

Knollmejorowa, Syczy ki. 

Franciszka Czarnocka, Szumin. 

Jan Tołłoczko, Czelejew. 

Antoni Tołłoczko, Rakowica. 

Idalia Tołłoczkowa, Jack o w i cz e-Cz e r vvi ń ce. 
Aleksander Zdański, Jackowicze. 

? Horbaczewski, Jackowicze. 
Mieczysław Bryndza, Lo/owiea. 

Józef Zaleski, Czyżewicze. 

Roman Ponikwicki, Szczytniki z Leśnianami. 
Julian Konopiński, Wilamowicze. 

Karolina Pusłowska, Kopyły, Wołczyn. 

Adam Konarzewski, Kamienie** Litewski z przy- 
ległościami. 

Marya Eysmontowa, Stupiczewo. 

Józef Jabołkowski, Linowa. 

Bolesław Telszewski, Hołowczyce. 

Franciszek Kurzenieeki, Baranki Wielkie. 

? Gutowska, Baranki Małe. 

Józef Maciejewski, Welika. 

Michał Telatycki, Szalic/c. * 

Konstanty 1 olatycki, Zycin. 



141 


78. Edward Telatycki; Lisowezyce. 

71). Zygmunt Bogusławski, Pruska. 

HO. Aleksander Wielowiejski, Pruska. 

81. Stanisław Buk raba, Padhrndziany. 

82. Karul StarowolskL Podbiała. 

83. Feliks W ielowiejski, Podbiała. 

84. Bolesław Janiszewski, Hołowczyce. 

85. Wincenty Matusewicz, Szyszowa. 

80. Hrabina Konownicyna. 

87. Karol Podgórski, Krubel. 

88 . Apolinary Hofmeistcr, Szostaków. 

89. Ignacy Szemioth, Babicze. 

90. Mamert Telszewski> Choinątyny. 

91. Wojciech Buchowiecki, Hryszczycc. 

92. Hipolit Bogusławski, Wojska. 

93. Teorii Bilczyński, Buczemł. 

94. Józef Ropelewski, Chodosy. 

95. Michał Mogilnicki, Jelonka. 

96. Józet Sutczyliski. Kusiły. 

97. Aleksander Wilczewski, Werstok. 

98. Michał Pagowski, Wojska. 

99. książę Ksawery Sapiecha, Wysokie Litewskie 
i przyległościami. 

100 . Wincenty Śnieżko, Bolbizna. 

101 . Antoni Jaczyriowski, Wierzchowiec. 

102. Tvtus Pusłowski, Zubacze. 

103. Stanisław Jaczynowski, Jancewicze. 

104. Jan Kwapiszewski, Tuiniu. 

105. Wincenty Wysocki, Lumna. 

106. Józef Ponikwicki, Kłukowicze. 

107. Bronisław Gutowski, Zwody, W yczułki, 1 itwi- 
no wieże. 

9 

108. Aleksander Wisłocki, 8 w i tycze. 

109. Maksymilian Zawistowski, Wołkowyeze. 

1 10. Teorii Tokarze.wski, Tokary. 

111. Konstanty Karłowicz, Barszcze w. 

112. Emilian Imbra. 

113. Ryszard Andrzejkowie/. 



142 


114. Józef Lenkiewicz, Tokary. 

115. Paweł Zaleski, Tokary. 

116. Ignacy Bobrownieki. 

117. Hrabina Starzeóska, Płowce. 

118. Jan Protasewicz. 

119. ? Puczniewski, Tokary. 

120. Aleksander Mańkowski. 

121. Karol G&rtkiewicz, Andryanki. 

122 . Karol Sawicki. 

123. ? Łowicki. 

124. V Wołoneewiez. 

125. Leokadya Nielubowiczowa, Koszy łów. 

126. Augustyn Suzin, Chodory. 

127. ? Pfaffinsowa, Brzozowiec. 

128. ? Dobrzy niecki. 


KONIEC. 


WYCIĄG Z KATALOGU 

„BBILIOTEKI DZIEŁ WYBOROWYCH”. 

Do nabycia w Administracyi „BIBLIOTEKI DZIEL 
WYBOROWYCH” (Warszawa, Warecka Nr 14), w Fi¬ 
lii Kantoru „GAZETY POLSKIEJ” (Warszawa, Krą- 
kowskie-Przedmieście Nr 1) i we wszystkich księ¬ 
garniach. 


WYSZŁY Z DRUKU: 
Rok 1906. 


Tom. 
413. 


CENA 

w opr. brosz. 


KAMPANIA 1809 r. 


Gen. Roman Sołtyk. 

(Wyczerpane). 

414, 415. Berta bar. Sutner. DZIECI MARTY, 
z przedmową Z. Dębickiego. Powieść 
41ó. General kwatermistrz de Pfstor. PAMIʬ 
TNIKI O REWOLUCYI POLSKIEJ 
z roku 1794 

417, 418, 419. Sir Edward Buiwer Lytton. ZA- 
NON1. Powieść z czasów' rewolucyi 
francuskiej. Przekład M. Komornickiej 
420, 421. Juliusz Falkowski. KSIĘS1 WO WAR¬ 
SZAWSKIE. Obrazy z życia kilku osta¬ 
tnich pokoleń, 2 tomy 

422. W. Doro8zewicz. RODZINA I SZKOLĄ, 
z rosyjskiego przełożył Józef Macie- 
iowski 

42?, 424, 425. DRUGI ROZBIÓR POLSKI. 

Z pamiętników $ieversa 
426, 427. OPOWIADANIA CZECHOWA tłom. 
T K 

428. LARIK. J. Gadomski 
>29. WŁÓCZĘGA W T TROJKĘ. Jerome Jero- 
me, przeł. z ang. K. Paprocki 
430, 431, 432. Z. Morawska. ZMIERZCH 1 
ŚWIT. Powieść z c/asow Stanisława 
Augusta 


kop. 

kop. 

30 

25 

80 

« 

50 

40 

25 

120 

75 

80 

50 

40 

25 

1.20 

75 

80 

50 

40 

25 

40 

25 

1.20 

75 



Toni. 


CENA 

w opr. brosz, 
kop. kop. 

433. Ludwik Proal. ZBRODNIE POLITYCZ¬ 
NE Przekł. Maryi Wentzlowej 40 23 

434. Maurycy Barres. £OD PIKIELHAUBĄ. 

Przekł. z francuskiego M. Rakowskiej 40 23 

433. NEWROZA REWOLUCYJNA, według 
D-ró\v Cabanes i L. Nassa. opracowała K. 

Pło liska . 40 23 

436. Antoni Gawiński. SEN ŻYCIA. Opowia¬ 
danie 40 23 

437. Kazimierz Bartoszewicz. KONSTYTUCYA 

3 MAJA. (Kronika dni kwietniowych i 
majowych w Warszawie w r. 1791) 40 23 

438,439, 441, 442. 444, 443, 448. 458. 460. Prof. Mi¬ 
kołaj Berg ZAPISKI O POLSKICH SPI¬ 
SKACH I POWSTANIACH. Przekład 
z rosyjskiego , _ 3.<>0 2.23 

440. Teodor Jeske - Choiński. MAŁŻEŃSTWO 
JAKICH WIELE. Studyum powieścio¬ 
we 40 23 

443. J. Scher. Z KRWAWYCH DNI. (Komu¬ 
na paryska). Przełożył z niemieckiego 
Z. K. 40 23 

446, 447. Ryszard Voss. WILLA FALCONIE- 

RT Przekład M. Łaganowskiej 80 30 

449, 437 A. Kuprin. POJEDYNEK. Powieść 

z rosyjskiego, przekł. J. Maciejowskiego 80 30 


430. Paweł Doumer. KSIĄŻKA MOICH SY¬ 
NÓW, przekł. E. Węsławskiej 40 23 

431. Conan Doyle. CZERWONYM SZLAKIEM. 

Powieść, z angielskiego, tłom. Br. Neu- 
feldówna 40 23 

432, 433, 434. PAMIĘTNIK ANEGDOTYCZ¬ 

NY z czasów Stanisława Augusta 1.20 73 

433, 436. Jerzy Rodenbach. DZWONNIK Prze¬ 

łożył z francuskiego Zygmnut Szuster. 

Z przedmową Zdzisława Dębickiego 80 30 

439. Kazimierz Rakowski. DWA PAMIĘTNIKI 

z 1848 r. , 40 23 

461, 462. Grazia Deledda. POPIÓŁ. Przekład 
z włoskiego Wili Zyndram Kośeiałkow- 
skiej HO 30